wtorek, 22 września 2020

Tędy, czyli o skrzyżowaniu dróg dwóch wielkich gigantów rocka

Dzisiaj urodziny obchodzą między innymi David Coverdale (wokalista wielkiego formatu, związany z takimi grupami jak Whitesnake czy Deep Purple) oraz Nick Cave. Poszperałem w swoim muzycznym kuferku i znalazłem po jednej ulubionej płycie każdego z nich. W pierwszym dzisiejszym blogu chciałbym się pochylić nad pewną płytą, którą lata temu pokazał mi Mistrz Piotr Kaczkowski w swojej kultowej audycji MiniMax w Programie Trzecim Polskiego Radia (R.I.P., Radiowa Trójko). Mało tego - w pewnym momencie ta płyta stała się dla Niego drogowskazem do poprowadzenia swojej audycji. Mowa tutaj o projekcie Davida Coverdale’a oraz Jimmy’ego Page’a z Led Zeppelin. Płyta absolutnie genialna i bardzo żałuję, że był to tylko jednorazowy projekt. Rozpoczął się on w roku 1991 za namową amerykańskiego dyrektora A&R Johna Kalodnera. Obu panów podpisało wówczas kontrakt  Geffen Records w Ameryce Północnej. Spotkali się na festiwalu Monsters Of Rock w Castle Donington w 1990 roku, gdzie Whitesnake zagrali jako główna gwiazda, a po nich Aerosmith. Ciekawostką jest fakt, że Dave wystąpił na bis gościnnie w utworze Train Kept A-Rollin. Przed zawiązaniem duetu były kolega z zespołu Led Zeppelin, Robert Plant, odmówił współpracy. Mało tego - wykazał się straszną chamówą. Podczas promocji w  wywiadach nie szczędził drwin pod adresem duetu, nazywając go David Cover-Version. Page był jednak innego zdania. Mówił: David był naprawdę dobry we współpracy. Może i to było krótkotrwałe, ale - wierzcie mi lub nie - bardzo lubiłem z nim pracować.


Album zaczyna się utworem Shake Your Three. To bardzo mocno naładowany blues rockowy hymn w stylu Led Zeppelin. Gitara Page’a i głos Coverdale’a buduje napięcie w pierwszych dwóch zwrotkach. Co ciekawe ten kluczowy riff powstał podczas sesji do ostatniego albumu Led Zeppelin In Through The Out Door w 1978, ale został odrzucony przez zespół, a nawet zapomniany. Idąc dalej mamy Waiting On You. Ciekawe wstawki typu stop / start, ale tutaj perkusja i bas są zdecydowanie bardziej w stylu Whitesnake niż Led Zeppelin. Singlowy numer, piękna rockowa ballada Take Me For A Little While to zdecydowanie coś, co mogłoby się znaleźć niemal na każdej płycie Whitesnake. Oryginalnością wyróżnia się Pride And Joy, który został wymyślony przez Dave’a jako bluesowa melodia w stylu Dr. Johna. Jednak Page ją dość zmodyfikował, dodając cymbałki, czego nie robił od czasów That’s The Way, czyli Zeppelinowskiego utworu pochodzącego z albumu III. Jednak w drugiej części utworu pojawiają się mocniejsze rzeczy, ale piosenka nie traci na swojej spójności. 


Na albumie przeważają również wolniejsze utwory rockowe, takie jak Over Now przypominający nieco wiekopomny Kashmir, jednak brzmi jak niektóre utwory z krótkiej solowej kariery Page’a. Były perkusista Montrose, Denny Carmassi, prowadzi szybką napierdalankę w utworze Feeling Hot, podczas gdy basista Jorge Casas dodaje melodyjny i skoczny bas do Easy Does It. Ale nie ma wątpliwości, że ten album jest zdominowany przez dwóch mężczyzn, którzy podają jego nazwę. Singlowy Take A Look At Yourself to prawie piosenka o miłości, singlowa, z wyważonymi, brzdąkającymi gitarami Page'a, bardzo melodyjnym wokalem i kilkoma świetnymi zawodzeniami Coverdale'a pod koniec. Album kończy się mocno dwoma wysokiej jakości utworami. Pierwszy to Absolution Blues, będący hybrydą pomiędzy Pink Floyd i Deep Purple, a drugi to Whisper A Prayer For The Dying, który kończy się mocniejszymi gitarami akustycznymi i basem, po czym następuje szaleństwo riffów i zawodzących wokali 


A co z okładką? Według Coverdale’a znak drogowy pokazany na okładce albumu oznaczał dwie drogi łączące się w jedną drogę. Spróbuj wyrazić zjednoczenie lub połączenie. Cytując Mistrza Piotra Kaczkowskiego (który właśnie wrócił do pracy z nową audycją w Radiu Rock Serwis FM Oddam Płytę W Dobre Ręce): ….gdy siadam przed mikrofonem, aby poprowadzić audycję ZAWSZE mam ten drogowskaz przed oczami...


Album sprzedawał się dobrze, bowiem osiągnął 4 miejsce w Wielkiej Brytanii i 5 w USA, ostatecznie otrzymując platynę. Niestety album wkrótce zniknął z widoku, proponowana trasa została przerwana, a partnerstwo szybko się rozpadło po tym jednym albumie. W końcu Coverdale ponownie utworzył Whitesnake i Page w końcu dołączył do frontmana Led Zeppelin, Roberta Planta w 1994 roku. Jeśli udało mi się za pomocą niniejszego wpisu wskrzesić tę płytę, Drogi Czytelniku, to bardzo się cieszę. Polecam słuchać na cały regulator.










