niedziela, 11 lipca 2021

35 lat temu Queen zagrali swój kultowy koncert na stadionie Wembley. Czy rzeczywiście najlepszy?

W lipcu 1986 roku Queen powrócili na stadion Wembley. Do miejsca, w którym rok wcześniej odbyło się słynne Live Aid, na którym muzycy dali jeden ze swoich najlepszych koncertów życia. Występ spowodował ożywienie kariery i powrót na właściwe, godne Królowej, tory. Udało się, ale nie spoczęli na laurach. Wiedzieli, że w tym szczególnym miejscu muszą zagrać jeszcze raz tak dobrze, jak poprzednio, bo w przeciwnym razie stracą tę równowagę. Nie musieli się jednak o nic martwić. Nie tylko dzięki występowi na Live Aid. Mieli na koncie kolejny album,
A Kind Of Magic, i ścieżkę dźwiękową do filmu Nieśmiertelny Russella Mulcahy'ego. Okazał się one numerem jeden. Stadion Wembley stał się ich domem i stał przed nimi otworem. Zainteresowanie koncertem było tak ogromne, że występ rozłożono na dwa wieczory. Proponowano także trzeci dzień, ale niestety okazało się to niewykonalne. W zamian za to ich wieloletni tour manager Harvey Goldsmith zaproponował występ w Knebworth Park pod koniec trasy. Nikt się nie spodziewał, że będzie to ostatnia trasa Queen w oryginalnym składzie. 


Ze względów sentymentalnych do tego miejsca, jakim jest Wembley Stadium, zdecydowano, że koncerty zostaną sfilmowane i nagrane. Nie było jednak tego w planie od samego początku ani wydania go w formie kasety wideo, ani albumu koncertowego. Edycja spektaklu została pokazana w telewizji i zatytułowana Real Magic. Była to wersja, która pierwotnie wydana została w grudniu 1990 na VHS. Dwa lata później został wydany z tego album koncertowy. Oba wydawnictwa dość mocno różnią się od siebie. Wersja VHS jest mocno skrócona w stosunku do wersji audio. Ta druga zawiera niemal cały zapis koncertu z wyjątkiem minutowej kody wyciętej niewytłumaczalnie z Tutti Frutti. Nie wycięli zaś jej wersji video. Pełny zapis tego kultowego koncertu został przywrócony na DVD i CD w czerwcu roku 2003. 


Podczas całej trasy Magic Tour Queen grali te same utwory. Głównie z płyty, którą aktualnie promowali. Całkowitą świeżynką wówczas był przepiękny Who Wants To Live Forever. Gdy popatrzymy na publikę to zauważymy, że mało kto zna ten numer. Nie zabrakło też utworów z lat 70-tych, w tym także zapomniany nieco, mocno stadionowy numer, In The Lap Of The Gods … Revisited. oraz intro do Liar przed Tear It Up. Zagrali też kilka coverów, takich jak: (You're So Square) Baby I Don't Care, Hello Mary Lou (Goodbye Heart), Tutti Frutti czy Gimme Some Lovin’. Była to dla nich sentymentalna podróż do początków, gdy grali w klubach za piwko i chleb, wykonując te covery. Nie zabrakło upragnionego Bohemian Rhapsody i - w finale - We Are The Champions. Forma muzyków między jednym, a drugim wieczorem dość mocno się różni. Niestety nie ma oficjalnego wydawnictwa z zapisem z 11 lipca. Można obejrzeć albo pirackie wydania albo małe fragmenty, które zostały dołączone jako dodatki do wersji DVD. Jako (samozwańczy czy nie) znawca i spec od Queen, powiem Wam, że ten z 11 lipca jest znacznie lepszy. Głos Freddiego brzmi lepiej. W pewnym momencie spadł deszcz, a Freddiego dorwała głupawka. Założył sobie foliowy worek na głowę. Trzeba jednak przyznać, że call and response lepszy jest z 12 lipca. On właśnie przeszedł do historii. Ten z poprzedniego wieczora jest dość nudny i molowy. Na drugim koncercie muzycy byli bardzo spięci. A to dlatego, że po pierwszym wieczorze dość mocno zabalowali. Odbiło się to dość mocno na jakości prezentowanej muzyki. Freddie z początku dość mocno chrypi. Później jednak gardło na tyle dobrze rozgrzał, że dał radę poprowadzić wszystko do samego końca. Przepięknie wyszło Love Of My Life i Is This The World We Created?. Grali unplugged, zanim to było modne. Mimo początkowych problemów z głosem, Freddie świetnie dał radę w Impromptu. Widać jak wskazuje palcem na kolegów, dając do zrozumienia: dawajcie dalej, zrobię to!


Bądźmy szczerzy - nie jest to najlepszy występ w karierze Królowej. Gdy zapytasz przeciętnego Kowalskiego o Queen to pierwsze skojarzenie, jakie mu się nasunie z tym zespołem to właśnie ich koncert na Wembley. No, bo tak jest. Koncert owiany kultem. Mimo jednak swych niedoskonałości wciąż ma on pewne miejsce w sercach fanów. Było to pierwsze wydanie albumu na żywo z jednego koncertu. W 1986 roku Queen opanowali do perfekcji występy na światowych arenach, a Freddie był gotów przypomnieć wszystkim, że jest niekwestionowanym frontmanem rocka. Szkoda, że była to już ostatnia trasa 😔








Bartas✌


niedziela, 27 czerwca 2021

Historia Woodstock '69 - Festiwalu, który zmienił oblicze Ameryki, Świata oraz muzyki. Część pierwsza - "to miał być tylko biznes".

Drodzy Czytelnicy Bartasowego Kuferka! 😍 Otwieram nową świecką tradycję na swoim blogu - Historia Festiwalu Woodstock '69 w odcinkach. Temat Woodstocku Amerykańskiego przewija się przez naszą Domową Orkiestrę. Nieustannie proszę/namawiam Jurka na zrobienie kartkówki z wiedzy o tym Festiwalu, przez co jestem uznawany przez Niego za kujona. Mój Przyjaciel Jakub zwany “Sponsorem” pięknie pisze na swoim blogu o naszym Najpiękniejszym Festiwalu Świata. Poczytajcie. Powiem Wam, że zainspirował mnie do tego, bym ja mógł pisać krótsze lub dłuższe ciekawostki właśnie na temat Woodstocku '69, bo strasznie się nim jaram, o czym i Jurek i inni pewnie wiedzą. Będzie to w odcinkach. Gdzieś tam między innymi wpisami. Tak, aby nie było monotonii, a mój Czytelnik nie czuł się znudzony. Jesteście gotowi? Usiądźcie wygodnie, zaparzcie sobie dobrej kawy lub herbaty i … przenieście się razem ze mną do Lata Miłości 69.


