poniedziałek, 9 sierpnia 2021

Ostatnie słowa ze sceny. 35 lat temu zespół Queen zagrał swój ostatni koncert na żywo w Knebworth Park.

Rok 1990. W moim domu pojawia się album Live Magic grupy Queen. Od tego albumu rozpoczęła się moja przygoda i wielka miłość do tego zespołu, która trwa nieprzerwanie do dzisiaj. Live Magic to składanka koncertowa z największej i ostatniej trasy Queen, zatytułowana Magic Tour. Ma bardzo intrygującą okładkę - zespół w szachownicy. Zdjęcie pochodzi z ich ostatniego koncertu zagranego w Knebworth. Nie bez kozery wspominam ten album oraz koncert, albowiem dzisiaj mija 35 lat odkąd Freddie oraz cała ekipa po raz ostatni wystąpiła na żywo w oryginalnym składzie.


Bootleg fanowski z zapisem koncertu w Knebworth.

Koncertu tego nie ma na żadnym oficjalnym wydawnictwie DVD ani CD. Istnieją jedynie fragmenty wideo oraz zapisy pirackie, fanowskie. Po prostu - ktoś był w tłumie i wszystko zarejestrował. Jestem w posiadaniu tego fanowskiego bootlega i powiem Wam, że jak na technikę tamtych czasów brzmi ten koncert całkiem nieźle. Momentami irytują rozmowy fanów, ale… ma to swój urok. Słuchasz tego i masz wrażenie, jakbyś tam był. Ciekawe doświadczenie 😍


Był to - jak już powiedziałem - ostatni koncert Queen w oryginalnym składzie: Freddie, Brian, Roger I John. Zespół grał dla 120 tysięcy fanów (choć niektóre źródła podają, że to mogło być nawet 200 tysięcy). W tym czasie był to największy rockowy koncert ostatnich dziesięciu lat. Tysiące fanów nocowało w namiotach poza terenem parku noc wcześniej. Bilety na koncert zostały sprzedane bardzo szybko. Porównywalnie z koncertami na Wembley. Brian później przyznał, że zespół mógłby był zrobić pięć lub sześć występów na Wembley. W rzeczywistości promotor Harvey Goldsmith, już i tak miał zarezerwowany park w Knebworth i był absolutnie pewien tego, że dodatkowy koncert będzie konieczny, więc Wembley odpadł. Ulice były tak niemiłosiernie zakorkowane, że nie dało się inaczej dotrzeć na miejsce jak tylko ich prywatnym helikopterem. Przybyli w trakcie koncertu Status Quo.


Wielu fanów pamięta ten moment, że zespół był witany w gromie niesamowitych ryków, wrzasków i ekstazy publiki. Wokal Freddiego tego dnia brzmiał niezwykle mocno, czysto, śpiewał wysoko. Widać, że odchorował już swoje po średnim wokalnie występie na Wembley. Był w niesamowitym nastroju do żartów i pogawędek z publiką. Zaraz po drugiej piosence powitał publikę słowami:
Witajcie! To jest to, czego chcieliście, to jest to, co dostaliście! Wszyscy się dobrze czują? Mamy ładny dzień, co? Tiaaa, nie jest najgorszy! Teraz musicie się wznieść z nami! Nie zamierzam tutaj wnikać w każdy szczegół i utwór po utworze, by nie zanudzić mojego Czytelnika. Niemniej jednak tych pięknych gaduł w stronę publiki tego wieczoru było tak wiele, że warto się na nich skupić.

Po brawurowym wykonaniu A Kind Of Magic Freddie z radością podkreślił: Powiem, że to ogromne miejsce, nawet jak na nasze standardy. Stąd, ze sceny, wygląda to pięknie. To przerażające, ale mówię Wam, że to wygląda pięknie. No, i zaczął dialog z publiką. Skończywszy ten swój słynny call and response, znów wypalił do publiki: Powiem Wam, że jesteście dobrzy, Wy pojebańcy! (cały Freddie! ) Damy Wam za to kilka piosenek, na które czekaliście. Ten następny utwór jest czymś w rodzaju boogie! Mam na myśli … to znaczy … rzucę moją dupą (użył słowa cunt, czyli cipa, ale chodziło o kręcenie tyłkiem w czasie utworu) po scenie więcej razy, niż to robiłem… No, i poszły pierwsze dźwięki Another One Bites The Dust. Wielu fanów, którzy byli na tym koncercie, uważa, że to najlepsza wersja piosenki, jaka kiedykolwiek była wykonywana na żywo. John grał odjechane funkowe riffy na basie, a Brian rzucił kilkoma ciekawymi zagrywkami, które do złudzenia przypominały Fun It z albumu Jazz z 1978 roku. Zaś po Another One Bites The Dust rzekł do publiczności dość poważnie: Sądzę, że wielu z Was wie o tym, że to ostatni przystanek na naszej trasie. I bardziej nieformalnie: Wiecie o tym, nie? I taki piękny sposób, by ją zakończyć. Mam na myśli, gdy patrzę na wielu z Was. Mógłbym także dodać, że to była dla nas najlepsza Europejska trasa. Dzięki Wam, zjeby!  A wcześniej były pogłoski o tym, że się rozpadamy, ale myślę … jebać ich! Naprawdę tak myślę patrząc na to wszystko! Jak można się rozpaść, gdy się ma taką publikę jak Wy? Serio! Nie jesteśmy tacy głupi.