Bartas✌


poniedziałek, 21 września 2020

Być Amerykańskim Idiotą - 16 lat "American Idiot" tria Green Day

Dzisiaj będzie o płycie, która bardzo mocno wdarła się do mojej świadomości i już została w niej na zawsze. Zajmuje ścisły Top Ten najważniejszych dla mnie płyt ever. To album zespołu, który przez wielu jest niestety uważany za totalną gimbazę. Prawda jest jednak taka, że nie było gimbazy, a zespół już był, Panie i Panowie! Dzień Na Maryście, czyli … Green Day. Znałem i lubiłem bardzo Green Day oczywiście dużo wcześniej. Był to zespół (jest nadal), który grał skocznego punka amerykańskiego do nogi. Fajnie się tego słucha, poprawia humor. Był też taki moment, że nic się - wg mnie - ciekawego w muzyce rockowej mainstreamowej nie działo. Ja byłem już nieco "zdziadziały", w sensie takim, że zatrzymałem się chwilowo na klasyce. MTV mnie drażniło, bo nie było takie jak kiedyś. Wkurwiała mnie ta cała sieczka. Wiecie, rapsy, dupsy, sieczki, "śpiewanie" o imprezach, bzykaniu, seksach bez żadnego przesłania. Aż tu nagle ... wydaje swoje - nie przesadzę jak to napiszę - ARCYDZIEŁO. To był obuch w łeb. Coś nowego, coś świeżego, a jednocześnie mocno nawiązującego do moich ukochanych klasyków: Queen (chórki i brzmienie), Pink Floyd (The Wall), David Bowie (Ziggy Stardust), The Who (rock-opera Tommy), Bruce Springsteen (polityka USA).

Jak już wspomniałem Green Day był jednym z najpopularniejszych zespołów rockowych lat 90. Jednak ich album z 2000 roku Warning był komercyjnym rozczarowaniem, pomimo w dużej mierze pozytywnych recenzji (bardzo lubię tę płytę i o niej niebawem pojawi się wpis na blogu). Na początku 2002 roku wyruszyli w trasę Pop Disaster Tour z Blink-182. Trasa ta nadała rozmach zespołowi, który zyskał reputację „starszych mężów stanu” popowej sceny punkowej, na którą składały się takie zespoły jak Good Charlotte, Sum 41 i New Found Glory. W zespole zaczął się kryzys. Pojawiały się kłótnie między trzema członkami. Byli nieszczęśliwi i wg basisty Mike’a Dirnta musieli zmienić kierunek muzyczny. Ponadto zespół wydał album z największymi przebojami, International Superhits!, który uważali za zaproszenie na kryzys wieku średniego. Frontman Billie Joe Armstrong zadzwonił do Dirnta i zapytał go: Czy chcesz więcej grać? Czuł się niepewnie, był zarówno zafascynowany jak i przerażony swoim lekkomyślnym stylem życia, a jego małżeństwo było zagrożone. Dirnt i Tré Cool postrzegali frontmana jako kontrolującego, podczas gdy Armstrong bał się pokazać swoim kolegom z zespołu nowe piosenki. No, ale jak zawsze muzyka łagodzi spory. Od stycznia 2003 roku grupa odbywała cotygodniowe osobiste dyskusje, co zaowocowało ożywieniem wśród muzyków. Zdecydowali, że wkład będą mieli wszyscy muzycy z większym szacunkiem i mniejszą krytyką. Zespół spędził więc większość 2002 r. Nagrywając nowy materiał w Studio 880 w Oakland w Kalifornii na album zatytułowany Cigarettes And Valentines, tworząc polki, brudne wersje świątecznych melodii i [i] salsy do projektu, mając nadzieję, że uda się określić nową drogę w swojej muzyce. Po skompletowaniu 20 piosenek, taśmy-matki demo zostały skradzione w listopadzie. W 2016 roku Armstrong i Dirnt powiedzieli, że ostatecznie odzyskali materiał i wykorzystali go do tworzenia pomysłów. Po kradzieży zespół skonsultował się z wieloletnim producentem Robem Cavallo, który powiedział im, żeby zadali sobie pytanie, czy brakujące rzeczy to ich najlepsza praca. Armstrong powiedział, że to była najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiliśmy. Postanowiliśmy więc przejść dalej i zrobić coś zupełnie nowego. Zgodzili się spędzić następne trzy miesiące na pisaniu nowego materiału.


