czwartek, 10 grudnia 2020

Nie osiąść na laurach, utrzymać się na szczycie. O piątym albumie Queen "A Day At The Races" słów kilka...

Po wydaniu czwartego albumu
A Night At The Opera i wielkim sukcesie singla Bohemian Rhapsody zespół Queen mógł odetchnąć z ulgą. Nie rozpadli się, mogli dalej tworzyć piękną muzykę. Byli na szczycie, ale nie osiedli na laurach. Robili wszystko, by z tego szczytu nie spaść, utrzymać się na nim. Chcieli nagrywać kolejne, równie dobre albumy. Niemalże rok po wydaniu Nocy w Operze, 10 grudnia 1976 roku, ukazał się piąty studyjny album Queen zatytułowany … A Day At The Races. Tytuł nawiązuje do poprzednika i również wzięty jest od tytułu filmu Braci Marx. Mając odpowiednie środki finansowe na korzystanie ze studia nagraniowego w lipcu 1976 roku weszli do studia The Manor, by rozpocząć pracę nad albumem. Po raz pierwszy muzycy sami zajęli się produkcją wraz z pomocą inżyniera dźwięku Mike’a Stone’a. Tym razem Roy Thomas Baker, który produkował pierwsze cztery albumy, dostał wolne. Do końca lipca 1976 roku muzycy nagrali podstawy do sześciu utworów Good Old Fashioned Lover Boy, The Millionaire Waltz, You Take My Breath Away, Simple Man (White Man), Drowse i Somebody To Love, ale w krótszej wersji, bez sekcji klaskania. 

Wyścig konny, Kempton Park, 16 paździenika 1976r.

Po niedługiej przerwie wrócili pod koniec września ponownie do studia, by ukończyć album Na początku października członkowie oficjalnego fanklubu Queen zostali powiadomieni o powstaniu albumu. Wysłano list, w którym wspomniano, że wyjdzie nowy album i prawdopodobnie jego tytuł to A Day At The Races, ale nie zostało to jeszcze potwierdzone. Wspomniano także, że singiel nie został jeszcze wybrany, ale że Freddie napisał jakiegoś wiedeńskiego walca. Smaki się wyostrzały coraz bardziej. 16 października 1976 roku Queen wzięli udział w … wyścigu konnym w Kempton Park. Tam zatwierdzono oficjalnie tytuł albumu. Pozostałą część sesji muzycy spędzili na dogrywaniu i nagrywaniu kilku utworów. Pełna wersja Somebody To Love została zmiksowana w Sarm West 22 października 1976 r. White Man został ukończony i zmiksowany 24 października 1976 r.  Long Away powstał 26 października 1976 r. wraz z kopią Lover Boy (Good Old Fashioned Lover Boy). You Take My Breath Away powstała 2 listopada 1976 r. Album  został ukończony 19 listopada 1976 roku. Przejdźmy do konkretów.


Album otwiera jeden z najbardziej zajebistych rockowych riffów ever i nieodłączny punkt niemal każdego koncertu. Utwór Tie Your Mother Down autorstwa Briana Maya.. Gitarzysta Queen napisał go na szczycie wulkanu na Teneryfie. Powstawał już w 1968 roku, a więc przed powstaniem grupy Queen. Wysłano go tam, aby wyposażył nowe obserwatorium astronomiczne na zboczu Pico de Teide, a przy okazji przeprowadził obserwacje konieczne do napisania pracy doktorskiej. Siedział tam zupełnie sam i słuchał Beatlesów. Jak sam stwierdził - bardzo mu to odpowiadało, bo był zauroczony tym niezwykłym, odludnym miejscem. I pewnego razu siedząc sobie tam na tym szczycie Pico de Teide wziął gitarę i zaczął grać, a riff, który mu przyszedł do głowy, rozwinął później w Tie Your Mother Down. Podkreślić należy, że Brian nie miał ze sobą gitary Red Special tylko jakąś tam zwykłą, niewielką klasyczną gitarę. Nie pamięta co się z nią stało. Utwór został wydany na singlu 4 marca 1977 roku. O czym jest tekst? Roger Taylor nie wie tego do dziś. You Take My Breath Away to przepiękna ballada fortepianowa Freddiego, którą śmiało można nazwać siostrą bliźniaczą Love Of My Life. Temat utworu jest podobny. Wszystkie chórki i wokale to robota Freddiego. Premierowe wykonanie na żywo miało miejsce na długo przed oficjalnym ukazaniem się na płycie, 18 września 1976 w Hyde ParkuLong Away to kompozycja Briana. Jest jedną z niewielu utworów, gdzie gitarzysta nie używa wyłącznie swojej słynnej gitary Red Special. Pojawia się też tutaj dwunastostrunowa gitara. Początkowo chciał użyć gitary Rickenbackera (taką jaką miał John Lennon), ale nie mógł dojść do ładu jeśli chodzi o gryf, bo był za cienki na jego długie palce. Utwór z pozoru wesoły i lekki, zbliżony stylistycznie nieco do 39, ale znaczenie jest smutne i nostalgiczne. Jak cały Brian czasem bywał. Zrobić utwór, będący totalnym pastiszem, ale za to z klasą? TYLKO QUEEN! Tylko Freddie coś takiego mógł zrobić. Nie dziwota, bo zawsze był artystą wszechstronnym i eklektycznym. Eklektyzm był muzyczną domeną Queen. The Millionaire Waltz dedykowany managerowi Queen i Eltona Johna - Johnowi Reidowi. Konstrukcja utworu jest tak szalona, że aż genialna. Na początku Freddie uderza w akord na 3/4, po czym wchodzi John ze swoją linią basem, wtórując mu. Tempo często się zmienia, a nawet jest moment, który przypomina nieco początek trzeciej części utworu Bohemian Rhapsody, grany już na 4/4. Później mamy walca - um papa, um papa, um papa, um papa - gdzie gra Freddie na pianinie, a Brian wtóruje przecudną majestatyczną wręcz jak na Queen przystało solóweczką. No, genialny utwór! A nasz nieśmiały i cichy John? Napisał You And I. Tu można się doszukać odniesień do jego pierwszego wielkiego hitu z poprzedniej płyty - You're My Best Friend. Nigdy nie zagrany utwór na żywo znalazł się na drugiej stronie singla Tie Your Mother Down 4 marca 1977 roku. Ładna, lekka ballada, z mroczniejszym środkiem i fajnymi chórkami - tu turu turu turu turu - i pogodnym zakończeniem. Tak kończy się pierwsza strona albumu.