Brian także wszystkich wzruszył do łez. Przed wykonaniem Love Of My Life powiedział: Ta trasa jest największa i najlepszą rzeczą, jaka nam się przytrafiła(…)To było około półtora roku temu (w rzeczywistości dwa lata temu!), przed Live Aid i całym tym wydarzeniem, widzieliśmy w telewizji kilka spraw, które nas mocno wkurzyły i późną nocą, będąc w Monachium, usiedliśmy (Freddie i Brian – przyp.bart.) i napisaliśmy, co o tym myślimy i to jest to. Zaczął grać Is This The World We Created?  Ostatnie wykonanie na żywo.

Nie obyło się też bez małych wpadek. Freddie wraz ze swoim Telecasterem stanął przed publiką i rzucił: Ok., to znaczy tylko jedno! Grają Crazy Little Thing Called Love – hitu, który nie wymaga prezentacji chyba nikomu. Nagle w trzecim wersie z Telecastera, ale nie Freddiego, lecz Briana, wydobywa się fałsz. Szybka decyzja – Brian chwyta za swoją ukochaną Red Special. Fani wspominają, że gitarzyście pękła struna.


Nie wszyscy bawili się super na tym ostatnim koncercie Queen w oryginalnym składzie. Znany ze swojego cichego, spokojnego i skromnego usposobienia basista John Deacon, dał upust swym emocjom. W bardzo dziwny i nietypowy sposób rzucił swoim basem marki Fender Precision w kierunku kolumn i wzmacniaczy, wywracając je wszystkie. To było zaraz po skończeniu utworu Radio Ga-Ga. Techniczny Deacona szybko zabrał cały ekwipunek, by zobaczyć, czy nie jest uszkodzony i czy John będzie w stanie zagrać na nim drugi i ostatni bis. Okazało się, że sprzęt nie był wcale zniszczony, a zespół mógł dać ostatni bis, ostatnie trzy piosenki na żywo. Co było powodem takiego zachowania? Nie wiadomo, ale wielu twierdzi, że to był bardzo trudny okres w życiu Johna. Chyba potrzebował odpoczynku.

Ostatnie słowa, jakie padły z ust Freddiego ze sceny brzmiały: Dziękujemy Wam, piękni ludzie! Byliście wielcy, byliście naprawdę specjalną publicznością. Dziękujemy bardzo! Dobrej nocy, słodkich snów. Kochamy Was!  Chce mi się płakać, gdy tego słucham I o tym myślę. BYĆ SPECJALNĄ PUBLIKĄ na tym wyjątkowym, specjalnym i już ostatnim koncertem za życia Freddiego. Mamo, dlaczego nie urodziłaś mnie wcześniej?😢

Warto także nadmienić, że podczas koncertu doszło do tragedii - zginął tragicznie jeden człowiek, wchodząc na rampę, by zobaczyć lepiej występ zespołu. Jednak upadł na człowieka, który .... dźgnął go za to nożem. Zawiadomiono karetkę. Niestety lekarzom nie udało się przedrzeć przez tłum. Mężczyzna zmarł. Freddiego ta wiadomość mocno poruszyła. Dowiedziawszy się o tym, skomentował: Jeśli ludzie muszą ginąć tylko po to, by nas zobaczyć.... ja nie zagram już więcej na żywo. Ktoś zmarł, ale też ktoś się urodził. Kobieta urodziła dziecko podczas koncertu. Jakie piękne przyjście na świat. Ciekawe co u nich dziś słychać? Może napiszę posta na fejsbukowej grupie?


Jeszcze na sam koniec wrócę do początku. Wspomniałem o albumie Live Magic. Ukazał się on 1 grudnia 1986 roku i zawierał materiał z koncertów: Wembley, Budapeszt oraz z Knebworth, ale przede wszystkim z tego ostatniego. Oto utwory:


01. One Vision (Knebworth Park)

02. Tie Your Mother Down (Knebworth Park)

03. Seven Seas Of Rhye (Knebworth Park)

04. A Kind Of Magic (Nepstadium, Budapest)

05. Under Pressure (Nepstadium, Budapest)

06. Another One Bites The Dust (Knebworth Park)

07. I Want To Break Free (Knebworth Park)

08. Is This The World We Created? (Wembley Stadium)

09. Bohemian Rhapsody (Knebworth Park)

10. Hammer To Fall (Wembley Stadium)

11. Radio Ga Ga (Knebworth Park)

12. We Will Rock You (Knebworth Park)

13. Friends Will Be Friends (Knebworth Park)

14. We Are The Champions (Knebworth Park)

15. God Save The Queen (Knebworth Park)


Niestety te nagrania dziwnie przerobiono i poucinano, szczególnie Tie Your Mother Down (jedna zwrotka!!!), I Want To Break Free (ucięte klawiszowe intro, zaczyna się krótką pauzą, po czym jest wejście publiki z pierwszą zwrotką), Bohemian Rhapsody (bez części operowej! BOŻE! CÓŻ ZA ZBRODNIA!!!!), Radio Ga Ga, We Will Rock You, Friends Will Be Friends (także po jednej zwrotce!!). Z kolei wokal Briana w One Vision został podrasowany w studio. CHOLERNE OSZUSTWO!! Wokal Freddiego jest nienaturalny. Brzmi jakby z tuby, jak stara, rozwydrzona baba. Jak mogliście, Panowie, na to pozwolić? Mam jednak do tego wydawnictwa ogromny sentyment, choć z perspektywy czasu dzisiaj, jako dojrzały słuchacz, odbiorca i nadal wielki fan, stwierdzam obiektywnie, że Panowie się nie postarali. Szkoda, bo była to największa i najbardziej spektakularna trasa w ich karierze. Aż się prosiło, by zrobić z tego COŚ, co przypominało album Live Killers. Brian przyznał, że poddali się naciskom komercyjnym wydawców.

Smutno jakoś tak się zrobiło😢






Bartas✌

niedziela, 11 lipca 2021

35 lat temu Queen zagrali swój kultowy koncert na stadionie Wembley. Czy rzeczywiście najlepszy?

W lipcu 1986 roku Queen powrócili na stadion Wembley. Do miejsca, w którym rok wcześniej odbyło się słynne Live Aid, na którym muzycy dali jeden ze swoich najlepszych koncertów życia. Występ spowodował ożywienie kariery i powrót na właściwe, godne Królowej, tory. Udało się, ale nie spoczęli na laurach. Wiedzieli, że w tym szczególnym miejscu muszą zagrać jeszcze raz tak dobrze, jak poprzednio, bo w przeciwnym razie stracą tę równowagę. Nie musieli się jednak o nic martwić. Nie tylko dzięki występowi na Live Aid. Mieli na koncie kolejny album,
A Kind Of Magic, i ścieżkę dźwiękową do filmu Nieśmiertelny Russella Mulcahy'ego. Okazał się one numerem jeden. Stadion Wembley stał się ich domem i stał przed nimi otworem. Zainteresowanie koncertem było tak ogromne, że występ rozłożono na dwa wieczory. Proponowano także trzeci dzień, ale niestety okazało się to niewykonalne. W zamian za to ich wieloletni tour manager Harvey Goldsmith zaproponował występ w Knebworth Park pod koniec trasy. Nikt się nie spodziewał, że będzie to ostatnia trasa Queen w oryginalnym składzie. 


Ze względów sentymentalnych do tego miejsca, jakim jest Wembley Stadium, zdecydowano, że koncerty zostaną sfilmowane i nagrane. Nie było jednak tego w planie od samego początku ani wydania go w formie kasety wideo, ani albumu koncertowego. Edycja spektaklu została pokazana w telewizji i zatytułowana Real Magic. Była to wersja, która pierwotnie wydana została w grudniu 1990 na VHS. Dwa lata później został wydany z tego album koncertowy. Oba wydawnictwa dość mocno różnią się od siebie. Wersja VHS jest mocno skrócona w stosunku do wersji audio. Ta druga zawiera niemal cały zapis koncertu z wyjątkiem minutowej kody wyciętej niewytłumaczalnie z Tutti Frutti. Nie wycięli zaś jej wersji video. Pełny zapis tego kultowego koncertu został przywrócony na DVD i CD w czerwcu roku 2003. 


Podczas całej trasy Magic Tour Queen grali te same utwory. Głównie z płyty, którą aktualnie promowali. Całkowitą świeżynką wówczas był przepiękny Who Wants To Live Forever. Gdy popatrzymy na publikę to zauważymy, że mało kto zna ten numer. Nie zabrakło też utworów z lat 70-tych, w tym także zapomniany nieco, mocno stadionowy numer, In The Lap Of The Gods … Revisited. oraz intro do Liar przed Tear It Up. Zagrali też kilka coverów, takich jak: (You're So Square) Baby I Don't Care, Hello Mary Lou (Goodbye Heart), Tutti Frutti czy Gimme Some Lovin’. Była to dla nich sentymentalna podróż do początków, gdy grali w klubach za piwko i chleb, wykonując te covery. Nie zabrakło upragnionego Bohemian Rhapsody i - w finale - We Are The Champions. Forma muzyków między jednym, a drugim wieczorem dość mocno się różni. Niestety nie ma oficjalnego wydawnictwa z zapisem z 11 lipca. Można obejrzeć albo pirackie wydania albo małe fragmenty, które zostały dołączone jako dodatki do wersji DVD. Jako (samozwańczy czy nie) znawca i spec od Queen, powiem Wam, że ten z 11 lipca jest znacznie lepszy. Głos Freddiego brzmi lepiej. W pewnym momencie spadł deszcz, a Freddiego dorwała głupawka. Założył sobie foliowy worek na głowę. Trzeba jednak przyznać, że call and response lepszy jest z 12 lipca. On właśnie przeszedł do historii. Ten z poprzedniego wieczora jest dość nudny i molowy. Na drugim koncercie muzycy byli bardzo spięci. A to dlatego, że po pierwszym wieczorze dość mocno zabalowali. Odbiło się to dość mocno na jakości prezentowanej muzyki. Freddie z początku dość mocno chrypi. Później jednak gardło na tyle dobrze rozgrzał, że dał radę poprowadzić wszystko do samego końca. Przepięknie wyszło Love Of My Life i Is This The World We Created?. Grali unplugged, zanim to było modne. Mimo początkowych problemów z głosem, Freddie świetnie dał radę w Impromptu. Widać jak wskazuje palcem na kolegów, dając do zrozumienia: dawajcie dalej, zrobię to!