Członkowie Green Day indywidualnie stworzyli własne ambitne 32 piosenki. Armstrong wspominał: Zaczęło się robić poważniej, kiedy próbowaliśmy prześcignąć się nawzajem. Łączyliśmy te małe pół-minutowe fragmenty, aż coś mieliśmy. Suita ta przerodziła się w Homecoming, a zespół napisał kolejną suitę Jesus Of Suburbia. Zmieniło to rozwój albumu i zespół zaczął postrzegać piosenki jako coś więcej niż ich format - jako rozdziały, ruchy lub potencjalnie film fabularny lub powieść. Wkrótce potem Armstrong napisał tytułowy utwór, który wyraźnie porusza kwestie społeczno-polityczne. Następnie grupa zdecydowała, że ​​pokieruje rozwojem albumu w stronę tego, co nazwali punk rockową operą. Przed nagraniem Green Day wynajął przestrzeń do prób w Oakland. Armstrong zaprosił Cavallo do udziału w sesjach i pomocy w kierowaniu procesem pisania. Cavallo zachęcał do stworzenia albumu koncepcyjnego, przypominając sobie rozmowę, którą obaj mieli dekadę wcześniej, w której Armstrong wyraził pragnienie, aby ich kariera miała „łuk podobny do Beatlesów”. Podczas sesji w Studio 880 Green Day spędzał całe dnie na pisaniu materiałów i siedział do późna, pijąc i dyskutując o muzyce.  Armstrong - mając nadzieję, że uda mu się oczyścić głowę i rozwinąć nowe pomysły na piosenki - pojechał sam na kilka tygodni do Nowego Jorku, wynajmując mały apartament na Manhattanie. Większość tego czasu spędzał na długich spacerach i uczestniczeniu w jam session w piwnicy Hi-Fi, baru na Manhattanie. Zaczął spotykać się z autorami piosenek Ryanem Adamsem i Jesse Malinem. Wiele piosenek z albumu zostało napisanych w oparciu o jego pobyt na Manhattanie, w tym Boulevard Of Broken Dreams i Are We The Waiting. Tam też sformułował znaczną część fabuły albumu, o ludziach wchodzących i wychodzących z piekła, jednocześnie walcząc z własnymi wewnętrznymi demonami.


Po ukończeniu wersji pierwotnych wersji Green Day przeniósł się do Los Angeles. Najpierw nagrywali w Ocean Way Recording, a następnie przenieśli się do Capitol Studios, aby dokończyć album. Cool przyniósł wiele zestawów perkusyjnych, w tym ponad siedemdziesiąt pięć werbli. Ścieżki perkusji zostały nagrane na dwucalowej taśmie w celu uzyskania skompresowanego dźwięku i przeniesione do Pro Tools w celu cyfrowego zmiksowania z innymi instrumentami. Wszystkie ścieżki perkusyjne zostały wyprodukowane w Ocean Way Studio B, wybrane ze względu na wysoki sufit i akustyczne płytki, które dawały lepszy dźwięk. Piosenki zostały nagrane w kolejności, w jakiej pojawiają się na liście utworów. To był pierwszy taki zabieg w karierze zespołu. Każda piosenka została nagrana w całości przed przejściem do następnej. Odwrócili kolejność, w jakiej nagrywali gitary i bas (najpierw nagrywali gitary), ponieważ usłyszeli, że w ten sposób Beatlesi nagrywali piosenki. Armstrong powiedział, że momentami miał strach przed ilością pracy, którą miał przed sobą, porównując ją do wspinaczki na górę. Zespół przyjął luźne podejście do nagrywania. Przez pięć miesięcy przebywali w hollywoodzkim hotelu podczas sesji nagraniowych, gdzie często późno w nocy grali głośną muzykę, wywołując skargi. Zespół przyznał się do imprezowania podczas sesji w Los Angeles; Armstrong musiał zaplanować sesje nagrań wokalnych wokół swojego kaca. Opisał to tak: Po raz pierwszy odłączyliśmy się od naszej przeszłości, od tego, jak mieliśmy zachowywać się jako Green Day. Po raz pierwszy w pełni zaakceptowaliśmy fakt, że jesteśmy gwiazdami rocka. Ukończenie nagrywania American Idiot zajęło dziesięć miesięcy, kosztem 650 000 dolarów. Pod koniec procesu Armstrong poczuł „majaczenie” w związku z albumem: Czuję, że jestem na krawędzi czegoś z tym. […] Naprawdę czuję […], że teraz naprawdę osiągamy szczyt. Można tu zobaczyć jak panowie kończą sesję, a Billuś … płaczę jak dziecko.


Inspiracją dla American Idiot były współczesne wydarzenia polityczne w USA, zwłaszcza 11 września, wojna w Iraku i prezydentura George'a W. Busha. Na albumie są tylko dwie wyraźnie polityczne piosenki (American Idiot i Holiday), ale album rysuje przypadkowy związek między współczesnymi amerykańskimi dysfunkcjami społecznymi […] a dominacją Busha. Chociaż treść jest wyraźnie z tego okresu, to Armstrong miał nadzieję, że pozostanie ponadczasowa i stanie się bardziej nadrzędnym stwierdzeniem dotyczącym zamieszania. Billie Joe wyraził konsternację z  powodu zbliżających się wyborów prezydenckich. Czuł się zdezorientowany wojną kulturową w kraju, zwracając uwagę na szczególny podział opinii publicznej w tej kwestii. Podsumowując swoje uczucia w wywiadzie z tamtego okresu, powiedział: Ta wojna, która toczy się w Iraku, polega w zasadzie na zbudowaniu rurociągu i wystawieniu jebanego Wal-Martu. Frontman Zielonych czuł się zobowiązany do trzymania swoich synów z dala od brutalnych obrazów, w tym gier wideo i wiadomości o wojnie w Iraku i atakach z 11 września. Zauważył też podziały między amerykańską kulturą telewizyjną (o której mówił, że troszczy się tylko o wiadomości w telewizji kablowej) a światowym poglądem na Amerykę, którą można uznać za nieostrożnych podżegaczy wojennych. Basista Mike Dirnt czuł podobnie, zwłaszcza po obejrzeniu filmu dokumentalnego Fahrenheit 9/11 z 2004 roku. Nie musisz analizować wszystkich informacji, aby wiedzieć, że coś jest nie tak, że kurwa, czas na zmianę. Tré Cool miał nadzieję, że płyta wpłynie na młodych ludzi, aby głosowali na Busha, lub, jak to ujął, uczynią świat trochę bardziej rozsądnym. Wcześniej uważał, że to nie jego miejsce, aby głosić to dzieciom, ale czuł, że w wyborach w 2004 roku było tak wiele spiny, że musi. Album jest również skierowany do gigantycznych korporacji, które wykluczają małe firmy. Cool podał przykład zamykania sklepów muzycznych, gdy do miasta dociera krajowy detalista. To tak, jakbyś słyszał tylko jeden głos. Nie żeby brzmieć jak kaznodzieja, ale zbliża się do Wielkiego Brata z Roku 84 George'a Orwella - z tym, że tutaj masz dwie lub trzy korporacje, które zajmują się wszystkim.