Odwracamy płytę na drugą stronę i co my tutaj mamy? Wielki przebój Queen, autorstwa Freddiego - Somebody To Love. Był pierwszym singlem promującym album. Wydano go 12 listopada 1976 roku. Kiedy się go raz posłucha zapadnie w pamięć na wieki. Niby wesoły, przebojowy do zanucenia. W warstwie tekstowej jest on raczej smutny. Autor wyraża żal do Boga/Siły Wyższej i pyta jaki jest sens życia samemu. To cały Freddie - kochany, ale z drugiej strony bardzo samotny. Często powtarzał: Możesz być bardzo kochany, a jednocześnie bardzo samotny. Freddie daje tutaj niesamowity popis wokalny w towarzystwie chórkowych aranży. Porusza się w bardzo szerokiej skali głosu - od pełnego G#2 do falsetu G#5. Uwielbiał gospel. Był wielkim miłośnikiem zmarłej Arethy Franklin. I to właśnie pod jej wpływem napisał ten znakomity utwór 20 kwietnia 1992 roku na koncercie w hołdzie Zmarłemu Wokaliście utwór zaśpiewał także Wielki Nieobecny George Michael. Poradził sobie znakomicie!  Ale nikt się z Freddiem równać nie może. Idąc dalej mamy White Man - kompozycja Briana Maya. Chyba najtrudniejsza jeśli chodzi o tematykę - imigranci. Przypomina troszkę pod niektórymi aspektami The Prophet's Song. Warte posłuchania. Freddie w latach 70-tych mocno lubował się vodevilowych brzmieniach, czego dał wyraz już w utworze najpierw Killer Queen z albumu Sheer Heart Attack, a potem Lazing On A Sunday Afternoon i Seaside Rendezvous z albumu A Night At The Opera. Kolejną zaś jego kompozycją, zahaczającą o pastisz, jest Good Old-Fashioned Lover Boy. Czwarty singiel promujący album A Day At The Races i został wydany na minialbumie Queen’s First EP wraz z utworami: Death On Two Legs, Tenement Funster i White Queen. Ciekawostką jest fakt, że w chórkach pojawia się głos nieżyjącego już, wspomnianego na początku, inżyniera dźwięku Mike'a Stone'a. Lekki i frywolny utwór, który fajnie poprawia nastrój Możemy go także znaleźć na pierwszej części składanki z największymi przebojami grupy  W czerwcu roku 1977 zespół wykonał go na żywo w programie Top Of The Pops, a partię chórkową wspomnianego inżyniera wykonał Roger. No, właśnie. A czy Pan Taylor też ma coś zaprezentowania na tym albumie? Jasne! utwór Drowse to taka siostra bliźniaczka I'm In Love With My Car. Charakteryzuje się sennym klimatem, mocnym wokalem i gęstym brzmieniem gitary oraz dobrze nastrojonymi bębnami. Bardzo podobne metrum. To przedostatni utwór na płycie. W roku 2014 znalazł się na składance Queen Forever Niepotrzebnej składance z piękna okładką. Album zamyka piosenka Teo Torriatte (Let Us Cling Together) została napisana przez Briana dla japońskich fanów. Rozpoczyna się bardzo delikatnym motywem fortepianowym Briana, z nieco smutnym i refleksyjnym śpiewem Freddiego, po czym przechodzi w wpadający w ucho, bardzo pogodny tekstowo refren. Let Us Cling Together, czyli trzymajmy się mocno razem. Na koncertach w Japonii był to stały punkt programu, gdzie wokalista śpiewał na przemian z publiką. Jest to jeden z trzech utworów Queen, gdzie część tekstu jest nie śpiewana po angielsku, druga to Mustapha z wymyślonym przez Freddiego arabskim, a trzecia Las Palabras De Amor.


Album zadebiutował na pierwszym miejscu w Wielkiej Brytanii, Japonii i Holandii. Uplasował się piątej pozycji amerykańskiego Billboard 200 i osiągnął status złotej płyty w Stanach Zjednoczonych, a następnie osiągnął status platyny w tym samym kraju. W ogólnokrajowym plebiscycie BBC w 2006 roku znalazł się na 67 pozycji albumów wszech czasów.. Queen nie spoczęli na laurach, parli do przodu, wznosząc się na same szczyty. Świat coraz bardziej stawał przed nimi otworem. Jazda absolutnie obowiązkowa. WSTYD NIE ZNAĆ I NIE MIEĆ! 😊








Bartas✌



środa, 9 grudnia 2020

Dać pełną swobodę. 40 lat ścieżki dźwiękowej Queen do filmu "Flash Gordon".