Bądźmy szczerzy - nie jest to najlepszy występ w karierze Królowej. Gdy zapytasz przeciętnego Kowalskiego o Queen to pierwsze skojarzenie, jakie mu się nasunie z tym zespołem to właśnie ich koncert na Wembley. No, bo tak jest. Koncert owiany kultem. Mimo jednak swych niedoskonałości wciąż ma on pewne miejsce w sercach fanów. Było to pierwsze wydanie albumu na żywo z jednego koncertu. W 1986 roku Queen opanowali do perfekcji występy na światowych arenach, a Freddie był gotów przypomnieć wszystkim, że jest niekwestionowanym frontmanem rocka. Szkoda, że była to już ostatnia trasa 😔








Bartas✌


niedziela, 27 czerwca 2021

Historia Woodstock '69 - Festiwalu, który zmienił oblicze Ameryki, Świata oraz muzyki. Część pierwsza - "to miał być tylko biznes".

Drodzy Czytelnicy Bartasowego Kuferka! 😍 Otwieram nową świecką tradycję na swoim blogu - Historia Festiwalu Woodstock '69 w odcinkach. Temat Woodstocku Amerykańskiego przewija się przez naszą Domową Orkiestrę. Nieustannie proszę/namawiam Jurka na zrobienie kartkówki z wiedzy o tym Festiwalu, przez co jestem uznawany przez Niego za kujona. Mój Przyjaciel Jakub zwany “Sponsorem” pięknie pisze na swoim blogu o naszym Najpiękniejszym Festiwalu Świata. Poczytajcie. Powiem Wam, że zainspirował mnie do tego, bym ja mógł pisać krótsze lub dłuższe ciekawostki właśnie na temat Woodstocku '69, bo strasznie się nim jaram, o czym i Jurek i inni pewnie wiedzą. Będzie to w odcinkach. Gdzieś tam między innymi wpisami. Tak, aby nie było monotonii, a mój Czytelnik nie czuł się znudzony. Jesteście gotowi? Usiądźcie wygodnie, zaparzcie sobie dobrej kawy lub herbaty i … przenieście się razem ze mną do Lata Miłości 69.


Michael Lang - twórca Festiwalu.
Twórcami festiwalu byli: Michael Lang, John Roberts, Joel Rosenman i Artie Kornfeld. Z początku nie miał być to darmowy festiwal, lecz jakiś dobry biznes muzyczny. W prasach pojawiły się ogłoszenia, które miały na celu zachęcenie ludzi do podjęcia współpracy w tym projekcie. Na ogłoszenie odpowiedzieli Artie Kornfeld oraz Michael Lang. Mieli już spore doświadczenia w tym zakresie, będąc promotorami i organizatorami choćby Miami Pop Festival, gdzie frekwencja odbiorców wynosiła 100 tysięcy osób. Jak wspomniałem - nie miał być to od razu festiwal. Zaproponowano utworzenie studia nagrań. Stwierdzono jednak, że lepszym rozwiązaniem będzie organizacja festiwalu, na którym wystąpiliby bardzo popularni, jak i ci nieznani artyści. Zaczęli. Pierwszym zespołem, który na to poszedł był Creedence Clearwater Revival. Podpisał kontrakt w kwietniu 1969 roku, zgadzając się, żeby zagrać za 10 tysięcy dolarów.

Bilety

Bilety kosztowały 18 USD w przedsprzedaży i 24 USD w dniu koncertu. Kupowano je głównie w sklepach muzycznych lub  poprzez skrzynkę pocztową w Radio City Station Post Office, na Manhattanie. Sprzedano 186 tysięcy biletów. Co się stało później? Młodzież hippisowska staranowała ogrodzenia, nie mając biletów. Organizatorzy byli totalnie w ciemnej dupie. Liczba uczestników sięgała ponad 400 tysięcy. Wtedy stała się rzecz niezwykła, która zmieniła oblicze muzyki, Ameryki i świata. Informacja ze sceny od organizatorów: OD TEJ CHWILI TEN FESTIWAL JEST DARMOWY. A tym, którzy zakupili bilety pieniądze zostały zwrócone. Proszę, jaka sprawiedliwość społeczna. Nie tylko darmowy festiwal, ale ogromna troska organizatorów o uczestników. Dlaczego? Choć festiwal, mimo braku logistyki i regulaminu, przebiegał ze względnym pokoju i zgodzie, nie obyło się bez tragedii. Ktoś został pobity, jedna osoba zmarła po przedawkowaniu dragów, ktoś został rozjechany przez traktor, ktoś spadł ze sceny, trzy kobiety poroniły. No, cóż... ludzie są różni i to może wydarzyć się wszędzie.


