Draconian to już instytucja. Od premiery debiutu Where Lovers Mourn minęły już 23 lata, a ten szwedzki sekstet death doomowy utrzymał niewzruszony standard jakości na siedmiu studyjnych krążkach, tworząc legendarną dyskografię. Każdy fan ten grupy ma swojego faworyta wśród tych siedmiu płyt, ale znalezienie wspólnego upodobania jest dość rzadkie. Świadczy to nie tylko o różnorodności brzmienia Draconian, ale także o solidności ich kompozycji , zdolnych poruszyć serce każdego, kto się z nim zetknie. Ja, równie podatny na zakapturzony urok twórczości Szwedów, w cudowny sposób wszedłem w posiadanie ich ósmego albumu, In Somnolent Ruin, który jest wyjątkowy. Celebrując ponowne spotkanie z syreną Lisą Johansson, Draconian wzmocnił zarówno piękno, jak i bestialską stronę swojego charakterystycznego brzmienia na swym nowym wydawnictwie. Ciężki jak Arcane Rain Fell i A Rose For The Apocalypse i delikatny jak Sovran i Under A Godless Veil, In Somnolent Ruin nieubłaganie brnie przez niepoznawalny całun z desperacką furią i szczerym smutkiem. Dychotomia intensywności i wdzięku ucieleśnia ten godzinny żałobny, mrok i mgła delikatnie muskają skórę, gdy ziemia wiruje pod stopami, a zachmurzone niebo grzmi nad nami. Emocje wyczarowane gotyckim czarem Draconian, głębokie fale, które oscylują między napięciem a uwolnieniem w przytłaczających koncentracjach, zaciemniają mój wzrok i rozświetlają moje synapsy. Z tego właśnie znany jest ten szwedzki sekstet, ale na In Somnolent Ruin przeszedł właściwie samego siebie.
In Somnolent Ruin rozkwita przede wszystkim dzięki porywającym dźwiękom. Lisa i Anders Jacobssonowie szczególnie błyszczą tutaj, wkładając swoje partie wokalne z pełnym zaangażowaniem (The Monochrome Blade, The Face Of God, Cold Heavens). Anders brzmi szczególnie jadowicie, a jego ostre growle i wrzeszczące chrypki mrożą krew w żyłach i roztapiają kości z każdym słowem (I Gave You Wings). Lisa zaś śpiewa jak nigdy dotąd, prezentując skalę i moc, której nigdy wcześniej aż tak nie prezentowała (posłuchajcie choćby Cold Heavens). Nie chcąc być zdeklasowanym, gitarzyści Johan Ericson i Niklas Nord wyciskają z trzewi potężne riffy i łączą je w harmoniczną całość. Wykorzystują w ten sposób najbardziej krwawiące melodie przewodnie (I Welcome Thy Arrow, Misanthrope River), tworząc cudowną mieszaninę faktur i brzmień, wirującą z zabójczą gracją dymu. Perkusista Daniel Johansson i basista Daniel Arvidsson tworzą potężną sekcję rytmiczną, która wzbogaca In Somnolent Ruin o potężny ciężar i przenikliwe rytmy. Johansson zachwyca zwłaszcza beatami i wypełnieniami, które niemal nie naśladują riffów Niklasa, a zamiast tego wytyczają własną ścieżkę wplatając się w przestrzenie między gitarami a wokalem z potężną muskularnością. Działając jak precyzyjnie dostrojona maszyna, Draconian w In Somnolent Ruin to wyjątkowe połączenie, które wynosi każdy szczyt i crescendo ponad wszelkie wyżyny.
Ta wielkość rozciąga się jednak na pisanie piosenek, bowiem In Somnolent Ruin prezentuje niektóre z najfajniejszych utworów Draconian w ich dyskografii. Z nie mniej niż czterema kandydatami do mojej playlisty piosenek roku (The Monochrome Blade, The Face Of God, I Gave You Wings, Cold Heavens), wpływ tych dziewięciu kompozycji - zarówno izolowanych, jak i zintegrowanych z całością - pozostawia na moich martensach jedynie kurz i gruz. Emocjonalnie niszczycielski, bogato szczegółowy, imponujący w postawie i majestatyczny. Wznoszące się łuki, które łączą poruszającą narrację z serdeczną ekspresją, uosabiają przejście In Somnolent Ruin od pełnego riffów wyzwania I Welcome Thy Arrow do gorzkiej śmierci Lethe. Gdy przemierzysz ten łuk, cudowne przejścia poprowadzą Cię przez zakręty i sęki tak piękne w formie, jak są śmiertelnie niebezpieczne w dotyku. Draconian stworzył coś na tyle znajomego, by pieścić i koić, ale jednocześnie zaskakującego witalnością i charyzmą, że każdy nowy utwór wydaje się równie fascynujący i wpływowy, co pierwszy. Jestem oszołomiony! In Somnolent Ruin to rzadki triumf. To wręcz list miłosny do bogatej przeszłości Draconian i celebracja ich współczesności, dopracowanej do oszałamiającej doskonałości. Kandydat do Płyty Roku 2026. Pozycja obowiązkowa!😍 Bartas✌☮
%20(1).png)

%20(1).png)
%20(1).jpg)