Niecałe sześć miesięcy po pojawieniu się albumu
The Game, grupa Queen zaskoczyła wszystkich, wydając oryginalną ścieżkę dźwiękową do filmu science fiction Flash Gordon w reżyserii Mike'a Hodgesa. Film był wyprodukowanu przez przez Dino De Laurentiisa, ze scenariuszem Lorenzo Semple Jr. W eklektycznej obsadzie znaleźli się przyszły aktor Jamesa Bonda, Timothy Dalton, weteran Max von Sydow, Melody Anderson i Chaim Topol. Praca nad tą ścieżką dźwiękową była cicha, utrzymywana w tajemnicy, aby nie osłabić wpływu premiery filmu, który wszedł na ekrany kin 11 grudnia 1980 roku. Podobnie jak album The Game, nagrania odbywały się w odrębnych partiach. Queen i producent Reinhold Mack pracowali w monachijskiej krainie muzycznej, kończąc pracę nad The Game. To było oznaką ich płodnej etyki pracy, że żaden album nie kompromitował drugiego. Sesje do ścieżki dźwiękowej zaczęły się na początku 1980 roku. Nagrania miały miejsce głównie w House and Advision Studios w zachodnim Londynie. Kierownikiem muzycznym był tym razem Brian May, ale każdy z członków Queen miał swój wkład. Warto wspomnieć, że muzycy w swojej twórczości nie używali syntezatorów aż do albumu The Game. Ten album był pierwszym, na którym ten instrument został użyty i pozostał z nimi już praktycznie do końca. Na ścieżce do Flash Gordon mamy go co nie miara, a zespół - używając go - skorzystał z okazji, by stworzyć żarliwą mieszankę rocka i progresywnej elektroniki, w pełni pasującą do ścieżki dźwiękowej filmu. Chcieli, aby muzyka pasowała do akcji, więc połączyli dialogi z muzyką. May i zespół postanowili dopasować się do hiperrzeczywistości klimatycznej akcji i odnieśli wspaniały sukces.

Ludzie De Laurentiisa nawiązali pierwszy kontakt, aby zapytać, czy Queen napisałby muzykę do filmu pod koniec 1979 roku, chociaż ten włoski producent tak naprawdę nie wiedział nic o zespole, ponieważ nigdy nie słuchał muzyki rockowej. Jego pierwsze pytanie dotyczące informacji o łączniku brzmiało: Kim są te królowe? Brian wspominał później Obejrzeliśmy dwadzieścia minut skończonego filmu i uznaliśmy go za bardzo dobry... Chcieliśmy skomponować coś, co mogłoby żyć swym własnym życiem, a nie służyć jedynie jako tło dla akcji. Pod wieloma względami było to pionierskie przedsięwzięcie, zwykle wcześniej hamowano zapędy grup rockowych i proszono je o napisanie durnej muzyczki, która brzęczałaby gdzieś z tyłu, podczas gdy nam dano pełną swobodę. Mogliśmy robić co chcemy, pod warunkiem, że będzie to pasowało do całości filmu. Po amerykańskiej trasie promującej The Game zespół zrobił sobie przerwę w październiku. Ogarniając jednak, że deadline się zbliża nieuchronnie, szybko przystąpili do dokończenia ścieżki dźwiękowej. Jeden utwór, The Hero, został nagrany w studiu Utopia w Londynie, zaledwie kilka dni przed wysłaniem taśm do masteringu. Brian i Mack połączyli charakterystyczne rockowe gitary i bogaty akompaniament syntezatorowy, a także nie mieli problemu z integracją dodatkowych aranżacji orkiestrowych Howarda Blake'a - kompozytorowi z Londynu, któremu również przydzielono napięty harmonogram. Zarówno Blake, jak i Queen byli nominowani do nagrody BAFTA za swoje wysiłki, chociaż większość prac Howarda nigdy nie trafiła do filmu.


Zdjęcia z trasy po USA

Album ukazał się 8 grudnia 1980 roku. Celowo jednak zostawiłem jego prezentację na dziś, na 9 grudnia. Wydanie krążka zbiegło się z tragiczną wiadomością o zabójstwie Johna Lennona przed jego mieszkaniem w Nowym Jorku. Następnego dnia, podczas koncertu Queen w londyńskiej Wembley Arena, muzycy złożyli hołd, grając swoją wersję Imagine. W przypadku albumu Flash Gordon grupa Queen zachowała praktyczne podejście. To był pomysł zespołu, by użyć fragmentów dialogów, aby nadać płycie poczucie narracji i struktury. Mimo, iż kierownikiem całego przedsięwzięcia był Brian, który zawsze miał ciągoty do kosmicznych dźwięków (w końcu fizyk i astronom z wykształcenia, z doktoratem uzyskanym po latach, w 2007 roku) to jednak Freddie także nie próżnował.  Wokalista wykorzystał swoje umiejętności projektowania graficznego (w końcu miał dyplom z grafiki i projektowania), aby stworzyć charakterystyczne logo Flash Gordon. Wnętrze krążka przedstawia czterech członków Queen zabranych na trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych, a Freddie ma na sobie koszulkę Flash.