Farma Maxa Yasgura w Bethel.
Warto nadmienić, że Festiwal pierwotnie miał odbyć się 15 lipca 1969 roku na 120 ha Mills Industrial Park w mieście Wallkill, w stanie Nowy Jork. Wynajem kosztował organizatorów 10 tysięcy dolarów. Niestety warunek urzędników był taki, że w imprezie wziąć udział może mniej niż 50 tysięcy osób. Nie zgodzono się na to. Mieszkańcy zażądali, by urzędnicy uchwalili akt prawny wymagający pozwolenia na większą ilość uczestników. Kuriozalną sprawą okazały się przenośne toalety. Stwierdzono, że koncert się nie odbędzie. No, i co teraz? Na wariackich papierach szukali miejscówki. I znaleźli poczciwego człowieka, których ich przygarnął. Był to niejaki Max Yasgur - hodowca bydła mlecznego, miał swoją farmę w Bethel, w stanie Nowy York. Warunki były naprawdę dogodne. Klimatem przypominał ogromny amfiteatr. Czasu na organizacje nie mieli za wiele. Na szczęście - udało się!

Konstrukcja sceny.
Żeby Festiwal mógł się odbyć, a artyści na nim wystąpić, potrzebne było dobre nagłośnienie i światło na scenie. Dźwięk został opracowany przez inżyniera Billa Hanleya. Zbudował specjalne kolumny głośnikowe na wzgórzach i miał 16 zestawów głośnikowych na kwadratowej platformie prowadzącej na wzgórze na 21 metalowych wieżach. Za sceną znajdowały się trzy transformatory dostarczające prąd o natężeniu 2000 amperów do zasilania układu wzmacniającego. Oświetlenie zaś zostało zaprojektowane przez projektanta oświetlenia i dyrektora technicznego E.H. Beresforda „Chip” Moncka. Monck został zatrudniony do zaplanowania i zbudowania inscenizacji i oświetlenia. Harował nad tym jak wół przez 10 tygodni, inkasując za to 7000 dolarów. Niestety wiele z jego planów zostało odrzuconych, gdy promotorom nie pozwolono korzystać z oryginalnej lokalizacji w Wallkill w stanie Nowy Jork. Dach sceny, który został zbudowany w krótszym czasie, nie był w stanie utrzymać wynajętego oświetlenia, które nie było używane pod sceną. Jedyne światło na scenie pochodziło z reflektorów. Monck pełnił nie tylko rolę oświetleniowca, ale także mistrza ceremonii Festiwalu. To właśnie z jego ust padły słowa o darmowym Festiwalu. Prosił także o bezpieczeństwo, dbanie o siebie oraz przestrzegał przed tymi, którzy handlują dragami. Woodstockowicze, coś Wam to przypomina? 😉

Ciąg dalszy opowieści nastąpi. Podobało się? Piszcie w komentarzach
Peace, love and music😊







Bartas✌

czwartek, 3 czerwca 2021

To Takie Czary. 35 lat temu ukazał się album "A Kind Of Magic" grupy Queen

Jakie to szczęście, że zespół Queen zgodził się wziąć udział w legendarnym koncercie charytatywnym Live Aid na stadionie Wembley 13 lipca 1985 roku. Ich zaledwie 25 minutowe show przeszło do historii i uznawane jest po dziś dzień za najepsze z pośród tych wszystkich krótkich koncertów live. Muzycy przyćmili tamtego dnia inne wielkie gwiazdy i udowodnili innym i sobie, że nadal drzemie w nich wielki potencjał. Wcześniej atmosfera była dość napięta. Nie było mowy o rozpadzie, ale zespół czuł totalne wypalenie. Wydali płytę
The Works, która miała być powrotem do korzeni, a potem ruszyli w trasę promującą album. Najwięcej spiny było podczas japońskiego tourne. Do tego stopnia, że rozkminiali czy nie zrobić sobie dłuższej przerwy. Sprawy potoczyły się inaczej. Wzięli udział w Live Aid i na nowo odzyskali siły twórcze. 