Michael Lang - twórca Festiwalu.
Twórcami festiwalu byli: Michael Lang, John Roberts, Joel Rosenman i Artie Kornfeld. Z początku nie miał być to darmowy festiwal, lecz jakiś dobry biznes muzyczny. W prasach pojawiły się ogłoszenia, które miały na celu zachęcenie ludzi do podjęcia współpracy w tym projekcie. Na ogłoszenie odpowiedzieli Artie Kornfeld oraz Michael Lang. Mieli już spore doświadczenia w tym zakresie, będąc promotorami i organizatorami choćby Miami Pop Festival, gdzie frekwencja odbiorców wynosiła 100 tysięcy osób. Jak wspomniałem - nie miał być to od razu festiwal. Zaproponowano utworzenie studia nagrań. Stwierdzono jednak, że lepszym rozwiązaniem będzie organizacja festiwalu, na którym wystąpiliby bardzo popularni, jak i ci nieznani artyści. Zaczęli. Pierwszym zespołem, który na to poszedł był Creedence Clearwater Revival. Podpisał kontrakt w kwietniu 1969 roku, zgadzając się, żeby zagrać za 10 tysięcy dolarów.

Bilety

Bilety kosztowały 18 USD w przedsprzedaży i 24 USD w dniu koncertu. Kupowano je głównie w sklepach muzycznych lub  poprzez skrzynkę pocztową w Radio City Station Post Office, na Manhattanie. Sprzedano 186 tysięcy biletów. Co się stało później? Młodzież hippisowska staranowała ogrodzenia, nie mając biletów. Organizatorzy byli totalnie w ciemnej dupie. Liczba uczestników sięgała ponad 400 tysięcy. Wtedy stała się rzecz niezwykła, która zmieniła oblicze muzyki, Ameryki i świata. Informacja ze sceny od organizatorów: OD TEJ CHWILI TEN FESTIWAL JEST DARMOWY. A tym, którzy zakupili bilety pieniądze zostały zwrócone. Proszę, jaka sprawiedliwość społeczna. Nie tylko darmowy festiwal, ale ogromna troska organizatorów o uczestników. Dlaczego? Choć festiwal, mimo braku logistyki i regulaminu, przebiegał ze względnym pokoju i zgodzie, nie obyło się bez tragedii. Ktoś został pobity, jedna osoba zmarła po przedawkowaniu dragów, ktoś został rozjechany przez traktor, ktoś spadł ze sceny, trzy kobiety poroniły. No, cóż... ludzie są różni i to może wydarzyć się wszędzie.


Farma Maxa Yasgura w Bethel.
Warto nadmienić, że Festiwal pierwotnie miał odbyć się 15 lipca 1969 roku na 120 ha Mills Industrial Park w mieście Wallkill, w stanie Nowy Jork. Wynajem kosztował organizatorów 10 tysięcy dolarów. Niestety warunek urzędników był taki, że w imprezie wziąć udział może mniej niż 50 tysięcy osób. Nie zgodzono się na to. Mieszkańcy zażądali, by urzędnicy uchwalili akt prawny wymagający pozwolenia na większą ilość uczestników. Kuriozalną sprawą okazały się przenośne toalety. Stwierdzono, że koncert się nie odbędzie. No, i co teraz? Na wariackich papierach szukali miejscówki. I znaleźli poczciwego człowieka, których ich przygarnął. Był to niejaki Max Yasgur - hodowca bydła mlecznego, miał swoją farmę w Bethel, w stanie Nowy York. Warunki były naprawdę dogodne. Klimatem przypominał ogromny amfiteatr. Czasu na organizacje nie mieli za wiele. Na szczęście - udało się!

Konstrukcja sceny.
Żeby Festiwal mógł się odbyć, a artyści na nim wystąpić, potrzebne było dobre nagłośnienie i światło na scenie. Dźwięk został opracowany przez inżyniera Billa Hanleya. Zbudował specjalne kolumny głośnikowe na wzgórzach i miał 16 zestawów głośnikowych na kwadratowej platformie prowadzącej na wzgórze na 21 metalowych wieżach. Za sceną znajdowały się trzy transformatory dostarczające prąd o natężeniu 2000 amperów do zasilania układu wzmacniającego. Oświetlenie zaś zostało zaprojektowane przez projektanta oświetlenia i dyrektora technicznego E.H. Beresforda „Chip” Moncka. Monck został zatrudniony do zaplanowania i zbudowania inscenizacji i oświetlenia. Harował nad tym jak wół przez 10 tygodni, inkasując za to 7000 dolarów. Niestety wiele z jego planów zostało odrzuconych, gdy promotorom nie pozwolono korzystać z oryginalnej lokalizacji w Wallkill w stanie Nowy Jork. Dach sceny, który został zbudowany w krótszym czasie, nie był w stanie utrzymać wynajętego oświetlenia, które nie było używane pod sceną. Jedyne światło na scenie pochodziło z reflektorów. Monck pełnił nie tylko rolę oświetleniowca, ale także mistrza ceremonii Festiwalu. To właśnie z jego ust padły słowa o darmowym Festiwalu. Prosił także o bezpieczeństwo, dbanie o siebie oraz przestrzegał przed tymi, którzy handlują dragami. Woodstockowicze, coś Wam to przypomina? 😉

Ciąg dalszy opowieści nastąpi. Podobało się? Piszcie w komentarzach
Peace, love and music😊







Bartas✌

czwartek, 3 czerwca 2021

To Takie Czary. 35 lat temu ukazał się album "A Kind Of Magic" grupy Queen

Jakie to szczęście, że zespół Queen zgodził się wziąć udział w legendarnym koncercie charytatywnym Live Aid na stadionie Wembley 13 lipca 1985 roku. Ich zaledwie 25 minutowe show przeszło do historii i uznawane jest po dziś dzień za najepsze z pośród tych wszystkich krótkich koncertów live. Muzycy przyćmili tamtego dnia inne wielkie gwiazdy i udowodnili innym i sobie, że nadal drzemie w nich wielki potencjał. Wcześniej atmosfera była dość napięta. Nie było mowy o rozpadzie, ale zespół czuł totalne wypalenie. Wydali płytę
The Works, która miała być powrotem do korzeni, a potem ruszyli w trasę promującą album. Najwięcej spiny było podczas japońskiego tourne. Do tego stopnia, że rozkminiali czy nie zrobić sobie dłuższej przerwy. Sprawy potoczyły się inaczej. Wzięli udział w Live Aid i na nowo odzyskali siły twórcze. 