Epickie otwarcie Briana, Flash’s Theme, zostało wydane jako singiel i jest jednym z zaledwie dwóch utworów na albumie, które zawierają formalne wokale, w których gitarzysta i Mercury pracują w duecie, a Roger Taylor dodaje niesamowitą wysoką harmonię. May gra na fortepianie koncertowym Bösendorfer Model 290 Imperial, który ma 97 klawiszy i jest opisywany jako Rolls-Royce wśród fortepianów. Jest też syntezator Oberheim OBX, który znakomicie wplata się w klasyczne brzmienie gotary Briana. Druga piosenka z prostym wokalem, The Hero, nie doczekała się ani singla, co wielu fanów Queen wciąż uważa za straconą szansę, ponieważ jest to klasyczny Queen, nieco przypominający wczesne wspaniałe utwory, takie jak Seven Seas Of Rhye. Obie piosenki pojawiły się na współczesnych koncertach Queen i zostały entuzjastycznie przyjęte. Reszta Flash Gordon, choć w dużej mierze instrumentalna (plus niektóre kluczowe przerywniki dialogowe), nadal nosi wszystkie cechy, które posiadali w sobie Mercury, May, Deacon i Taylor. Wzmocnione spektakularnymi syntezatorami i efektami trzewnymi, które pobudzają emocje i pobudzają wyobraźnię. Flash To The Rescue Briana jest napędzany perkusją, a Battle Theme fantastyczny pokaz gitarowego rocka, który buduje napięcie przed Marszem Weselnym Richarda Wagnera (lub motywem ślubnym), otrzymuje wspaniały elektroniczny restart z bujnymi orkiestracjami gitarowymi. Wszyscy czterej członkowie mają wkład w piosenkę Football Fight Freddiego, która pochodzi z sesji Musicland. Roger i John również pokazują swoją zręczność przy syntezatorze podczas In The Space Capsule (The Love Theme) oraz kontrastującego In The Death Cell (Love Theme Reprise) z  krótkim Execution Of Flash Deacona kolejna atrakcja, dzięki eterycznemu wokalowi Freddiego. Połączenie uroczej melodii Mercury’ego z partyturą Howarda Blake'a w Kiss (Aura Resurrects Flash)” - głównym utworze nagranym w Monachium - jest bardziej logiczne, podobnie jak współpraca May i Blake'a przy The Hero jako idealna koda. Wracając do tego albumu, 40 lat później, uderza nas to, jak zaawansowana jest całość. Crash Dive On Mingo City. To kolejny epos, podczas gdy rozstawione linie syntezatora Freddiego w The Ring (Hypnotic Seduction Of Dale przywołują zewnętrzne światy galaktycznego mroku. Sekcja rytmiczna jest w pełni zaangażowana, a Taylor zanurza się w perkusyjno-symfonicznej skali projektu, która daje mu przestrzeń do eksploracji pełnego zakresu tympanonów. Deacon zapewnia odpowiednie poczucie spokoju w Arboria (Planet Of The Tree Men)


Wydanie z 2011 roku 
Album osiągnął 10 miejsce na brytyjskich listach przebojów i 23 miejsce w USA.  Queen nie wydałby kolejnego albumu studyjnego przez ponad rok, chociaż wszechwładne Greatest Hits wypełniły tę lukę zadziwiającą ilością platyny. Niektórzy krytycy obejrzeli wówczas film
Flash Gordon, chociaż ścieżka dźwiękowa była powszechnie chwalona. W późniejszych latach stał się albo grzeszną przyjemnością, albo kultowym faworytem, ​​w zależności od tego, skąd pochodzisz. Natomiast jako album Queen jest po prostu solidnym przykładem ich kreatywności. Flash na pewno, zabawny oczywiście, ale zawsze trzyma poziom. Wydanie wznowiono na całym świecie 27 czerwca 2011 (z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych i Kanady, gdzie został wydany 27 września 2011 r.) w ramach 40-lecia (nie)istnienia zespołu. Tak, ja wiem, wredny jestem, ale taka prawda - Queen tylko w oryginalnym składzie. Warto, naprawdę warto go mieć. Przecież to Queen, do jasnej cholery! 😊







Bartas✌

wtorek, 8 grudnia 2020

Apel o pokój. 40 lat temu odszedł John Lennon

17 listopada tego roku minęło 40 lat od wydania ostatniego albumu za życia Johna Lennona -
Double Fantasy. Przedstawiałem go Wam na łamach swojego bloga kończąc słowami, że ciąg dalszy nastąpi. Pisząc te słowa nie miałem na myśli tego, co stało się trzy tygodnie po premierze albumu - tragiczna śmierć Artysty. Chyba każdy fan jego twórczości i pięknych, bardzo wartościowych przekazów, woli go mieć żywego, pamiętać go takim, jakim żył i tworzył. Nawet jeśli tych fanów nie było wtedy na świecie. Nie będzie to więc wpis poświęcony temu tragicznemu dniu, w którym chory psychicznie fan i fanatyk religijny, Mark David Chapman, dokonał tak straszliwej zbrodni. Cofniemy się do roku 1971 i powspominamy jego album, który jest - można powiedzieć - dla wielu biblią czy też ściśle obowiązkową lekturą. Album, którego utwór tytułowy przeszedł do historii i stał się hymnem, wyrazem nadziei, marzeń. Oczywiście mowa o albumie (u utworze) Imagine. Aż ciężko uwierzyć, że ten album w przyszłym roku skończy 50 lat. 9 września 1971 roku został wydany w Stanach Zjednoczonych, a miesiąc później, 8 października (dzień przed urodzinami Johna), w Wielkiej Brytanii. Myślałem też o tym czy by nie poczekać do z tym do przyszłego roku, do jednej z tych dat. Postanowiłem jednak, że dziś będzie lepsza okazja. Dlaczego? Bo jest to absolutne Arcydzieło przez WIELKIE A. 

Przenieśmy się więc do tamtego okresu. Jest już po rozpadzie Beatlesów. Każdy idzie w swoją stronę. George Harrison nagrał swój wielki All Things Must Pass i odniósł wielki sukces. Jednak muzycy pozostają w kontakcie. W większym lub mniejszym stopniu. I tak podczas pobytu w Nowym Jorku John Lennon i George Harrison spotkali się na małe jam session. Joh  przygotowywał album i poprosił kolegę, by ten na nim zagrał. George się zgodził i zaprosił też swojego przyjaciela, basistę Klausa Voormanna. Pierwsza sesja nagraniowa odbyła się w Ascot Sound Studios 11 i 12 lutego 1971. Wtedy zarejestrowano utwory  It's So Hard i I Don't Want To Be A Soldier. Wtedy także zarejestrowano singiel Power To The People. Jednak John nie był do końca zadowolony z efektów, dlatego podczas drugiej sesji, odbywającej się od 24 maja do 5 lipca 1971 roku, zdecydował się na remake piosenki I Don't Want To Be A Soldier. Wtedy zaczęła się oficjalne rozpoczęcie sesji nagraniowej do albumu Imagine. Poprosił o pomoc Nicky'ego Hopkinsa, członków zespołu Apple Badfinger, Alana White i Jima Keltnera. Harrison wniósł partie gitary prowadzącej w kilku numerach. Później, trzeciego lipca, John i Yoko polecieli do Nowego Jorku, by skończyć album w studiu Record Plant. Tam ponownie nagrano wiele partii instrumentalnych, dodano także smyczki i saksofon Kinga Curtisa. Utwory, które zostały ukończone w Record Plant to It's So Hard, I Don't Want To Be A Soldier i How Do You Sleep? Podobnie jak na jego pierwszym albumie Plastic Ono Band, Phil Spector dołączył do Lennona i Yoko Ono jako koproducent na Imagine. Aranżacje smyczkowe na album zostały napisane przez Torrie Zito. 