Wspomniałem o inspiracjach muzycznych, ale myślę, że warto ten wątek rozwinąć. Mówiąc o muzycznej zawartości albumu, Billie Joe zauważył, iż American Idiot polega na przejęciu tych klasycznych elementów rock and rolla, odrzuceniu zasad, dodaniu większej ambicji i uczynieniu go aktualnym. Część nagrania albumu była próbą rozszerzenia ich znanego punkrockowego brzmienia poprzez eksperymentowanie z różnymi stylami, takimi jak nowa fala, muzyka latynoska i polka. Zespół słuchał różnych oper rockowych, w tym Tommy grupy The Who oraz The Rise And Fall Of Ziggy Stardust And The Spiders From Mars Davida Bowiego (1972). Billie był szczególnie zainspirowany Quadrophenia The Who oraz The Wall zespołu Pink Floyd. Ponadto słuchali nagrań obsady musicali na Broadwayu West Side Story, The Rocky Horror Show, Grease i Jesus Christ Superstar. Pozwolili też wpłynąć na nich współczesnej muzyce, w tym raperom Eminemowi i Kanye Westowi, a także zespołowi Linkin Park. Armstrong uważał muzykę rockową za konserwatywną branżę ze względu na sztywność, z jaką zespół musi wydać singiel, stworzyć teledysk lub wyruszyć w trasę koncertową. Czuł, że grupy takie jak hip-hopowy duet OutKast kopią rockowi tyłki, ponieważ jest tak wiele ambicji.


Na płycie zespół użył głośniejszych dźwięków gitary. Billie dodał na całej płycie utwory z gitarą akustyczną, aby wzmocnić rytmy gitary elektrycznej i bębnienie Coola. Przez większość płyty Dirnt używał wzmacniacza basowego Ampeg SVT, nagrywając z jego charakterystycznym basem Fender Precision Bass. Na albumie on i Cavallo dążyli do uzyskania solidnego, dużego, grzmiącego brzmienia basu. Dirnt przepuścił swoją gitarę basową przez Evil Twin Box, która jest podstawą jego metod nagrywania od czasów albumu Dookie. Cool używa również niekonwencjonalnych instrumentów do muzyki punkowej - kotłów, dzwonków i dzwonków-młotków - które otrzymał dzięki umowie promocyjnej z Ludwigiem. Instrumenty te są szczególnie widoczne w Homecoming i Wake Me Up When September Ends, z których ostatni zawiera afrykańską tykwę koralikową, która została przyspawana do zdalnego pedału hi-hat na potrzeby przyszłych występów na żywo. Extraordinary Girl, pierwotnie zatytułowana Radio Baghdad, zawiera tablas w intro w wykonaniu Coola. W przypadku Whatsername bębny nagrane są w pomieszczeniu przeznaczonym do nagrywania gitar w celu uzyskania suchego dźwięku. Łączny czas albumu to 57 minut muzyki. To drugi najdłuższy album w karierze grupy.


Warto też powiedzieć coś o okładce. Green Day czerpał inspirację z chińskiej komunistycznej sztuki propagandowej, którą zespół widział w galeriach na Melrose Avenue i zatrudnił artystę Chrisa Bilheimera, który zaprojektował grafikę dla poprzednich płyt Nimrod i International Superhits! by stworzyć okładkę. Zespół dążył do tego, aby okładka była jednocześnie jednolita i mocna. Okładka albumu reprezentuje polityczną treść. Po wysłuchaniu nowej muzyki na swoim komputerze Bilheimer zwrócił uwagę na tekst And she's holding on my heart like a hand grenade w utworze She's A Rebel. Pod wpływem plakatu artysty Saula Bassa do dramatu z 1955 roku Człowiek Ze Złotą Ręką Bilheimer stworzył wyciągniętą rękę trzymającą czerwony granat w kształcie serca. Chociaż czuł, że czerwień jest najbardziej nadużywanym kolorem w projektowaniu graficznym i że bezpośrednie właściwości koloru uznał za odpowiedni do użycia na okładce. Wyjaśnił jednak: Jestem pewien, że istnieją psychologiczne teorie na temat tego, że jest to ten sam kolor krwi, a zatem ma moc życia i śmierci ... A jako projektant zawsze uważam, że to coś w rodzaju wykrętki, więc nigdy nie używałem tego wcześniej. Ale nie było sposobu, żebyś nie mógł go użyć na tej okładce. Zespół również przeszedł znaczącą zmianę wizerunku i na scenie zaczęli nosić czarno-czerwone mundury. Armstrong uważał to za naturalne przedłużenie jego showmaństwa, które rozpoczęło się w dzieciństwie.