Niedługo po tym zgłosił się do Queen reżyser filmowy Russell Mulcahy z propozycją nagrania muzyki do filmu który właśnie kręcił - Highlander. Utwory Queen już wcześniej wykorzystywano w różnych obrazach, takich jak choćby Strip-per, Revenge Of The Nerds, Iron Eagle czy omawiany już wcześniej na łamach mojego bloga - Flash Gordon. Mulcahy w jednym z wypowiedzi tak wspomina to zdarzenie: Gdy kręciłem ten film, doszedłem do wniosku, że na całym świecie istnieje tylko jeden zespół, który może napisać do niego muzykę. To oczywiście był Queen. Oni zawsze byli mistrzami w komponowaniu takich majestatycznych, potężnych hymnów, a mojemu filmowi potrzebna była tego typu energia. Poza tym byłem fanem Queen od zawsze i strasznie chciałem z nimi pracować. Podobnie jak w przypadku Flash Gordon muzycy obejrzeli kilka minut surowego materiału i bardzo im się spodobał. A już najbardziej Brianowi, który sam jechał samochodem w ciemną noc z pokazu i napisał do tego temat miłosny. Warto jednak zaznaczyć, że wspomniany już kilkakrotnie Flash Gordon był typową ścieżką filmową. W przypadku tego albumu zespół nie chciał się skupiać na dwóch osobnych projektach - ścieżka dźwiękowa i pełnoprawny album. Zdecydowano, że należy nagrają takie piosenki, które będą pasować zarówno do obrazu filmowego, jak i no muzyki Queen. Niemniej jednak wersje utworów różnią się od siebie długością i aranżem. Album został nazwany A Kind Of Magic. Tytuł wziął się z jednej ze scen w filmie, w którym główny bohater ratuje z rąk hitlerowców osieroconą dziewczynkę - Rachel - osłaniając ją własnym ciałem. Zdziwiona stwierdza: Ty żyjesz! Na co on odpowiada: ciiii, to takie czary! (ang: it’s a kind of magic). Nie będę spoilerował. Obejrzyjcie sami, bo warto. Jak stwierdził Roger - To mocny film! Russell Mulcahy odstawił kawał dobrej roboty.


Odpalamy płytę i mamy świetny rockowy hicior One Vision. Piosenka powstała niemalże zaraz po ogromnym sukcesie Live Aid. Najbardziej podjarał się Freddie. Zgarnął całą resztę bandy do studia, by napisać nową piosenkę. One Vision podpisane jest jako Queen, ale główna idea tekstu utworu pochodzi od Rogera. Perkusista inspirował się przemową słynnego kaznodziei dr Martina Luthera Kinga - I had a dream. Układanie samego tekstu szło im mozolnie, ale sprawiło masę radochy, o czym możecie się przekonać oglądając Making Of. We wstępie do utworu wykorzystano syntezator Kurzweil K250. Producent albumu Reinhold Mack przyznał, że Freddie chciał, by utwór miał mnóstwo dziwnych i odjechanych dźwięków. Pewnego ranka wszedł do studia i zaczął samplować niektóre partie wokalne Mercury’ego ze syntezatorem, bawił się nimi, tworząc zmianę tonu w dół i stosując różne efekty do niego. Zakończenie numeru zostało wykonane w podobny sposób. Aby stworzyć potężne brzmienie gitary, Brian May użył swojego niestandardowego modułu zniekształceń Pete'a Cornisha do przetworzenia dzwięku gitary, zanim został przepuszczony przez parę wzmacniaczy Vox AC30 z prostym opóźnieniem. Gitara, której używał to oczywiście jego słynna Red Special. Chórki składały się z trzyczęściowych harmonii z okazjonalną czwartą częścią, z których każda była śpiewana i nagrywana trzykrotnie przez trzech członków zespołu. To, według Macka, nadało piosence bardzo pełny, ostateczny dźwięk. Wszystkie wokale, w tym główna część wokalna Mercury'ego, zostały nagrane mikrofonami AKG C414. Sekcja rytmiczna w środku utworu to zestaw perkusyjny Simmons uruchamiany przez automat perkusyjny LinnDrum, wraz z kilkoma prawdziwymi bębnami granymi na górze - aby pogrubić dźwięk werbla i uczynić go bardziej ciętym, werbel Simmons został samplowany z prawdziwym werblem. Jeśli chodzi o nagrywanie, przez cały czas wykorzystano trzy taśmy wielościeżkowe (ponieważ proces był dość niejasny), z których dwie zostały użyte do miksowania – Studer A80 i A800. Piosenka została zmiksowana na cyfrowym stereo Mitsubishi X80, Sony PCM-F1 i Studer A810. Pogłosy używane podczas miksowania obejmują EMT 252 (na programie nieliniowym), EMT 140 (na bębnie basowym), symulator pokoju Quantec i Lexicon 224 (bramkowany pogłos). Piosenka została wydana na singlu listopada 4 1985 roku. I co ciekawe - nie została wykorzystana w Highlanderze, ale w filmie Iron Eagle.


Idąc dalej mamy utwór tytułowy. Jak już wspomniałem fraza wzięła się ze sceny z filmu. Tak bardzo spodobało się to autorowi tekstu, Rogerowi, że wykorzystał ją jako inspirację do piosenki. W tekście pojawiają się nawiązania do filmu: one prize, one goal; no mortal man  i there can be only one. Wersja filmowa jest tą pierwotną. Brian uznał ją za dość ponurą i ciężką. Wersja albumowa i singlowa jest dużo weselsza. To głównie to zasługa Freddiego, który podczas nieobecność autora (wyjazd na wakacje) zamknął się w studiu i modyfikował linie basu, partie wokalne. Harował jak wół. I dlatego - moim zdaniem - Roger powinien był oddać koledze współautorstwo. No, ale drążmy tematu. Piosenka ukazała się na singlu 17 marca na wyspach brytyjskich, zaś w Stanach Zjednoczonych 4 czerwca. Okładka singla przedstawia postać Clancy'ego Browna w roli złoczyńcy filmu, Kurgana. Grana na żywo przez całą trasę Magic Tour. Do utworu nagrano teledysk, którego reżyserem był wspomniany Russell Mulcahy. Klip nakręcono w marcu 1986 roku w The Playhouse Theatre w Londynie. Warto zauważyć, że Brian nie  użył swojej słynnej gitary Red Special w teledysku, ale zamiast tego kopię z 1984 roku. Na filmie Mercury jest przebrany za postać magika. Wchodzi do opuszczonego teatru, gdzie May, Taylor i John Deacon (przebrani za stereotypowych włóczęgów) śpią, dopóki nie obudzi ich wejście kolegi. Wokalista zamienia włóczęgów w członków Queen, regularnie ubranych w swoje instrumenty, a następnie wracają do włóczęgów, gdy on odchodzi. Jeśli się dobrze przypatrzymy pojawiła się mała wpadka w wersji finalnej. Freddie rzuca czar na Johna, a potem na Rogera. Jednak w momencie rzucenia czaru na Johna w tle widzimy odczarowanego już Rogera. No, cóż. Widocznie w tamtych czasach nie było odpowiedniej techniki montażu. Animowane obrazy zostały wyprodukowane przez Walt Disney Company. Brian wspomina, że w teatrze było wtedy bardzo zimno i brakowało centralnego ogrzewania.