Najważniejszym utworem na płycie jest oczywiście Imagine. Stał się znakiem rozpoznawczym Lennona. Artysta napisał go jako apel o pokój na świecie. Wiele lat później uznał rolę Ono w tworzeniu piosenki i wyraził ubolewanie, że wcześniej nie uznał jej za współautorkę. Utwór Jealous Guy pamięta czasy Beatlesowskie, bowiem został napisany i skomponowany w Indiach w 1968 roku, ale wtedy miał zupełnie inny tekst i tytuł Child Of Nature. Później Lennon wykorzystał to nagranie z nowym tekstem i tytułem - Zazdrosny Facet. Wieść gminna głosi, że John poprosił, czy nawet zażądał, by Yoko sporządziła mu listę kochanków, z którymi spała. Oh My Love” i How? powstało pod wpływem jego doświadczeń z terapią. Crippled Inside to prosty, rock’n’rollowy numer przeciwko dyskryminacji ludzkiej. Ciekawostką jest mostek w piosence został zaczerpnięty z utworu Black Dog z 1964 roku autorstwa Koernera, Raya i Glovera. Poza Imagine mamy także inny bardzo ważny utwór, mój ulubiony protest song Johna - Gimme Some Truth. Co ciekawe - też pochodzi z czasów The Beatles. Lennon przyniósł go na sesje nagraniowe do albumu Let It Be w 1969 roku. Wspomniany już antywojenny utwór I Don't Want To Be A Soldier zamyka pierwszą część płyty w kakofoniczny sposób. Ostatnią piosenką na albumie była Oh Yoko! Wytwórnia EMI naciskała, by ten utwór był singlem, ale Lennon uważał, że jest zbyt „popowy”. 


Na początku napisałem, że mimo rozpadu Beatlesów muzycy utrzymywali raczej przyjacielskie stosunki spotykając się raz za razem, coś tam jammując, a potem ostro imprezując. Jak się okazuje - nie wszyscy. Wielka kompozytorska spółka, odpowiedzialna za największe hity Czwórki z Liverpoolu, czyli John i Paul, była wtedy w bardzo nieprzyjemnych relacjach. Utwór How Do You Sleep? Lennon napisał w następstwie udanego pozwu Paula McCartneya w londyńskim Sądzie Najwyższym o rozwiązanie Beatlesów jako spółki prawnej. Orzeczenie to nastąpiło po publikacji zniesławiających uwag Lennona na temat Beatlesów w wywiadzie dla magazynu Rolling Stone z grudnia 1970 roku, a McCartney i jego żona Linda, zostali pokazani w kostiumach klauna i zawinięci w torbę. Po wydaniu albumu McCartneya Ram w maju 1971, Lennon poczuł się zaatakowany przez dawnego kolegę, który później przyznał, że wersety w piosence Too Many People były zapisem sporów o Yoko. Macca stwierdził, że to niewielki przytyk. Lennon uważał, że inne piosenki na albumie, takie jak 3 Legs, zawierały podobne ataki, chociaż McCartney temu zaprzeczył. Tekst How Do You Sleep? odwołuje się do słynnych plotek Paul Is Dead, zwłaszcza wers: Those freaks was right when they said You was dead, zaś początek jest odwołaniem do słynnego Sierżanta Pieprza: So Sgt. Pepper took you by surprise. John był skłócony z Paulem, ale nie z Georgem. Ten zagrał na slide gitarze. Lennon był zachwycony tym jak Harrison na przestrzeni lat udoskonalił swoją technikę gry na gitarze.


Zdjęcia na przedniej i tylnej okładce zostały wykonane przez Ono przy użyciu aparatu polaroidowego. Wcześniej uważano, że zdjęcie na okładce zostało zrobione przez Andy'ego Warhola. Na tylnej okładce znajduje się cytat: Wyobraź sobie kapiące chmury. Wykop dziurę w ogrodzie, aby je umieścić z książki Ono Grapefruit, której brytyjskie wznowienie promowane było przez Lennona w tamtym czasie. 


Imagine odniósł sukces krytyczny i komercyjny, osiągając pierwsze miejsce zarówno na brytyjskiej liście albumów, jak i na amerykańskim Billboard 200. Wraz z debiutem jest uważany za jeden z najlepszych solowych albumów ex-beatlesa. W 2012 roku album zajął 80. miejsce na liście 500 największych albumów wszechczasów magazynu Rolling Stone. Album był wielokrotnie wznawiany, w tym w 2018 roku jako The Ultimate Collection, sześcio płytowy zestaw pudełkowy zawierający wcześniej niepublikowane dema, rzadkie wersje studyjne. Pozycja obowiązkowa. Biblia.


40 lat bez Johna. Ale jest Muzyka, jest przesłanie: Pokój! Dajmy szansę pokojowi! Wyobraźmy sobie, że nie ma jednej wizji nieba, piekło jest puste, religia nie istnieje, ale jest wiara i nie ma żadnych wojen religijnych, nikt nie chodzi głodny, a ludzie chcą żyć w pokoju. Kobieta nie jest przedmiotem, a człowiekiem równym mężczyźnie i sama o sobie decyduje. Większość tego przekazu jest bardzo utopijna. Jednak ... ja naiwnie jak dziecko w to wierze! Wierzę w wolność, wierzę w miłość i tolerancję!