Album ukazał się 21 września 2004 roku. Wydanie jego oznaczało powrót na szczyt, notując wykresy w 27 krajach, osiągając pierwsze miejsce w dziewiętnastu krajach i sprzedając się w 16 milionach kopii na całym świecie. Album zrodził pięć udanych singli: American Idiot, Boulevard Of Broken Dreams, Holiday, Wake Me Up When September Ends (piosenka była wspomnieniem o jego ojcu, który zmarł na raka, gdy Billie Joe miał dziesięć lat) i Jesus Of Suburbia. Ale tak naprawde każda piosenka pasowałaby na singiel. American Idiot został dobrze przyjęty przez krytykę i zdobył nagrodę Grammy dla najlepszego albumu rockowego w 2005 roku. Jego sukces zainspirował musical na Broadwayu i planowaną adaptację filmu fabularnego. Pojawił się na kilku listach najlepszych albumów roku i dekady, a w 2012 roku Rolling Stone umieścił go na swojej liście 500 największych albumów wszechczasów.


No, i Bartas się totalnie w tej płycie zatracił. Wracam do niej bardzo często . Poprzeczka została postawiona bardzo wysoko. Kolejny album 21 Century Breakdown też był niezły, ale już nie miał tego czegoś. No, takiej płyty już chyba nie wydadzą nigdy. Najnowsza Father Of All Motherfuckers... hmm.... mocno średnia! Ale American Idiot to jest ARCYDZIEŁO.Jak na ludzi, którzy zawsze grali trzy, cztero - akordowe schematy to naprawdę ociera się o geniusz.







Bartas ✌

niedziela, 20 września 2020

Odetchnąć pełną piersią. Pearl Jam - "Backspacer"

Co? Znowu Pearl Jam? Bartas, to już jakaś psychoza, to już jakieś zboczenie zawodowe! Czy Ty już naprawdę nie wiesz, o czym pisać? Wiem, ale taką psychozę to ja lubię. Zwłaszcza jeśli jest to psychoza na punkcie Queen czy Pearl Jamu oraz Beatlesów i Floydów. Dzisiaj będzie o albumie, który ukazał się 20 września 2009 roku i pamiętam.. że był to - w moim odczuciu - najlepszym albumem Pearl Jam od czasów Yield. Powiem szczerze, że (najsłabszy) Binaural oraz (średni) Riot Act doceniłem dopiero po latach. Czułem, że te albumy (z małymi wyjątkami) to jakieś wypalenie się muzyków ze Seattle. O ile Riot Act doceniłem jako całość jakieś osiem lat temu, o tyle Binaural dopiero po pamiętnym koncercie dwa lata temu w Krakowie, gdy zaczęli swój występ Of The Girl. Album Backspacer (bo taki nosi tytuł) już przy pierwszym odsłuchu był dla mnie radosnym doświadczeniem, nagrana na totalnym spontanie. Ale jak do tego doszło? ;)


W roku, po zakończeniu trasy promującej Avocado, członkowie zespołu zaczęli samodzielnie nagrywać materiał demo na nowy album, pozostając w kontakcie mailowym. Mike, Stone i Matt sporadycznie testowali coś tam sobie razem, w oddzielnych sesjach. Zostali też w tym czasie zaproszeni do nagrania ścieżki dźwiękowej do Reign Over Me, wykonując cover The Who Love, Reign o'er Me. Zatrudnili starego kumpla producenta Brendana O’Briena. No, i to ponowne spotkanie zaowocowało myślą o pracy nad nowym albumem. Muzycy dali tym razem koledze więcej swobody, by mógł określić brzmienie ich płyty. Przy pracy na poprzednich albumach nie miał lekko. Mawiał często to świetny numer, ale zmieńcie tonację. Zespół uparcia stawiał na swojej wersji. Tak było i z Brucem Springsteenem, który w 2007 roku wydał świetny album Magic, a którego produkował właśnie O’Brien. Muzycy Pearl Jam stwierdzili, że chyba też powinni tak zrobić jak Boss. 


Zaczęli pracę nad albumem w maju roku 2008, tworząc dema w swoim ukochanym Seattle. Mieli już wówczas pięć piosenek, które dopracowywali latem. W grudniu pojawiły się dodatkowe dema, gdy cały zespół (oprócz Eddiego) udał się do domu Jeffa w Montanie. W lutym 2009 zaś Pearl Jam udał się na dwutygodniową sesję w Henson. To był pierwszy raz od dłuższego czasu, odkąd grupa spędziła czas na nagrywaniu poza Seattle, konkretnie od czasu nagrania w 1996 roku No Code, o którym już pisałem na łamach niniejszego bloga. Był to pomysł Brendana, za który byli mu bardzo wdzięczni, że mogli wyjść z tej strefy komfortu. I to było jednym z głównych powodów, że ten album jest właśnie taki radosny. Ukończenie albumu zajęło w sumie trzydzieści dni w studiu. 


Album nazwano Backspacer. Dlaczego tak? Po części z nostalgii za historyczną nazwą backspace na maszynach do pisania, który wyszedł z użycia w latach pięćdziesiątych. a także jako odniesienie do spojrzenia wstecz na swoje życie. Poza tym Vedder jest znany z używania maszyn do pisania podczas pisania tekstów i listów. Niegdyś powiedział: Backspacer oznacza właściwie to, ze musisz cofnąć się i spojrzeć na swój błąd.” Z kolei Gossard powiedział, że Na tej płycie są pewne retrospektywne nastroje, w których Ed patrzy zarówno na swoją przeszłość, jak i przyszłość. Tytuł albumu Backspacer był również używany do nazwy żółwia skórzastego, który był sponsorowany przez Pearl Jam dla Conservation International i National Geographic's Great Turtle Race. McCready dodaje, że Backspacer jest swego rodzaju zwięzłą, zwięzłą, rock'n'rollową płytą z elementami popu lub może nowej fali ... To naprawdę szybka płyta, ale lubię ten element podoba mi się rzadkość piosenek i sposób, w jaki Brendan zebrał nas razem i sprawił, że graliśmy tak dobrze, jak tylko mogliśmy. 