John Deacon był zawsze tajną bronią w zespole Queen. O swoim wkładzie w tworzeniu piosenek mówił tak: Gdybym był tylko basistą to czułbym się źle, bo wiem, że mogę dać temu zespołowi więcej - pisać utwory, podejmować się w angażowaniu różnych decyzji. I tak spełniam się jako artysta. To bardzo ważne. Spod jego pióra wyszedł cudnej urody utwór, kolejny na płycie, One Year Of Love, który niezwykle spodobał się Freddiemu. Utwór także został wykorzystany w filmie i również w nieco innej wersji. Na albumie Deacon zagrał na syntezatorze Yamaha DX-7. Pojawiają się też muzycy sesyjni: orkiestra smyczkowa pod batutą Lyntona Naiffa oraz Steve Gregory - saksofonista, który gra słynny motyw w przeboju George’a Michaela Careless Whisper z 1984 roku. Piosenka została napisana w tonacji D. Deacon postanowił zastąpić elementy gitarowe solówką na saksofonie po dyskusji z Brianem Mayem, który nie brał udział w nagraniu. 


Pain Is So Close To Pleasure to z kolei wspólne - można powiedzieć - dziecko Freddiego i Johna. Basista miał zawsze ogromne zaufanie do kolegi. Czasem się wstydził, nie był pewny. Pierwszy zawsze dowiadywał się Freddie. Z czasem nasz Janek nabrał pewności siebie, a nawet pisał wspólnie z Freddiem. Na początku utwór miał być napisany pod styl Briana i jego riffy. Zmieniono jednak szybko tę koncepcję. John gra na gitarze rytmicznej. Singiel osiągnął 43 miejsce na holenderskich listach przebojów. Tytuł pojawia się również w wersie One Year Of Love. Podobnie jak w przypadku większości utworów Freddie i John grają na swoich instrumentach w specyficzny dla nich sposób.


Freddie i szczęśliwi fani😍
Friends Will Be Friends to dla mnie to hymn przyjaźni i mocny kop na gorsze dni! U pióra znowu Freddie i John. Wydany został na singlu 9 czerwca 1986 roku, będąc 30 singlem w karierze zespołu. Piosence towarzyszy teledysk, który zrealizowano w maju 1986 roku na JVC w Wembley. W tym czasie odbywał się Zlot Międzynarodowego Fanów Queen. Na plan teledysku weszło blisko 850 fanów. Szczęściarze! Utwór był grany na żywo w czasie ostatniej trasy Magic Tour pod koniec każdego koncertu pomiędzy We Will Rock You i We Are The Champions.


Utwór Who Wants To Live Forever jest szóstym w kolejności znajdującym się na albumie A Kind Of Magic. Jednak na singlu został wydany dopiero 15 września tego samego roku. Piosenka nie była jeszcze przebojem, nie była znana, gdy Queen grali swoją ostatnią trasę Magic Tour. Gdy obejrzymy koncert na stadionie Wembley albo z Budapesztu to usłyszymy, jak Freddie zapowiada oto nasza NOWA PIOSENKA. Po twarzach fanów też widać, że to nowość, mało kto śpiewa, wszyscy zasłuchani. Heh, a dziś? Wiekopomny przebój, prawda? Autorem jest Brian. Piosenka opowiada o wielkim dramacie głównego bohatera. On żyje dalej, a musi patrzeć jak umierają wszyscy najdrożsi mu ludzie, w tym jego ukochana Heather. Ta poruszająca scena, w której Connor chowa zmarłą żonę zainspirowała gitarzystę Queen do napisania piosenki Who Wants To Live Forever. Wspomniałem o tym na początku. Powstała na tyłach jego samochodu zaraz po tym jak May obejrzał pierwsze fragmenty filmu. Wersja albumowa także różni się od wersji filmowej. Utworowi towarzyszy orkiestra pod batutą Michaela Kamena (nieżyjącego już dyrygenta, muzyka i aranżera). Brian o utworze: Jest taka teoria, która mówi o tym, że tylko Twoje JA istnieje, a wszystko inne to sen. Wszystko wydaje się takie niezwykłe. Mieliśmy te wielkie marzenia, ale mimo wyprzedzenia czasów i swej młodzieńczej arogancji w realizacji celów, jest zawsze w Tobie w środku ten głos mówiący: <<nie, to się nie może udać>>. Wciąż to mam i czasem budzę się z myślą: jak to się wszystko stało?

Coś niewyraźnie dziś wyglądasz, Roger 😂
Do piosenki nakręcono teledysk i to jeden z najdroższych w historii zespołu, bowiem kosztował 150 000 funtów. Nakręcono go z udziałem orkiestry filharmonicznej National Philharmonic Orchestra i czterdziesto osobowego chóru chłopięcego. Planem filmowym były ogromne magazyny tytoniowe w londyńskiej dzielnicy East End. Podczas kręcenia teledysku użyto również 2’000 świec. Ciekawostką jest fakt, że Taylor na plan przyszedł ... pijany. Dlatego jego strój różni się od pozostałych muzyków 😁

Gimme The Prize. W nawiasie Kurgan’s Theme. Został napisany przez Briana w jego najbardziej heavy metalowym,, hardrockowym stylu  I jest to utwór, który rzeczywiście pełni rolę ścieżki dźwiękowej do filmu. Słyszymy tam wmontowane kwestie wypowiadane przez bohaterów, w tym Connor MacLeoda oraz Kurgana: I have something to say: It's better to burn out than to fade away oraz There can be only one. Reżyser Russell Mulcahy stwierdza, że była to jego najmniej ulubiona piosenka zespołu wykorzystana w filmie, ponieważ nie lubi heavy metalu. May również skomentował japońskiemu magazynowi w 1986 roku, że zarówno Mercury, jak i Deacon nienawidzą tej piosenki.