Pamiętamy, John✌💓








Bartas✌


piątek, 4 grudnia 2020

Chodź, wyszepczę Ci na ucho to wszystko, co czuję! Norah Jones - "Pick Me Up Off The Floor"

Dzisiaj powracam do cyklu
kobiety rządzą światem, kobiety ten świat zmieniają! albo też Niewiasta w Bartasowym Kuferku! Jak wiadomo powszechnie - kobiety są dzisiaj siłą i nikt tego nie zmieni. Choć byście się zesrały, stare zakompleksione dziady, to tego nie zmienicie. Główną bohaterką dzisiejszego wpisu na blogu będzie … Norah Jones i jej nowy album Pick Me Up Off The Floor. Jeśli miałbym wybrać najlepsze tegoroczne wydawnictwa z żeńskimi głosami to ewidentnie na dzień dzisiejszy wskazałbym albumy pani Jones i pani Morrisette. O Alanis pisałem już jakiś czas temu. Tych, co nie czytali odsyłam tutaj. Teraz wypadałoby napisać coś o tej nowej płycie Artystki, która 18 lat temu skradła moje serce. Tak, moi Drodzy, aż trudno uwierzyć, że minęło 18 lat, odkąd jej debiutancki album Come Away With Me zdominował świat muzyczny swoim brzmieniem wykraczającym poza gatunek. W wieku zaledwie 23 lat zdobyła 5 nagród Grammy, w tym Album Roku, Płyta Roku i Najlepszy Nowy Artysta. (Album został Diamentem, sprzedając się w ponad 27 milionach egzemplarzy.). Od tamtej pory jestem bez pamięci zakochany w tym jej zadymionym głosie i czekam na każde jej wydawnictwo z niecierpliwością. Nie zawiodłem się także i najnowszym krążkiem.

Pick Me Up Off The Floor to siódmy album w karierze Nory Jones. Ukazał się 12 czerwca 2020 roku. Miał ukazać się wcześniej, ale niestety świrus w koronie pokrzyżował artystce plany. Ona sama zaś w czasie oficjalnej premiery powiedziała, że nie jest pewna tego czy w tych ciężkich czasach jest to dobry moment na wydanie nowej płyty. Jednocześnie podkreśliła, że ma nadzieję, iż ta muzyka zapewni poczuci komfortu tym, którzy są na przymusowej kwarantannie. Nadzieje pani Jones nie były płonne. Udało jej się to znakomicie. Słuchając albumu aż trudno uwierzyć, że jest to tzw outtakes, czyli piosenki, które nie weszły na poprzednie albumy. Na szczęście panna Jones była na tyle sprytna, aby ocalić od zapomnienia te utwory, abyśmy wszyscy mogli się nimi cieszyć. To kompilacja, z której powstał bardzo spójny album. Dla niektórych  Artystka od 18 lat gra to samo, wszystko na jedno kopyto. Niejednokrotnie słyszałem opinie na temat jej twórczości i testy w stylu: Bartas, ale czym Ty się podniecasz? Co Ty w niej widzisz? Chyba tylko cycki i tyłek to w dodatku tłusty! Smęci strasznie! Wszystko na jedno kopyto! Cóż, z pewnością jest bardzo atrakcyjną kobietą i - nie ukrywam - bardzo lubię na nią popatrzeć, gdy śpiewa i gra. Najważniejsza dla mnie jest jednak jej muzyka. Znam wszystkie jej płyty od deski do deski i każda jest inna. Najnowsza diametralnie różni się od tego, co zaprezentowała na debiucie. Pick Me Up Off The Florr jest dość mrocznym albumem, ale oferuje szeroki wachlarz stylów i nastrojów, ponieważ z łatwością wplata się w swoją wyjątkową mieszankę jazzu, folku, country, a nawet gospel.


Album otwiera utwór How I Deep. Zaczyna się skąpo i mrocznie prostymi akordami fortepianu, basem i wiolonczelą, z naciskiem na jej zadymiony głos. Pierwszy numer, pierwszy odsłuch i już wiedziałem, że to będzie fantastyczna płyta. Flame Twin jest bardziej bluesowy i zmysłowy, z dodatkiem gitary elektrycznej. Hurts To Be Alone i I’m Alive (napisane wspólnie z Jeffem Tweedym) to najbardziej dynamiczne i chwytliwe utwory, typowo radio friendly, ale to in plus. Heartbroken, Day After z łatwością mógłby być piosenką country, gdyby została wyprodukowana w innej aranżacji. Kiedy Norah nuci: hey, hey, it’s going to be OK, at least that’s what I tell myself anyway. Wierzę jej. This Life, który zaczyna się złowieszczym tekstem This life as we know it is over, powinien zostać wydany jako singiel. Kiedy pierwszy raz to usłyszałem, zamarłem i zastanawiałem się, skąd ona wie? Kontrast melancholijnych modulacji Norah z niebiańskim wokalem sprawia, że ​​jest to jeden z moich ulubionych utworów. Upiorny Were You Watching był pierwszym singlem wydanym 13 maja. Zainspirowany wierszem przyjaciółki Emily Fiskio jest to najcięższy i najbardziej ponury utwór. Dramatycznie intensywna gra na fortepianie i skrzypcach tworzy nieprzyjemny nastrój, gdy Norah rzuca oskarżycielskie teksty. Stumble On My Way ma to lekkie i przewiewne wrażenie, jakby Norah prawie nuciła. Na pierwszy rzut oka (a raczej ucha) wydaje się, że to taka prosta i skromna piosenka, ale w prawdziwym stylu Norah Jones. Sposób, w jaki zatraca się nad słowami i nie spieszy się z klawiszami, tworzy ten zrelaksowany i niewymuszony styl, który sprawił, że zakochałem się w jej muzyce te 18 lat temu. To Live to mój drugi ulubiony utwór ze swoim dusznym klimatem i podnoszącym na duchu przesłaniem nadziei. Ma tak bogatą jakość gospel, że z łatwością mogłem usłyszeć Mavis Staples śpiewającą te teksty.


