czwartek, 18 czerwca 2026

Czas, wspomnienia, nostalgiczne tęsknoty i trwała miłość. Paul McCartney i jego nostalgiczny album “The Boys Of Dungeon Lane”.

 

Mamy osiemnasty dzień czerwca 2026 roku. Dziś urodziny swoje świętuje Sir Paul McCartney, który jest w doskonałej formie i nie zamierza odchodzić na muzyczną emeryturę. 29 maja wydał swój dwudziesty studyjny album zatytułowany The Boys Of Dungeon Lane. Celowo czekałem z opublikowaniem recenzji niniejszego krążka do tego dnia. W ogóle jako wielki fan Beatlesów od kołyski mam w tym roku powody do radości. Ponad miesiąc wcześniej, dzień po moich 40. urodzinach zachwycałem się płytą jego przyjaciela z macierzystej formacji - Ringo Starr wydał swój krążek Long Long Road. Do tego artysty wrócę dziś jeszcze i od razu zaznaczam, że absolutnie nie zamierzam robić skali porównawczej albu krążków. Po prostu: cieszę się tym faktem, że oba wydawnictwa ukazały się w tak niewielkim odstępie czasowym.  The Boys Of Dungeon Lane zawiera czternaście zupełnie nowych kompozycji, zaś sam tytuł bierze nazwę od ulicy w dzielnicy Speke w Liverpoolu, gdzie Paul dorastał oraz tekstu z pierwszego singla promującego Days Left Behind. Mając grubo ponad osiem dych na karku Sir Paul wciąż zaskakuje. Jego bogaty dorobek muzyczny, niesamowity talent do tworzenia zapadających w pamięć melodii i imponująca gra słów oraz umiejętność gry na niemal dwudziestu różnych instrumentach budzą niesamowity podziw. Interesujące dobory muzyczne i tekstowe, których dokonuje na tym nowym albumie, nadają każdej kompozycji coś wyjątkowego, z wyrazistymi niuansami z czasów The Beatles, Wings czy solowego katalogu. To album koncepcyjny, którego tematyką są czas, wspomnienia, nostalgiczne tęsknoty i - oczywiście - trwała miłość. Być może nigdy nie doczekamy się oficjalne wydanych w książce wspomnień artysty, ale Sir Paul dał nam ten tom inspirowanych autobiograficznie winet, opartych na różnych wspomnieniach z jego wczesnego życia w powojennym Liverpoolu, z odniesieniami i ukłonami w stronę osobistych miejsc, członków rodziny i przyszłych (sławnych) przyjaciół z zespołu. Słuchanie tego zestawu nagrań jest jak siedzenie z czcigodnym i cenionym krewnym w podeszłym wieku albo przeglądanie starego albumu ze zdjęciami 


 