Przedostatni utwór na płycie to Don't Lose Your Head. To także ścieżka dźwiękowa, a tytuł to wers zaczerpnięty od Kurgana porywającego Brendę. W filmie piosenka przechodzi do coveru Franka Sinatry Theme From New York, New York fantastycznie zaśpiewanego przez Freddiego, Instrumentalna wersja utworu zatytułowanego A Dozen Red Roses For My Darling została umieszczona na stronie B utworu A Kind Of Magic.

Spotkanie na szczycie.
Na albumie A Kind Of Magic Freddie tekstowo się nieco rozleniwił, ale wkład w kompozycje kolegów miał jak zwykle ogromny. Princess Of The Universe to jedyna piosenka w całości napisana i skomponowana przez wokalistę. Warto nadmienić, że tak brzmiał roboczy tytuł filmu. Freddie to podłapał i napisał tekst. Nie został wydany oficjalnie na singlu, ale osiągnęła status przeboju i kultowości, dzięki filmowi. Możemy ją usłyszeć na trzeciej części składanki z największymi przebojami. Tekst można interpretować nie tylko w kontekście głównego bohatera filmu, ale i samego Freddiego oraz całego składu Queen - jako podkreślenie ich wielkości. Teledysk nakręcono 14 lutego 1986 roku, a reżyserem był ... także Russell Mulcahy. Ciekawostką jest fakt, że w tym teledysku Brian May zdradza swoją wieloletnią Red Special na rzecz Washburna RR11V. Zaś ten koleś, co walczy z Freddiem walczy ... LAMBERT. CHRISTOPHER LAMBERT czyli odtwórca głównej roli w filmie. Przyjechał specjalnie z Paryża na to spotkanie. Aktor stwierdził, że to było dla niego wielkie przeżycie spotkać Queen.

Album A Kind Of Magic okazał się wielkim hitem na Wyspach Brytyjskich, osiągając pierwsze miejsce i sprzedając się w ilości 100 000 egzemplarzy w pierwszym tygodniu. Pozostał na listach przebojów w Wielkiej Brytanii przez 63 tygodnie sprzedając 600 000. Krążek był promowany spektakularną trasą Magic Tour. Ostatnią już za życia Freddiego, obejmującą takie koncerty jak choćby na kultowej arenie Wembley czy Nepstadion w Budapeszcie. Być może nie jest to album na miarę wielkich arcydzieł takich jak Innuendo, Queen II czy A Night At The Opera lub News Of The World. To jest ten Queen, którego zna przeciętny wyjadacz chleba. Ale czy jakiś gorszy? Absolutnie nie! Te piosenki są znakomite w swej istocie i cudownie sprawdzały się na koncertach. Każdemu zespołowi życzę takiego potencjału zarówno artystycznego, jak i komercyjnego. Królowa jest tylko jedna😍








Bartas✌



niedziela, 23 maja 2021

Poczuć ten głód wspólnego tworzenia. Queen - "The Miracle"


Po bardzo wyczerpującej i - jak się okazało - ostatniej już trasie Queen w oryginalnym składzie
Magic Tour zespół Queen postanowił sobie zrobić przerwę. U Freddiego jeszcze nie zdiagnozowano do końca choroby, ale wg tego, co opowiadał w jednym z wielu wywiadów Brian May, wokalista zwierzył się kolegom, że już jest zmęczony występami na żywo. Ostatni koncert odbył się 9 sierpnia 1986 roku. Już niejednokrotnie o nim pisałem , ile legend i anegdot oraz zdarzeń działo się wokół niego. Znamienne są ostatnie słowa skierowane do publiki Dziękujemy Wam, piękni ludzie! Byliście wielcy (ang.  tremendous), byliście na prawdę specjalną publicznością. Dzięki Wam bardzo, dobranoc, słodkich snów, kochamy Was... To był ostatnie słowa, jakie Freddie skierował na żywo do swoich fanów. Zespół przez ten czas zrobił sobie przerwę w działalności. Tym razem nieco dłuższą. Każdy z nich zajął się swoimi projektami. Z większym, lub mniejszym sukcesem. Roger Taylor chciał wrócić do czasów młodzieńczych i założył grupę The Cross. Brian zaś oddawał się pracy z takimi zespołami jak Def Leppard czy Black Sabbath z Cozym Powellem za bębnami. Najbardziej jednak spektakularny sukces odniósł... oczywiście Freddie, spełniając swoje marzenie - wspólna płyta z Montserrat Caballe Barcelona. 

Sesja nagraniowa.

Z czasem jednak panowie zatęsknili za sobą, czując ogromny głód nowej muzyki i pracy razem. Wiadomość o tej śmiertelnej chorobie wokalisty (nie podana do wiadomości publicznej, lecz tylko do wiadomości członków zespołu) był jednym z głównych powodów, dla których zespół od tej pory podpisywał wszystkie utwory jako Queen (choć prawdziwy fan bez trudu rozpozna kto jest autorem lub pomysłodawcą poszczególnych piosenek). To pierwszy w pełni demokratyczny album. Oddajmy głos w tej sprawie Brianowi: Chcieliśmy nagrać prawdziwie demokratyczny album i każdy z nas zaangażował się w proces pisania utworów. Stworzyliśmy poczucie prawdziwej jedności, bez żadnych egoistycznych ciągotek... To jeden z powodów, które sprawiły, że The Miracle okazał się dużo lepszym albumem, niż na przykład A Kind of Magic.


Najbardziej w tej kwestii rzucającą się w oczy jest ... okładka, której twarze członków zespołu „zlane” są w jedną za pomocą technik cyfrowych, a inspiracją była grafika singla Iron Maiden The Clairvoyant. Był to także ostatni album Queen z zdjęciem zespołu na okładce. Nagranie albumu zajęło zespołowi cały rok - od stycznia 1988 do stycznia roku 1989. Album pierwotnie miał się nazywać The Invisible Man, ale trzy tygodnie przed premierą, według Rogera Taylora, postanowiono zmienić nazwę na The Miracle. Oczekiwanie ze strony fanów było tak wielkie, że uruchomiono specjalny numer telefonu 0898, pod którym można było usłyszeć jak Brian May opowiada o nowym albumie i gra kilka utworów. Część nakładu ukazała się w formie boxu z CD, krótką biografią zespołu, notatkami prasowymi i zdjęciem. Wydano kompaktowy maksisingel The Miracle, zawierający trzy utwory: The Miracle, Stone Cold Crazy (live) i My Melancholy Blues. W listopadzie 1989 roku wytwórnia Baktabak wydała płytę kompaktową z nieautoryzowanym wywiadem z zespołem. Po wielu latach ten wywiad można usłyszeć na wydawnictwie On Air dla BBC.