Niedługo po tym zgłosił się do Queen reżyser filmowy Russell Mulcahy z propozycją nagrania muzyki do filmu który właśnie kręcił - Highlander. Utwory Queen już wcześniej wykorzystywano w różnych obrazach, takich jak choćby Strip-per, Revenge Of The Nerds, Iron Eagle czy omawiany już wcześniej na łamach mojego bloga - Flash Gordon. Mulcahy w jednym z wypowiedzi tak wspomina to zdarzenie: Gdy kręciłem ten film, doszedłem do wniosku, że na całym świecie istnieje tylko jeden zespół, który może napisać do niego muzykę. To oczywiście był Queen. Oni zawsze byli mistrzami w komponowaniu takich majestatycznych, potężnych hymnów, a mojemu filmowi potrzebna była tego typu energia. Poza tym byłem fanem Queen od zawsze i strasznie chciałem z nimi pracować. Podobnie jak w przypadku Flash Gordon muzycy obejrzeli kilka minut surowego materiału i bardzo im się spodobał. A już najbardziej Brianowi, który sam jechał samochodem w ciemną noc z pokazu i napisał do tego temat miłosny. Warto jednak zaznaczyć, że wspomniany już kilkakrotnie Flash Gordon był typową ścieżką filmową. W przypadku tego albumu zespół nie chciał się skupiać na dwóch osobnych projektach - ścieżka dźwiękowa i pełnoprawny album. Zdecydowano, że należy nagrają takie piosenki, które będą pasować zarówno do obrazu filmowego, jak i no muzyki Queen. Niemniej jednak wersje utworów różnią się od siebie długością i aranżem. Album został nazwany A Kind Of Magic. Tytuł wziął się z jednej ze scen w filmie, w którym główny bohater ratuje z rąk hitlerowców osieroconą dziewczynkę - Rachel - osłaniając ją własnym ciałem. Zdziwiona stwierdza: Ty żyjesz! Na co on odpowiada: ciiii, to takie czary! (ang: it’s a kind of magic). Nie będę spoilerował. Obejrzyjcie sami, bo warto. Jak stwierdził Roger - To mocny film! Russell Mulcahy odstawił kawał dobrej roboty.


Odpalamy płytę i mamy świetny rockowy hicior One Vision. Piosenka powstała niemalże zaraz po ogromnym sukcesie Live Aid. Najbardziej podjarał się Freddie. Zgarnął całą resztę bandy do studia, by napisać nową piosenkę. One Vision podpisane jest jako Queen, ale główna idea tekstu utworu pochodzi od Rogera. Perkusista inspirował się przemową słynnego kaznodziei dr Martina Luthera Kinga - I had a dream. Układanie samego tekstu szło im mozolnie, ale sprawiło masę radochy, o czym możecie się przekonać oglądając Making Of. We wstępie do utworu wykorzystano syntezator Kurzweil K250. Producent albumu Reinhold Mack przyznał, że Freddie chciał, by utwór miał mnóstwo dziwnych i odjechanych dźwięków. Pewnego ranka wszedł do studia i zaczął samplować niektóre partie wokalne Mercury’ego ze syntezatorem, bawił się nimi, tworząc zmianę tonu w dół i stosując różne efekty do niego. Zakończenie numeru zostało wykonane w podobny sposób. Aby stworzyć potężne brzmienie gitary, Brian May użył swojego niestandardowego modułu zniekształceń Pete'a Cornisha do przetworzenia dzwięku gitary, zanim został przepuszczony przez parę wzmacniaczy Vox AC30 z prostym opóźnieniem. Gitara, której używał to oczywiście jego słynna Red Special. Chórki składały się z trzyczęściowych harmonii z okazjonalną czwartą częścią, z których każda była śpiewana i nagrywana trzykrotnie przez trzech członków zespołu. To, według Macka, nadało piosence bardzo pełny, ostateczny dźwięk. Wszystkie wokale, w tym główna część wokalna Mercury'ego, zostały nagrane mikrofonami AKG C414. Sekcja rytmiczna w środku utworu to zestaw perkusyjny Simmons uruchamiany przez automat perkusyjny LinnDrum, wraz z kilkoma prawdziwymi bębnami granymi na górze - aby pogrubić dźwięk werbla i uczynić go bardziej ciętym, werbel Simmons został samplowany z prawdziwym werblem. Jeśli chodzi o nagrywanie, przez cały czas wykorzystano trzy taśmy wielościeżkowe (ponieważ proces był dość niejasny), z których dwie zostały użyte do miksowania – Studer A80 i A800. Piosenka została zmiksowana na cyfrowym stereo Mitsubishi X80, Sony PCM-F1 i Studer A810. Pogłosy używane podczas miksowania obejmują EMT 252 (na programie nieliniowym), EMT 140 (na bębnie basowym), symulator pokoju Quantec i Lexicon 224 (bramkowany pogłos). Piosenka została wydana na singlu listopada 4 1985 roku. I co ciekawe - nie została wykorzystana w Highlanderze, ale w filmie Iron Eagle.