Wspomniałem już, że ta płyta nagrana był dość spontanicznie i to również przełożyło się na teksty utworów. Rzeczywiście są one bardziej pozytywne, niż na poprzednich albumach. Eddie stawał się coraz lepszym tekściarzem. Przypisał wybór prezydenta Obamy jako inspirację do optymistycznych tekstów. Jak sam przyznał: Przez lata starałem się być pełen nadziei w tekstach i myślę, że teraz będzie łatwiej. Zaś Stone dodał, iż zespół w przeszłości zrobił kilka numerów o zabarwieniu politycznym, a w szczególności Binaural oraz Riot Act,  a samo odejście od tego było świetne, bo odmóżdżyło nieco zespół. Edek na pisania każdej piosenki poświęcił nie więcej niż pół godziny czasu. Utwór Gonna See My Friend nazwał narkotykową piosenką, ale rozwinął myśl, że piosenka jest o pójściu do przyjaciela, aby nie brać narkotyków. Z kolei Got Some” to rzecz o handlarzu narkotyków, ale to, co sprzedaje dealer, jest w rzeczywistości świetną piosenką rockową. Johnny Guitar, będące hołdem dla Elvisa Costello, to inspiracja kolażem albumów wklejonych na ścianie łazienki w sali prób zespołu. Wokalista zauważył okładkę albumu Johnny’ego “Guitar” Watsona z 1979 roku What The Hell Is This? Wyobraził sobie mężczyznę, którego pociąga jedna z wielu kobiet na okładce, a potem zastanawiał się, dlaczego ta kobiera wolałaby być jedną z wielu kobiet Watsona, zamiast tej jedynej. Just Breathe (utwór przy którym fani Pearl Jam najczęściej uprawiają seks) jest z kolei o tym, że warto się zatrzymać. Absolutną perełka na albumie i moim marzeniem, by zespół zagrał ją na koncercie to utwór Unthought Known. Dotyczy on ludzkiej psychiki i daje nadzieje na lepsze. Supersonic opowiada o miłości do muzyki, a Speed ​​Of Sound jest napisany z perspektywy mężczyzny wciąż siedzącego w barze po tym, jak wszyscy inni wyszli. I chociaż piosenka jest smutna, staje się weselsza, gdy gra ją cały zespół razem. Force Of Nature dotyczy związku dwojga ludzi, w którym jedna strona nie jest w stanie wytrzymać i zaakceptować błędów drugiej. Tak zupełnie na marginesie: pamiętacie z YouTube’a taki filmik pt: ukryty w polski w piosenkach zagranicznych? Leci mix różnych kawałków i polskie napisy. Zawsze wyję z tego ze śmiechu. W Force Of Nature mam wrażenie, jakby Edek wyśpiewał jedno polskie słowo CZĘSTO! Chodzi o ten fragment piosenki: Common Man he don't stand a chance no. Czyli chance no brzmi jak często. To taka dygresja. A The End Vedder nazwał bolesna piosenką o miłości.


W oczy rzuca się także ciekawa grafika. a nią zajmował się rysownik redakcyjny Dan Perkins, który nosi pseudonim Tom Tomorrow. Perkins spędził sześć miesięcy pracując nad grafiką. W 2009 roku Village Voice Media, wydawcy 16 alternatywnych tygodników, zawiesili wszystkie syndykowane kreskówki w całej swojej sieci, w tym taśmę Perkinsa This Modern World. Perkins stracił dwanaście tysięcy klientów w miastach, w tym w Los Angeles, Minneapolis, Nowym Jorku i Seattle, co skłoniło jego przyjaciela - Veddera - do wysłania listu otwartego na stronie internetowej Pearl Jam w celu poparcia rysownika. Perkins określił dzieło jako sny i wspomnienia, podczas gdy Gossard określił je jako dziwaczny światowy krajobraz snów. Okładka albumu zawiera dziewięć obrazów stworzonych przez Perkinsa. Została ujawniona w konkursie na oficjalnej stronie zespołu. Dziewięć obrazów zostało ukrytych na różnych stronach internetowych, a w ramach konkursu zwrócono się do Internautów z prośbą o wyszukanie witryn zawierających obrazy, przy czym obrazy po ich kliknięciu były umieszczane w witrynie Pearl Jam. Po znalezieniu wszystkich zdjęć użytkownicy zostali nagrodzeni wersją demonstracyjną utworu Speed ​​Of Sound.


Czy grunge i cała ta filozofa musi być ciągle smutna (choć piękna) i pełna buntu? Oczywiście, że nie. I tym zespół to pokazał. Album jest niedługi, bo niecałe 38 minut. Uwielbiam go słuchać w pogodne dni - zarówno pod względem atmosferycznym, jak i psychicznym. Bardzo udana pozycja. Polecam.