Wkładamy do odtwarzacza płytę, naciskamy play i ... słyszymy pierwsze takty automatu perkusyjnego Rogera Taylora. To piosenka Party. Mówi się wszem i wobec, że to bardzo słabe wejście, niewyróżniające się niczym na albumie. Nie zgodzę się z tym. To świetna rozgrzewka i zapowiedź tego, czego możemy spodziewać się dalej. Słuchając tego utworu ma się wrażenie jakby Freddie chciał powiedzieć: wróciliśmy pełni sił i werwy do wspólnego tworzenia. Jest w nas wciąż ten rock'n'roll. Wciąż chcemy czerpać z życia to, co najlepsze i dobrze się razem bawić. Piosenka powstała podczas wspólnego jammowania Freddiego, Briana i Johna. Wokalista siedział przy pianinie i improwizował sekcję we had a good night, a dwójka przyjaciół dołączyła do niego dogrywając swoje partie. Słyszymy Freddiego pełnego werwy i mocy, choć jego wokal nieco się zmienił od czasu poprzedniej płyty. Jest mocny, silny, wysoki, ale jakby troszkę "zmatowiały" w wyższych rejestrach. Żegnajcie, żegnajcie, żegnajcie! Imprezy nastał kreeee....


es? .... ale hola, hola! Zaraz, zaraz! Kto powiedział, że moja impreza się skończyła? Pyta Freddie w zwinnie przechodzącym w drugi utwór na płycie, czyli Khashoggi's Ship. Bawimy się dalej! Tym razem na statku słynnego miliardera Adnana Khashoggi'ego, który był wówczas w posiadaniu jednego z największych prywatnych jachtów na świecie. Freddie - jak to Freddie - wciela się w jego postać. Był pomysłodawcą, ale tekst i muzykę pisali wszyscy członkowie. Świetny rockowy killer. Szkoda, że nie ukazał się na singlu i nie odniósł sukcesu.


O takim zdjęciu można już tylko pomarzyć. 

Utwór tytułowy i ostatni z singli promujących album (ukazał się 27 października 1989 roku) pochodzi z głów Freddiego i Johna, którzy napisali podstawową strukturę akordową dla tej piosenki. Choć - jak już pisałem - nad piosenkami pracowali wszyscy, prawdziwy fan bez trudu odgadnie kto co wymyślił. The Miracle to cały Freddie. Tylko on mógł tak bardzo zachwycać się światem. Oczywiście pozwolił kolegom dopisywać własne wersy, muzykę i akordy. Ciekawostką jest fakt, że podczas gdy zarówno Mercury, jak i May uważali utwór za jeden z ich ulubionych, Taylor opowiedział w audio komentarzu do płyty Greatest Video Hits II, że chociaż nie był to jego ulubiony, szanował go i uważał za niezwykle skomplikowany utwór. Struktura piosenki jest piękna. Opisuje Boże Dzieła - duże i małe. Wszystkie opisane jako cuda. Jednak na ten jeden cud my ciągle czekamy - to pokój, miłość, dobro, zgoda między ludźmi i harmonia. Żadnych wojen. Żeby jednak nie było tak słodko ... cała ta liryczność zostaje na moment przerwana. Wchodzi John z basem, Brian z gitarą i Roger z perkusją, niczym dobosz bijący na alarm. Wojna! Bitwa! Zaczyna się ostra, rockowa jazda, która świetnie wpasowała się w całość utworu. Walczymy o swoje, walczymy o cud pokoju. Gdzieś tam nagle z otchłani pojawia się spokojny wokal Freddiego, który śpiewa: ten czas nadejdzie, jeden dzień i zobaczysz, że wszyscy będziemy mogli być przyjaciółmi. RATA TAM! (przejście perkusji do tempa z początku utworu) ... BE FRIENDS! Wszystko znowu wraca do normy i tak aż do wyciszenia. CUDNEJ URODY UTWÓR. Nadmienić należy, iż powstał bardzo oryginalny klip towarzyszący temu utworowi. Widać na nim czterech młodych chłopców występujących na scenie jako Queen: Paul Howard jako Brian May, James Currie jako John Deacon, Adam Gladdish jako Roger Taylor i Ross McCall jako Freddie Mercury. W całym filmie McCall pojawia się w czterech różnych wcieleniach Mercury'ego:


- 1976 i Hyde Park. Długie włosy z jednoczęściowym czarno-białym trykotem ze spandeksu,

- 1978 - 1979. Mundur policyjny ze skórzaną kurtką i chociaż jest przedstawiony z wąsami w tym klipie, w rzeczywistości Freddie nigdy nie nosił munduru policyjnego z wąsami,

- Live Aid 1985, biała koszulka na ramiączkach, adidasy i jeansy

- 1986. Magic Tour . Freddie w kultowej żółtej kurtce z dresami.


Queen sami pojawiają się dopiero pod koniec filmu. Teledysk został nakręcony w Elstree Studios w Londynie w listopadzie 1989 roku. Według Rogera, Freddie zażartował, że wysyła chłopców na tournee zamiast zespołu, bo świetnie zagrali w teledysku. Według opowieści z magazynu rockowego NME z 2011 r. Paul Howard, który grał rolę Briana Maya, jest obecnie kierownikiem ds. Obiektów w LegoLand w Windsor w Wielkiej Brytanii.


Idziemy dalej i mamy prawdziwy rockowy hicior. Pierwszy singiel promujący płytę, wydany 2 maja 1989 roku. Podpisany oczywiście jako Queen, ale nie ma wątpliwości kto jest głównym autorem. I Want It All. Piosenka była jedną z niewielu, jaka została napisana, zanim zespół ponownie wszedł do studia. Napisał ją oczywiście Brian May, a inspiracją były jego sprzeczne uczucia po zerwaniu z pierwszą żoną Christine Mullen i jego nowym związkiem z Anitą Dobson. Mimo potencjału przebojowości utwór sam w sobie porusza ciężkie tematy, związane z buntem i przewrotem społecznym. Brian twierdzi, że chodzi o ambicję i walkę o własne cele. Z tego też powodu utwór stał się hymnem przeciw apartheidowi w Republice Południowej Afryki, a także był wykorzystywany jako temat protestów w obronie praw gejów, a także ... hymnem rajdowym dla młodzieży afroamerykańskiej. Teledysk pokazuje zespół występujący w pomieszczeniu, w którym zastosowano oświetlenie halogenowe. Został wyreżyserowany przez Davida Malleta i nakręcony w Elstree Studios w Londynie w marcu 1989 r. W komentarzu audio DVD Greatest Video Hits 2, Brian May i Roger Taylor przypominają, że zdrowie Freddiego było już kiepskie. Po raz pierwszy wtedy mogliśmy zobaczyć Freddiego z brodą. Trzeba przyznać, że bardzo mu w niej dobrze, bardzo zadziornie, rockowo. Szkoda tylko, że była to konieczność, aby ukryć objawy postępującej, tej śmiertelnej, nieuleczalnej (wówczas) choroby - mięsaki Kaposiego. Istnieją trzy wersje utworu. Pierwsza (z singla, występująca też na Greatest Hits) rozpoczyna się od refrenu, jednak pozbawiono ją mocnego fragmentu w środku. Druga (z albumu The Miracle) rozpoczyna się inaczej (gitara i perkusja), ma wydłużony środek. Wersja umieszczona na albumie kompilacyjnym Queen Rocks stanowi połączenie dwóch poprzednich wersji.