Na całym świecie pojawia się bezrobocie, pandemia i niesprawiedliwość rasowa. Dlatego uważam, że Pick Me Up Off The Floor nie mogło nadejść w lepszym momencie. To album o wielkiej refleksji i głębi. Norah Jones przykuwa Twoją uwagę i zmusza do patrzenia na rzeczy, które nie zawsze są łatwe. To nie jest muzyka w tle. Głos Norah w słuchawkach jest jak zaufana przyjaciółka szepcząca Ci do ucha sekrety. Jej celowo powolne i wyciszone wyznania uspokajają umysł, a także powodują, że z pewnością, Drogi Czytelniku, zajrzysz głęboko w siebie i zadasz sobie kilka poważnych, egzystencjalnych pytań. Pozycja bardzo mocno polecana 😊








Bartas✌


środa, 2 grudnia 2020

Zamglony Pejzaż. Maciej Meller - "Zenith"

Do recenzji, czy też przemyśleń na temat tej płyty zabierałem się jak przysłowiowy pies do jeża. No, ale kolega Przemek wszedł mi na ambicję, napisał
swoją recenzję na swoim blogu i tym samym zainspirował mnie, do tego, że być może warto coś skrobnąć, bo ta płyta jest tego warta. Moi Kochani, rok 2020 obfituje we wspaniałe nowości. Wiele z nich wyskoczyło centralnie jak filip z konopii. Brendan Perry ze swoją grecką muzyką, także Kalandra, o której wcześniej nic nie słyszałem. Również i Maciek Meller swoim debiutem zaskoczył. Mimo, iż płyta była zapowiedziana, a fragmentów można było posłuchać choćby u Ojca Dyrektora Piotra Kosińskiego w Pejzażach Dźwiękiem Malowanych, to jednak bez wątpienia można uznać album Zenith za niespodziankę tegoroczną. Maciek Meller to człowiek instytucja, znakomity instrumentalista i weteran rocka progresywnego. Związany z równie znakomitym zespołem Quidam oraz ciekawym projektem Meller-Gołyźniak-Duda. Obecnie występuje z zespołem Riverside (już oficjalnie) jako główny gitarzysta, zastępując zmarłego nagle nieodżałowanego Piotra Grudzińskiego (RIP, Grudzień). Jako wielki fan od samego początku istnienia tej warszawskiej formacji, stwierdzam, że Maciek daje sobie świetnie radę, choć… no, nie oszukujmy się… ciężko jest zastąpić kogoś, kto miał tak specyficzny styl gry jak Piotr. No, ale dobrze im życzę, wspieram mocno. 

Jednak nie o Riverside tu mowa, a o solowym projekcie Maćka. Poza głównym bohaterem, który gra na gitarze i mandolinie, zespół tworzą: Krzysztof Borek na wokalu, Robert Szydło na basie, Łukasz Damrych na klawiszach i Łukasz Sobolak na perkusji. Przesłuchałem i stwierdzam, że jest to jedna z polskich perełek rok, o ile nie polska płyta roku. Album Zenith to dawka klimatycznego i emocjonalnego rocka z pewnym wpływem progresywnej wersji retro. Znaczna część albumu jest mglista. Słyszymy tu nieco elektroniki, kosmicznych rozmyślań i gitarowego grania. Gitary macieja są gęste, władcze i stanowcze. Kompozycje są celowe i bardzo dobrze przemyślane. Zenith jest mocnym albumem, głównie z uwagi na bardzo dobry wokal Krzysztofa, który doskonale czuje teksty utworów na płycie. Maciek byle kogo by do zespołu nie wziął. Reszta składu to także same talenty - świetnie pulsujące linie basu Roberta, dobrze nastrojone bębny Łukasza i bardzo mocno zapadające w pamięć solówki klawiszowe drugiego Łukasza potwierdzają profesjonalizm. 


To zaledwie trzy kwadranse muzyki, a dzieje się tam mnóstwo wspaniałych rzeczy. Fantastyczne i pełne w żyłach energii gitary słyszymy w otwierającym album Aside czy Knife. Inne utwory, takie jak Plan B i Halfway, mają łagodniejszą kompozycję, chociaż myślę, że te dwa utwory zawierają najlepsze solówki gitarowe na płycie, zwłaszcza fantastyczne solo z Halfway. Singlem promującym był Frozen, a refren jego tłucze się po mojej głowie cały czas. Fox to interesująca piosenka, która sprawia wrażenie, jakby ... trochę się powstrzymywała. Brzmi to jednak niesamowicie i też często jej słucham. Moim zaś ulubionym utworem jest Trip. Co ciekawe - Mariusz Duda z Riverside ma w nią również swój wkład. Ta piosenka ma ogólnie mocną strukturę, a szczególnie uwielbiam tą elektroniczną drugą jej połowę, która jest szara i introspektywna, gdy dudniące rytmy znakomicie współgrają z emocjonalnie brzmiącymi gitarami Macieja. Zajebisty numer i na pewno będzie jednym z moich ulubionych w tym roku. 