Bartas✌


czwartek, 17 września 2020

Goniąc za marzeniami. Into The Wild

Czy naprawdę myślicie, że w kręgu moich zainteresowań jest tylko i wyłącznie muzyka? To prawda, ten blog powstał z miłości do muzyki. Ja muzyką żyję nią na co dzień, oddycham, myślę i czuję. Ona pozwlaa mi przetrwać najgorsze chwilę w moim życiu, jak i te radosne. Ale myślę, że nie byłoby tekstów piosenek, gdyby nie inne dziedziny sztuki, takie jak film czy literatura. To się wszystko z sobą wiążę. Kocham słuchać muzyki, ale również kocham czytać dobre książki i wartościowe filmy. To inspiruje i kształtuje człowieka, jego osobowość i wrażliwość. Tak, kocham dobre filmy. I gdyby mnie ktoś zapytał o ranking najlepszych filmów, jakie w życiu widziałem to ten, o którym dziś chcę Wam napisać byłby bez wątpienia w ścisłym TOP 3. Pierwszym jest Lot Nad Kukułczym Gniazdem ze wspaniałą kreacją Jacka Nicholsona, drugim ukochanym filmem jest Filadelfia z równie wybitną kreacją Toma Hanksa, zaś trzecim … Into The Wild, w polskim tłumaczeniu Wszystko Za Życie w reżyserii Seana Penna ze wspaniałą ścieżką dźwiękową autorstwa wokalisty jednego z moich najbardziej ukochanych zespołów, czyli Pearl Jam - Eddiego Veddera. Oj, Bartas, pomyślicie, znowu ten Pearl Jam, znowu ten Eddie. No, tak się jakoś to wszystko pięknie poukładało, że ten film i ta muzyka się ze sobą mocno scalają. I będzie dziś o jednym, jak i o drugim.


Zacznijmy może od samego filmu. Into The Wild jest amerykańskim filmem biograficznym wyreżyserowanym - jak wspomniałem - przez Seana Penna na podstawie powieści o tym samym tytule autorstwa Jona Krakauera, wydanej w roku 1996. Miał swoją premierę podczas Rome Film Fest w 2007 roku, a później w Fairbanks na Alasce 21 września 2007 roku. Szybko zdobył uznanie krytyków i zarobił 56 milionów dolarów na całym świecie. Zasłużenie został nominowany do dwóch Złotych Globów i zdobył nagrodę dla najlepszej piosenki: Guaranteed Eddiego Veddera. Był również nominowany do dwóch Oscarów: najlepszy montaż i najlepszy aktor drugoplanowy. 


Jest to opowieść o człowieku imieniem Christopher McCandless, zwany także Alexander Supertramp, który wędrował przez Amerykę Północną do pustkowia Alaski. W filmie występują Emile Hirsch jako McCandless, Marcia Gay Harden i William Hurt jako jego rodzice; występują również Jena Malone, Catherine Keener, Brian Dierker, Vince Vaughn, Kristen Stewart i Hal Holbrook. W maju 1990 roku, chłopak ukończył z wyróżnieniem Uniwersytet Emory. Wkrótce potem odrzuca swoje konwencjonalne życie, niszcząc wszystkie swoje karty kredytowe i dokumenty tożsamości. Prawie wszystkie swoje oszczędności przekazuje Oxfam i wyrusza na przejażdżkę swoim Datsun 210 na przełaj, aby doświadczyć życia na pustyni. Nie mówi swoim rodzicom, Waltowi i Billie, ani siostrze Carine, co robi ani dokąd się wybiera. Odmawia utrzymywania z nimi kontaktu. W Lake Mead samochód McCandlessa wpadł w gwałtowną powódź, przez co porzucił go i zaczął jeździć autostopem. Spala resztki gotówki i przyjmuje nowe imię: Alexander Supertramp. W północnej Kalifornii McCandless spotyka parę sympatycznych hipisów o imieniu Jan Burres i Rainey. Rainey mówi McCandlessowi o jego nieudanym związku z Janem, który McCandless pomaga ożywić. We wrześniu McCandless przybywa do Kartaginy w Południowej Dakocie i pracuje dla firmy zajmującej się zbieraniem owoców, której właścicielem jest Wayne Westerberg. Jest zmuszony odejść po aresztowaniu Westerberga za piractwo satelitarne.


W grudniu 1991 roku Supertramp przybywa do Slab City w Imperial Valley i ponownie spotyka hippisów Jana i Raineya. Tam poznaje również Tracy Tatro, nastoletnią dziewczynę, która wykazuje zainteresowanie naszym bohaterem, ale on odrzuca ją, ponieważ jest niepełnoletnia. Po wakacjach postanawia kontynuować podróż na Alaskę. Miesiąc później, obozując w pobliżu Salton City, Christopher spotyka Rona Franza, emerytowanego wdowca, który stracił rodzinę w wypadku samochodowym, gdy służył w armii Stanów Zjednoczonych. Spędza czas w warsztacie jako rzemieślnik amator. Franz uczy McCandlessa rzemiosła kaletniczego, w wyniku czego powstał pasek, który szczegółowo opisuje podróże McCandlessa. Po spędzeniu dwóch miesięcy z Franzem, chłopak decyduje się wyjechać na Alaskę, pomimo tego, że Franz bardzo zbliżył się do chłopaka. Na pożegnanie Franz daje mu swój stary sprzęt kempingowy i podróżny, wraz z ofertą adopcji go jako jego wnuka, ale Chris po prostu mówi mu, że powinni porozmawiać o tym po powrocie z Alaski.


Następnie nasz niestrudzony bohater podróżuje po rzece Kolorado i chociaż strażnicy parku powiedzieli mu, że nie wolno mu pływać kajakiem po rzece bez licencji, ignoruje ich ostrzeżenia i wiosłuje w dół rzeki, aż w końcu dociera do Meksyku. Tam jego kajak ginie w burzy piaskowej i pieszo przedostaje się z powrotem do Stanów Zjednoczonych. Nie mogąc złapać stopa, podróżuje pociągami towarowymi do Los Angeles. Jednak niedługo po przybyciu zaczyna czuć się zepsuty przez współczesną cywilizację i postanawia wyjechać.