The Invisible Man. Tak początkowo miała nazywać się płyta, o czym już wspomniałem. Kto tym razem jest głównym pomysłodawcą? Oczywiście perkusista Roger Taylor. Historia lubi się powtarzać i pokazuje, że najlepsze rzeczy wychodzą spontanicznie i znikąd. Podobnie jak Freddie 10 lat wcześniej napisał hit numer jeden Crazy Little Thing Called Love podczas kąpieli, tak i Roger relaksując się w niej i czytając książkę prawdopodobnie o tym samym tytule, zaczął skrobać tekst, mając w głowie linię basu. Utwór szokuje bardzo pozytywnie aranżacją i produkcją. Utrzymany w klimatach muzyki funk, pop i elektroniki bardzo udolnie uzyskuje efekt końcowy rockowego pazura, co w latach 80-tych w twórczości Queen na płytach studyjnych było nieco zepchnięte na bok. Na uwagę zasługuje tu barwa głosu Freddiego. Chrypka. Miejscami jednak da się wyczuć feeling wokalny w stylu Elvisa Presleya. W utworze wymieniani są wszyscy czterej członkowie grupy. Najpierw Freddie Mercury wyszeptany przez Rogera, a potem John Deacon (przez Freddiego), dwukrotnie Brian May (także Freddie) i z bardzo charakterystycznym "r", takim naszym, niemalże polskim RRRRROGER TAYLOR. Jako wyraz dźwiękonaśladowczy perkusyjnego werbla, który wchodzi z niesamowitą siłą. Piosenka ukazała się na singlu 7 sierpnia 1989. Do piosenki nakręcono teledysk. Bardzo nowatorski, jak na tamte czasy. Widzimy na nim chłopca, który gra w grę o tej samej nazwie, co tytuł utworu. Bohaterami gry są członkowie zespołu, jako postacie negatywne, które gracz musi unicestwić za pomocą joysticka. Co jakiś czas Freddie wychodzi z ekranu i pojawia się w pokoju chłopca, po czym znika. Ten nieudolnie próbuje wokalistę "zastrzelić" (Boże, zastrzelić Freddiego i Queen? NIGDY! Dobrze, że to tylko gra). W końcu wpadają wszyscy. Chłopak jest zły, że nie udało mu się ich wszystkich pokonać! Ale jeśli się przyjrzymy dobrze twarzy chłopca, to szybko zorientujemy się, że ta złość jest pokazana przezeń bardzo nieudolnie. Chwyta się za głowę, a na jego ustach maluje się ... raczej uśmiech, niż wkurzenie! No, jak można być zły, gdy do Twojego pokoju wpada Freddie we własnej osobie i pozostała trójka. Ja bym chyba zszedł na zawał ze szczęścia. Potem jak gdyby nigdy nic chłopak sprawia wrażenie radosnego, szalejąc razem z zespołem. John Deacon nagle zdejmuje kowbojski kapelusz i rzuca go na podłogę. Być może bezowocna próba naśladowania go polega na tym, że chłopiec zdejmuje czapkę baseballową i robi drugą. Ekran ponownie pokazuje obraz zespołu w grze, Deacon bez kapelusza, a dzieciak idzie pod nimi.


Podczas sesji do The Miracle powstało wiele piosenek, które nie ujrzały światła dziennego. Było ich ponad trzydzieści. Niektóre nawet nie zostały ukończone, z czego jeden niedokończony A New Life Is Born autorstwa Freddiego okazał się znakomitym i idealnie pasującym wstępem do kolejnego wielkiego przeboju Queen - Breakthru, wydanego został na singlu 19 czerwca 1989 roku. Napisał go Roger Taylor, co z resztą widać, słychać i czuć, choćby z uwagi na tempo. Teledysk do piosenki powstawał przez dwa dni. Umieszczono zespół na zachowanej starej kolejce Nene Valley Railway, niedaleko Peterborough w Cambridgeshire w Anglii. Członkowie grupy wspomnieli w wywiadach, że pomimo gorącej letniej pogody, praca przebiegała w radosnej atmosferze i była pokrzepieniem duchowym dla Freddiego, u którego choroba AIDS zbierała coraz większe żniwo, co przełożyło się na straszne zmiany na jego ciele oraz...  Briana, który w tamtym czasie przechodził ogromną depresję z powodu rozpadu pierwszego małżeństwa.

Pomysł wykorzystania pociągu w filmie został zasugerowany przez Taylora i zainspirowany rytmem szybkiej części utworu. Na początku film przedstawia Debbie Leng, ówczesną dziewczynę Taylora, z czarną maską pomalowaną wokół oczu, budzącą się i wstającą na torach kolejowych. Rozpoczęcie szybkiej części pokrywa się ze sceną, w której pociąg przedziera się przez polistyrenową ścianę pomalowaną jako ceglany mur. Ściana została zbudowana w tunelu, pod łukiem kamiennego mostu. Grupa była niezadowolona z tej części, ponieważ polistyren nie wytrzymał ogromnego wzrostu ciśnienia powietrza w tunelu z pociągu przychodzącego, a ściana zaczęła pękać przed uderzeniem fizycznym. Reszta klipu pokazuje głównie poruszający się pociąg z dołączoną otwartą platformą, na której grupa wykonuje piosenkę. May, Deacon i Taylor grają na gitarach i perkusji, podczas gdy Mercury porusza się po całej platformie ze swoim charakterystycznym stojakiem na mikrofon, śpiewa i wykonuje akrobacje. Leng pojawia się w niektórych scenach na platformie i dalej w klipie. Pociąg jechał z prędkością od 30 do 60, a nawet 80 km na godzinę! A zespół wykupił specjalną polise ubezpieczeniową, opiewającą na 2 tysiące funtów. Rzecznik prasowy Queen powiedział: Uważali, że rozsądnie będzie ubezpieczyć się specjalnie, ponieważ wyglądało na to, że będzie to wyjątkowo niebezpieczna impreza.