Idąc dalej mamy utwór tytułowy. Jak już wspomniałem fraza wzięła się ze sceny z filmu. Tak bardzo spodobało się to autorowi tekstu, Rogerowi, że wykorzystał ją jako inspirację do piosenki. W tekście pojawiają się nawiązania do filmu: one prize, one goal; no mortal man  i there can be only one. Wersja filmowa jest tą pierwotną. Brian uznał ją za dość ponurą i ciężką. Wersja albumowa i singlowa jest dużo weselsza. To głównie to zasługa Freddiego, który podczas nieobecność autora (wyjazd na wakacje) zamknął się w studiu i modyfikował linie basu, partie wokalne. Harował jak wół. I dlatego - moim zdaniem - Roger powinien był oddać koledze współautorstwo. No, ale drążmy tematu. Piosenka ukazała się na singlu 17 marca na wyspach brytyjskich, zaś w Stanach Zjednoczonych 4 czerwca. Okładka singla przedstawia postać Clancy'ego Browna w roli złoczyńcy filmu, Kurgana. Grana na żywo przez całą trasę Magic Tour. Do utworu nagrano teledysk, którego reżyserem był wspomniany Russell Mulcahy. Klip nakręcono w marcu 1986 roku w The Playhouse Theatre w Londynie. Warto zauważyć, że Brian nie  użył swojej słynnej gitary Red Special w teledysku, ale zamiast tego kopię z 1984 roku. Na filmie Mercury jest przebrany za postać magika. Wchodzi do opuszczonego teatru, gdzie May, Taylor i John Deacon (przebrani za stereotypowych włóczęgów) śpią, dopóki nie obudzi ich wejście kolegi. Wokalista zamienia włóczęgów w członków Queen, regularnie ubranych w swoje instrumenty, a następnie wracają do włóczęgów, gdy on odchodzi. Jeśli się dobrze przypatrzymy pojawiła się mała wpadka w wersji finalnej. Freddie rzuca czar na Johna, a potem na Rogera. Jednak w momencie rzucenia czaru na Johna w tle widzimy odczarowanego już Rogera. No, cóż. Widocznie w tamtych czasach nie było odpowiedniej techniki montażu. Animowane obrazy zostały wyprodukowane przez Walt Disney Company. Brian wspomina, że w teatrze było wtedy bardzo zimno i brakowało centralnego ogrzewania.


John Deacon był zawsze tajną bronią w zespole Queen. O swoim wkładzie w tworzeniu piosenek mówił tak: Gdybym był tylko basistą to czułbym się źle, bo wiem, że mogę dać temu zespołowi więcej - pisać utwory, podejmować się w angażowaniu różnych decyzji. I tak spełniam się jako artysta. To bardzo ważne. Spod jego pióra wyszedł cudnej urody utwór, kolejny na płycie, One Year Of Love, który niezwykle spodobał się Freddiemu. Utwór także został wykorzystany w filmie i również w nieco innej wersji. Na albumie Deacon zagrał na syntezatorze Yamaha DX-7. Pojawiają się też muzycy sesyjni: orkiestra smyczkowa pod batutą Lyntona Naiffa oraz Steve Gregory - saksofonista, który gra słynny motyw w przeboju George’a Michaela Careless Whisper z 1984 roku. Piosenka została napisana w tonacji D. Deacon postanowił zastąpić elementy gitarowe solówką na saksofonie po dyskusji z Brianem Mayem, który nie brał udział w nagraniu. 


Pain Is So Close To Pleasure to z kolei wspólne - można powiedzieć - dziecko Freddiego i Johna. Basista miał zawsze ogromne zaufanie do kolegi. Czasem się wstydził, nie był pewny. Pierwszy zawsze dowiadywał się Freddie. Z czasem nasz Janek nabrał pewności siebie, a nawet pisał wspólnie z Freddiem. Na początku utwór miał być napisany pod styl Briana i jego riffy. Zmieniono jednak szybko tę koncepcję. John gra na gitarze rytmicznej. Singiel osiągnął 43 miejsce na holenderskich listach przebojów. Tytuł pojawia się również w wersie One Year Of Love. Podobnie jak w przypadku większości utworów Freddie i John grają na swoich instrumentach w specyficzny dla nich sposób.


Freddie i szczęśliwi fani😍
Friends Will Be Friends to dla mnie to hymn przyjaźni i mocny kop na gorsze dni! U pióra znowu Freddie i John. Wydany został na singlu 9 czerwca 1986 roku, będąc 30 singlem w karierze zespołu. Piosence towarzyszy teledysk, który zrealizowano w maju 1986 roku na JVC w Wembley. W tym czasie odbywał się Zlot Międzynarodowego Fanów Queen. Na plan teledysku weszło blisko 850 fanów. Szczęściarze! Utwór był grany na żywo w czasie ostatniej trasy Magic Tour pod koniec każdego koncertu pomiędzy We Will Rock You i We Are The Champions.


Utwór Who Wants To Live Forever jest szóstym w kolejności znajdującym się na albumie A Kind Of Magic. Jednak na singlu został wydany dopiero 15 września tego samego roku. Piosenka nie była jeszcze przebojem, nie była znana, gdy Queen grali swoją ostatnią trasę Magic Tour. Gdy obejrzymy koncert na stadionie Wembley albo z Budapesztu to usłyszymy, jak Freddie zapowiada oto nasza NOWA PIOSENKA. Po twarzach fanów też widać, że to nowość, mało kto śpiewa, wszyscy zasłuchani. Heh, a dziś? Wiekopomny przebój, prawda? Autorem jest Brian. Piosenka opowiada o wielkim dramacie głównego bohatera. On żyje dalej, a musi patrzeć jak umierają wszyscy najdrożsi mu ludzie, w tym jego ukochana Heather. Ta poruszająca scena, w której Connor chowa zmarłą żonę zainspirowała gitarzystę Queen do napisania piosenki Who Wants To Live Forever. Wspomniałem o tym na początku. Powstała na tyłach jego samochodu zaraz po tym jak May obejrzał pierwsze fragmenty filmu. Wersja albumowa także różni się od wersji filmowej. Utworowi towarzyszy orkiestra pod batutą Michaela Kamena (nieżyjącego już dyrygenta, muzyka i aranżera). Brian o utworze: Jest taka teoria, która mówi o tym, że tylko Twoje JA istnieje, a wszystko inne to sen. Wszystko wydaje się takie niezwykłe. Mieliśmy te wielkie marzenia, ale mimo wyprzedzenia czasów i swej młodzieńczej arogancji w realizacji celów, jest zawsze w Tobie w środku ten głos mówiący: <<nie, to się nie może udać>>. Wciąż to mam i czasem budzę się z myślą: jak to się wszystko stało?