Cztery miesiące później, w porzuconym autobusie przedstawionym na początku filmu, życie McCandlessa staje się trudniejsze, a on podejmuje kilka niefajnych dla niefo decyzji. Próbuje żyć z ziemi i poluje za pomocą karabinu na dużego łosia, ale staje się bardzo zrozpaczony, gdy odkrywa, że ​​nie może zachować mięsa i psuje się w ciągu kilku dni. Gdy jego zapasy maleją, zdaje sobie sprawę, że natura jest obojętna. Po jakimś czasie konkluduje, że prawdziwe szczęście można znaleźć tylko wtedy, gdy dzieli się je z innymi i stara się powrócić z dzikiej przyrody do swoich przyjaciół i rodziny. Jednak odkrywa, że ​​strumień, który przekroczył zimą, stał się szeroki, głęboki i gwałtowny z powodu roztopów i nie jest w stanie przekroczyć. Zasmucony wraca do autobusu. W desperackim akcie jest zmuszony zbierać i jeść korzenie i rośliny. Myli podobne rośliny i zjada trującą, w wyniku czego zachoruje. Umierając powoli, nadal dokumentuje swój proces samorealizacji i wyobraża sobie, jak by to wyglądało, gdyby udało mu się wrócić do rodziny. Pisze pożegnalny list do świata i wczołguje się do swojego śpiwora, by umrzeć. Dwa tygodnie później jego ciało zostało znalezione przez łowców łosi. Wkrótce potem Carine wraca do Wirginii z prochami brata w plecaku.


Czego mnie nauczył ten film? Pokazał mi wszystkie najpiękniejsze wartości życiowe. Mieć jest ok, ale chyba lepiej jest być - kochać ludzi, czynić dobro, spełniać marzenia, poznawać świat i ciekawych inspirujących ludzi, niekoniecznie zanurzonych w nieustającym pędzie cywilizacji. To nie ekstremalne kino akcji. Nie ma w tym film sen morderstw czy seksu. Może niektórzy będą tym faktem zawiedzeni. Ale czy zawsze te elementy muszą w filmie istnieć, by miał on przesłanie? Film może być też pewną przestrogą: mimo marzeń o zwiedzaniu całego świata, warto po jakimś czasie wrócić do rodziny i najbliższych. Chrisowi się to nie udało. Nie oceniam go. To los nie był mu przychylny.  Podziwiam go, bo przeżył fantastyczną przygodę, wiele się ucząc. 


Oprócz filmu jest też wspaniała muzyka. Jak doszło do tego? Reżyser osobiście wybrał Eddiego. Wokalista Pearl Jam wcześniej miał do czynienia z filmem i ścieżką dźwiękową. Penn poznał Veddera podczas kręcenia Walking Dead Man. Później Ed wykonał piosenkę You've Got To Hide Your Love Away Beatlesów do filmu I Am Sam z 2001. Wybór Penna był oczywisty. Piosenki do ścieżki dźwiękowej zostały nagrane w 2007 roku w Studio X w Seattle w stanie Waszyngton. Vedder współpracował z producentem Adamem Kasperem, który wcześniej pracował nad albumem Pearl Jam Riot Act z 2002 roku i Avocado z 2006 roku. Album został zmiksowany przez Kaspera i Veddera. Po obejrzeniu wstępnej wersji Into the Wild, Vedder szybko zabrał się do pisania piosenek do filmu. Po trzech dniach dał Pennowi szereg materiałów do pracy. Penn umieścił w filmie to, co dał mu Ed, a następnie wokalista Pearl Jam zaczął pracować nad większą ilością materiału, który Penn mógł dodać do filmu. Proces nagrywania muzyk określa jako fabrykę, w której tak naprawdę wszystko stało się szybkie i spontaniczne. Piosenki Veddera napisane na potrzeby filmu mają ludowe brzmienie. Vedder jest głównie odpowiedzialny za piosenki w filmie, a kompozytor muzyki filmowej Michael Brook jest uznawany za komponowanie oryginalnej muzyki do filmu. Vedder powiedział: Michael dokonał świetnych wyborów, jeśli chodzi o sposób, w jaki zaaranżował partyturę… Nasze utwory dobrze ze sobą współgrały, ponieważ nie podchodziliśmy do tego w sposób zapewniający, że te elementy układanki pasują. Po prostu to zrobili. Eddie współpracował z piosenkarzem i autorem piosenek Jerrym Hannanem przy utworze Society, napisanym przez Hannana. Piosenki Eddiego w znakomity sposób pomagają opowiedzieć historię tego naszego wędrownika. Vedder powiedział, iż zdał sobie sprawę, że piosenki mogą teraz stać się kolejnym narzędziem w opowiadaniu historii.  Pisząc piosenki o McCandlessie, Vedder stwierdził także iż: To było zaskakujące, jak łatwo było mi wejść do jego głowy. czuć się nieswojo, jakie to było łatwe, ponieważ myślałem, że dorosłem. Cały Ed i jego filozfia. 


Nie widzieliście filmu? Nie słuchaliście muzyki? Koniecznie nadróbcie zaległości. Niech każdy sam w duchu indywidualnie przeżyje ten film. I muzykę.





Bartas✌

 

 

 


35 lat temu ukazał się jeden z najlepszych debiutów w historii muzyki - "Ten" grupy Pearl Jam.

  Po śmierci Andy’ego Wooda Gossard i Ament zawiesili działalność. W czasie tej separacji Gossard spędził swój czas na pisaniu materiałów, k...