But into every life a little rain must fall. Nie zliczę ileż to razy wrzucałem ten utwór na swoją FB tablicę. Ale to dlatego, że mnie się tak szalenie podoba muzyka i tekst. Człowiek z wyrokiem śmierci pisze, że życie jest tak ekscytujące. W tamtym okresie na lista przebojów królowała Lambada grupy Kaoma. Zespół postanowił więc pójść bardzo - moim zdaniem - udolnie w kierunku muzyki latynoamerykańskiej. Głównymi autorami piosenki są Freddie i John, a Roger z kolei nagrał dużo perkusji latynoskiej. Jednak większość z nich została zmontowana, aby mieć więcej miejsca na harmonie wokalne, gitary i klawiszy. Szkoda, że nie stał się przebojem!

Scandal. Absolutna perełka na albumie, choć muzycy - May i Taylor - za nim nie przepadają. Autorem głównym jest ten pierwszy. W tamtym czasie na tapecie dziennikarskich hien głównym tematem było pogarszające się zdrowie Freddiego oraz ... rozpad pierwszego małżeństwa Briana z Chrissie Mullen i początek związku (który trwa do dziś) z Anitą Dobson. Ten utwór jest komentarzem wystosowanym do tych wszystkich ciekawskich. Ciekawostką jest fakt, że Brian nagrał podkład klawiszowy i gitarę za pierwszym podejściem. Freddie także nagrał swój wokal za jednym podejście, wzniósłszy się tym samym na absolutne wyżyny! Piosenka ukazała się na singlu 9 października. Na stronie B singla umieszczono utwór Johna Deacona My Life Has Been Saved, jednakże w znacznie innej aranżacji, niż znamy ją z albumu Made In Heaven. Teledysk do piosenki zawierał występ zespołu na scenie zaprojektowanej tak, aby wyglądała jak gazeta. Został nakręcony w Pinewood Studios we wrześniu 1989 roku. Widzimy na nim już nieco wychudzonego Freddiego. Nie jest jeszcze cieniem siebie, ale ... zmiany mocno widać! Brian uznał klip za ...  nudny! Mało tego: on i Roger nie lubią samego utworu. 


Można przeczytać w kilku recenzjach, że przedostatni utwór na płycie My Baby Does Me to straszna miernota i zapchajdziura. Cóż, są gusta i guściki. Dla mnie to kolejny świetny utwór współpracy kompozytorskiej Mercury - Deacon, którzy bardzo się na gruncie nie tylko prywatnym, ale i zawodowym, muzycznym do siebie zbliżyli, lubując się w klimatach disco, funk czy soul. Charakteryzuje się mrocznym i tajemniczym klimatem. Bardzo udany utwór!


Album wieńczy utwór Was It All Worth It?. Został on skomponowany przez Freddiego. Piosenka nawiązuje do produkcji brzmienia zespołu w latach 70-tych. Chociaż większość utworu została opracowana przez Mercury'ego, wszyscy członkowie wnieśli pomysły i teksty. Na przykład: Roger napisał linię: kochamy Cię szaleńczo i użył gongu i kotłów. W środkowej części słyszymy bardzo charakterystyczne dla zespołu partie orkiestrowe. Pomimo tego, że nie został wydany jako singiel, pozostaje bardzo popularny wśród fanów Queen i często uważany za najlepszą piosenkę na albumie. także i dla Johna Deacona. Tekst to swoista taka forma spowiedzi zespołu z całej kariery. Ale to jeszcze nie koniec. Na ostatnie pożegnanie przyjdzie czas.


Na dodatkowych dyskach CD mamy dodatkowe, bardzo imponujące utwory! Pierwszy z nich to Hang On In There. Napisany przez wszystkich czterech członków zespołu. Brian tu gra zarówno na gitarze akustycznej, jak i elektrycznej, a także na klawiszach, Freddie na fortepianie, dwukrotnie uderzając w bardzo wysokie E5. Słyszymy te jego słynne zaśpiewy pira pa para papa pe, które do złudzenia przypominają jego solowy numer Living On My Own Piosenka pierwotnie pojawiła się jako strona B singla I Want It All. Robi wrażenie!!! Kolejny dodatek to Chinese Torture, czyli instrumentalna improwizacja gitarowa Briana Maya, inspirowana chińskimi torturami wodnymi, mającymi na celu ustawieniu więźnia w miejscu, w którym krople wody kapią mu na głowę w krótkich odstępach czasu. W zamierzeniu ma doprowadzić to ofiarę do obłędu. Utwór po raz pierwszy był zagrany ... na ostatniej trasie koncertowej Queen, gdy Brian na scenie miał swoje pięć minut. Jednak był pod zupełnie innym tytułem. 


Są też takie utwory, które nie zmieściły się na płycie. Przykładem jest choćby Stealin, skomponowany głównie przez Mercury'ego. To żartobliwe przedstawienie mężczyzny, który spędza życie popełniając rabunek. Piosenka jest wykonywana głównie za pomocą wypowiadanych słów, ale czasami ma śpiewane wersety. Piosenka pojawiła się jako strona B singla Breakthru. Jest też utwór Hijack My Heart napisany przez Taylora. To z kolei historia mężczyzny, który zakochuje się w kobiecie pełnej fochów i złych manier. Utwór ukazał się na stronie B Singla The Invisible Man. No, i oczywiście wspomniany My Life Has Been Saved.


Album został wydany 22 maja 1989 roku i osiągnął numer jeden w Wielkiej Brytanii, Austrii, Niemczech, Holandii i Szwajcarii oraz numer 24 na amerykańskiej liście Billboard 200. AllMusic nazwał The Miracle najlepszym albumem Queen lat osiemdziesiątych, razem z The Game. Warto było czekać, mimo iż Freddiemu zostało już wtedy tak niewiele z życia. Pozycja obowiązkowa! Uaaaa! Ale się rozpisałem. No, ale to Queen, moi Drodzy. Nie można było inaczej 😍








Bartas✌

35 lat temu ukazał się jeden z najlepszych debiutów w historii muzyki - "Ten" grupy Pearl Jam.

  Po śmierci Andy’ego Wooda Gossard i Ament zawiesili działalność. W czasie tej separacji Gossard spędził swój czas na pisaniu materiałów, k...