Coś niewyraźnie dziś wyglądasz, Roger 😂
Do piosenki nakręcono teledysk i to jeden z najdroższych w historii zespołu, bowiem kosztował 150 000 funtów. Nakręcono go z udziałem orkiestry filharmonicznej National Philharmonic Orchestra i czterdziesto osobowego chóru chłopięcego. Planem filmowym były ogromne magazyny tytoniowe w londyńskiej dzielnicy East End. Podczas kręcenia teledysku użyto również 2’000 świec. Ciekawostką jest fakt, że Taylor na plan przyszedł ... pijany. Dlatego jego strój różni się od pozostałych muzyków 😁

Gimme The Prize. W nawiasie Kurgan’s Theme. Został napisany przez Briana w jego najbardziej heavy metalowym,, hardrockowym stylu  I jest to utwór, który rzeczywiście pełni rolę ścieżki dźwiękowej do filmu. Słyszymy tam wmontowane kwestie wypowiadane przez bohaterów, w tym Connor MacLeoda oraz Kurgana: I have something to say: It's better to burn out than to fade away oraz There can be only one. Reżyser Russell Mulcahy stwierdza, że była to jego najmniej ulubiona piosenka zespołu wykorzystana w filmie, ponieważ nie lubi heavy metalu. May również skomentował japońskiemu magazynowi w 1986 roku, że zarówno Mercury, jak i Deacon nienawidzą tej piosenki.

Przedostatni utwór na płycie to Don't Lose Your Head. To także ścieżka dźwiękowa, a tytuł to wers zaczerpnięty od Kurgana porywającego Brendę. W filmie piosenka przechodzi do coveru Franka Sinatry Theme From New York, New York fantastycznie zaśpiewanego przez Freddiego, Instrumentalna wersja utworu zatytułowanego A Dozen Red Roses For My Darling została umieszczona na stronie B utworu A Kind Of Magic.

Spotkanie na szczycie.
Na albumie A Kind Of Magic Freddie tekstowo się nieco rozleniwił, ale wkład w kompozycje kolegów miał jak zwykle ogromny. Princess Of The Universe to jedyna piosenka w całości napisana i skomponowana przez wokalistę. Warto nadmienić, że tak brzmiał roboczy tytuł filmu. Freddie to podłapał i napisał tekst. Nie został wydany oficjalnie na singlu, ale osiągnęła status przeboju i kultowości, dzięki filmowi. Możemy ją usłyszeć na trzeciej części składanki z największymi przebojami. Tekst można interpretować nie tylko w kontekście głównego bohatera filmu, ale i samego Freddiego oraz całego składu Queen - jako podkreślenie ich wielkości. Teledysk nakręcono 14 lutego 1986 roku, a reżyserem był ... także Russell Mulcahy. Ciekawostką jest fakt, że w tym teledysku Brian May zdradza swoją wieloletnią Red Special na rzecz Washburna RR11V. Zaś ten koleś, co walczy z Freddiem walczy ... LAMBERT. CHRISTOPHER LAMBERT czyli odtwórca głównej roli w filmie. Przyjechał specjalnie z Paryża na to spotkanie. Aktor stwierdził, że to było dla niego wielkie przeżycie spotkać Queen.

Album A Kind Of Magic okazał się wielkim hitem na Wyspach Brytyjskich, osiągając pierwsze miejsce i sprzedając się w ilości 100 000 egzemplarzy w pierwszym tygodniu. Pozostał na listach przebojów w Wielkiej Brytanii przez 63 tygodnie sprzedając 600 000. Krążek był promowany spektakularną trasą Magic Tour. Ostatnią już za życia Freddiego, obejmującą takie koncerty jak choćby na kultowej arenie Wembley czy Nepstadion w Budapeszcie. Być może nie jest to album na miarę wielkich arcydzieł takich jak Innuendo, Queen II czy A Night At The Opera lub News Of The World. To jest ten Queen, którego zna przeciętny wyjadacz chleba. Ale czy jakiś gorszy? Absolutnie nie! Te piosenki są znakomite w swej istocie i cudownie sprawdzały się na koncertach. Każdemu zespołowi życzę takiego potencjału zarówno artystycznego, jak i komercyjnego. Królowa jest tylko jedna😍








Bartas✌



35 lat temu ukazał się jeden z najlepszych debiutów w historii muzyki - "Ten" grupy Pearl Jam.

  Po śmierci Andy’ego Wooda Gossard i Ament zawiesili działalność. W czasie tej separacji Gossard spędził swój czas na pisaniu materiałów, k...