Tym albumem Maciek pokazał, że ma bardzo wiele do zaoferowania. Myślę, że fani cięższej strony polskiego prog-rocka poczują się tu jak w domu. Mam takie też wrażenie (może mylne), że Quidam nigdy nie zwrócił na siebie uwagi, na jaką zasługują. Szkoda. Wkład Macieja w album Riverside Wasteland sprawił, że musiałem się dostosować do nowej sytuacji. I choć kompozycje były świetne to jednak czuło się brak Grudnia. Potrzeba mi było czasu. Zenith zaskoczył od razu i zawładnął moją świadomością. Jestem przekonany, że zawładnie i Twoją, Drogi Czytelniku świadomością. Przebije się ona przez ponury i zamglony ton, aby odkryć bogactwo emocji i muzycznych akcentów. Jeśli nie to daj sobie czas. Tak jak dałem sobie czas z Wasteland. Dobre albumy zawsze warte są czasu, aby je zrozumieć lepiej, a ten album jest najlepszym przykładem.








Bartas✌


poniedziałek, 30 listopada 2020

Obrazy groźne, ale fascynujące. METZ - Atlas Vending

O istnieniu grupy METZ dowiedziałem się w okolicach 2012 roku, jeszcze za czasów starej, dobrej Radiowej Trójki. A zaprezentował tę muzykę … PIOTR METZ w swoim autorskim programie Lista Osobista w soboty po 19:00. Ach, to były czasy. Opowiedział pół żartem, pół serio, zebranym słuchaczom na ASP Przystanku Woodstock (byłem na tym spotkaniu i nawet miałem okazję i zaszczyt zadać Panu Redaktorowi Piotrowi pytanie), że zainteresował się tym zespołem, bo … nazywają się tak samo jak on, ale i muzycznie, bo mocno grzeje go ta muza.

Jest to zespół, który został założony w 2008 roku w Ottawie. W skład jego wchodzą: wokalista oraz gitarzysta Alex Edkins, perkusista Hayden Menzies oraz basista Chris Slorach. Szybko zyskali miano nosicieli standardów XXI wieku dla szczególnej odmiany klekotu, przesiąknięci rodzajem noise-rocka, który po raz pierwszy wyłonił się z amerykańskiego undergroundu pod koniec lat 80. Swój debiutancki album wydali dla wytwórni Sup Pop (tam, gdzie m.in. Nirvana i ich pierwsze nagrania) 9 października 2012 roku, a zatytułowany był po prostu METZ. Co ciekawe - album zdobył uznanie fanów i krytyków, a zespół stał się laureatem Polaris Music Prize 2013. 17 lutego 2015 roku zespół ogłosił wydanie kolejnego krążka II, którego promował utwór Acetate (utworowi towarzyszy także teledysk). Drugi album został wydany 5 maja 2015 roku i był nominowany do Polaris Music Prize 2015. Trzeci album - Strange Peace - wydano 22 września 2017 roku. Na najnowszy album przyszło nam czekać trzy lata. W końcu w lipcu tego roku ogłoszono, że będzie się nazywał Atlas Vending, a jego premierę wyznaczono - tak jak debiut - na 9 października tego samego roku. Przesłuchałem. A moje wrażenia?

Podążając za pewnym siebie i bardzo dojrzałym wspomnianym już wyżej albumem Strange Peace z 2017 roku, METZ powraca z płytą, która jest tak głośna, tak energetyczna i chaotyczna jak zawsze - jeśli nie bardziej - a jednocześnie najbardziej przenikliwie rozwinięta. Atlas Vending jest bardzo wymiarowy i wyrazisty w swojej hałaśliwości. To tak, jakby jasne błyskawice Drive Like Jehu spotykały się z grzmotem Jesus Lizard, a podziemna ciemna skała Młodych Wdów trzymała wszystko na krawędzi. Metronomiczny dysonans i pulsujący rytm w otwierającym album Pulse to coś w stylu grupy Daughters, który z pewnością przyspieszy tętno. Blind Youth Industrial Park to czteropiętrowa machina, która wykorzystuje złowieszcze kontrasty. Draw Us In przekazuje szarpane, dźwięczne riffy jak z In Utero Nirvany. Framed By The Comets Tail opiera się na wygiętych harmonicznych, które przypominają hipnotyczne odliczanie do czegoś okropnego. The Mirror brzmi jak druty osiągające granicę wytrzymałości i gwałtowne pękanie. Zamykający album A Boat To Drown In pędzi jak rzeka, o której myślisz, że jest bezpieczna na powierzchni, zanim zostanie pochłonięta przez przypływ. Te obrazy są dość groźne, ale fascynujące. W utworach tych poruszane są takie tematy jak: lęk społeczny, uzależnienie, niepokój i paranoja. Wszystko to polane sosem noise-rocka. Ale największym zaskoczeniem i w sumie taką główną atrakcją płyty Atlas Vending jest utwór Hail Taxi. Numer pokazuje co się dzieje, gdy migoczący britpop spotyka się z młotem kowalskim noise-rocka. Trzeba jednak przyznać, że ten eksperyment im się naprawdę udał.


Mimo tego eksperymentu zespół METZ nie stracił nic ze swojego okrucieństwa; ich chęć odkrywania delikatniejszej strony po prostu daje im więcej powodów do pozostawania w głowie na długo po zakończeniu utworu - i utrudnia przewidzenie kolejnego ogłuszającego uderzenia. METZ to zwierzę, które wyewoluowało na swoją korzyść, z bardziej wyrafinowanym apetytem i zębami, które wciąż są ostre jak brzytwa. Jedna z najciekawszych płyt w tym roku. Polecam słuchać płyty zarówno głośno w pokoju lub na dobrych, przestrzennych słuchawkach. A jak już odpalicie płytę to zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie te groźne, ale fascynujące obrazy. Czwarty album grupy METZ Atlas Vending jest świetnym dowodem na to, że scena noise-rockowa ma się bardzo dobrze😊








Bartas✌

35 lat temu ukazał się jeden z najlepszych debiutów w historii muzyki - "Ten" grupy Pearl Jam.

  Po śmierci Andy’ego Wooda Gossard i Ament zawiesili działalność. W czasie tej separacji Gossard spędził swój czas na pisaniu materiałów, k...