Już od intrygujących, złożonych akordów otwierających utwór As You Lie There wiesz, że czeka Cię coś wyjątkowego. Po początkowej linii wokalnej można pomyśleć, że to będzie kolejna piosenka o miłości, ale tak nie jest. Kompozycja nagle przechodzi w rockowy pazur z nutami Wings, a Macca zapewnia znakomity, wrzeszczący wokal, z którego znany jest od dekad. Po nim następuje dudniący Last Horizon, w którym dzieli się sensorycznym wspomnieniem odgłosu odległego pociągu. Główny singiel, wspomniany już Days We Left Behind to akustyczna ballada, zaśpiewana wzniośle z delikatną, nostalgiczną tęsknotą pozbawiona partii perkusji. Ripples In A Pond to kolejna chwytliwa i sprytnie napisana piosenka o miłości, zaś Mountain Top to psychodeliczny utwór wzbogacony o słynnego Sierżanta Pieprza, z początkowymi akordami brzmiącymi uderzająco podobnie do Dream On Aerosmith. Na pół minuty przed końcem utwór spontanicznie przechodzi w jam session w stylu filmów o Bondzie, po tym jak McCartney pyta: Do You want to stay? , a następnie zwalnia, by zakończyć się fragmentem z taśmy (żony muzyka - Nancy). Down South równie dobrze mógłby być utworem rockowym, ale Paul stawia na kameralny, akustyczny numer z brzdąkaniem, jakby on i jego zespół siedzieli razem, grając na gitarach, czekając na jakąś podwózkę. Wywodzi się z opowieści, które Paul często opowiadał o tym, jak to wraz z Johnem Lennonem i Georgem Harrisonem podróżowali autostopem. Czasami tylko po to, by nauczyć się nowych akordów gitarowych, co było sposobem na poznanie się, zanim stali się słynnym rockowym zespołem. Wypowiedziane przez niego Oh, Yeah! Oh, Yeah! to nawiązanie do Buddy'ego Holly’ego, ale być może także i do beatlesowskiego I’ll Get You (strona B singla She Loves You), który rozpoczyna się zharmonizowanym i powtarzającym się Oh, Yeah! Oh, Yeah! W intro. Partie gitary w końcówce nawiązują do brzmienia utworu The Kinks Waterloo Sunset, który - nawiasem mówiąc - pierwotnie nosił tytuł Liverpool Sunset. We Two zaś jest typową serenadą McCartneya dla ukochanej osoby, ale może równie dobrze nawiązywać do jego bliskiej relacji z Lennonem. Spójrzmy na linijki: My thoughts return to You; You give me what I want, You show me how it’s done; Always my friend; Last night I dreamed of You; Together standing side by side. McCartney przyznał, że śnił o Lennonie i często polegał na wspomnieniach ich wspólnego pisania, aby pomóc mu w komponowaniu piosenek. To prosta, oszczędna, trzyminutowa piosenka o miłości, ale zawiera smakowitą grę na basie i niespodziewany powrót taśmy na końcu. Come Inside ma fajny, napędzający groove, klimat new wave i wrzeszczący wokal. Mógłby z łatwością być brakującym utworem lub odrzutem z albumu Wings z końca lat siedemdziesiątych. W numerze tym Paul wyjaśnia My life’s an open book i zaprasza nas, abyśmy come inside my mind. Never Know ma wydźwięk ery Beatles Magical Mystery Tour z dźwiękami mellotronu na klawiszach, chórkami a capella i fletem prostym (wykorzystanym tu równie elokwentnie, jak w Fool On The Hill). Przerwa na pojedynczy flet prosty prowadzi do psychodelicznego, orkiestrowego outro w stylu Beatlesów.


Jak widzicie, pewnych rzeczy nie da się wymazać z kart historii. Duch Beatlesów konsekwentnie unosi się podczas słuchania całego krążka. Wspomniałem na początku Ringo Starra, który miesiąc wcześniej wydał - po roku - kolejny świetny album Long Long Road. Mamy kompozycję Home To Us. To wyjątkowy numer z wielu powodów. Nie tylko dlatego, że Ringo zapewnia charakterystyczną grę na perkusji, ale także dzieli swój wokal z przyjacielem w tym radosnym i skocznym oraz energicznym utworze z opadającą linią basu, który jest jednym z najważniejszych atutów dla każdego fana Żuczków. Świetną robotę robią tu seventisowe chórki w klimacie Electric Light Orchestra. Słowa uznania należą się tu także Chrissie Hynde z zespołu Pretenders, która właśnie w tych chórkach zaśpiewała. Mamy jeszcze Life Can Be Hard (zaczyna się od żartobliwego fortepianu, który prowadzi do wirującego, orkiestrowego numeru dancehall z nutą nowoorleańskiego swingu, podobnego do tego, który McCartney wykorzystał na swoim albumie Venus And Mars z połowy lat siedemdziesiątych) czy też delikatny i akustyczny, trzyminutowy utwór, podkreślony kojącym chórem Ooooh i zręczną grą na basie -  First Star Of The Night. Ostatnie dwie kompozycje to filmowy traktat o życiu w powojennym Liverpoolu. Salesman Saint to swoisty pejzaż morski Liverpoolu z walcowym rytmem szczotkowanych bębnów i narracyjnym tekstem: War was nearly over/The peace would soon begin, Living on the edge of the city / When the roads were going in. Sekcja dęta w starym stylu przenosi słuchaczy w czasie, dając im wgląd w klimat i dźwięki epoki. Ostatni utwór na albumie Momma Gets By to melancholijna fortepianowa oda do typowych matek, które musiały radzić sobie w tych trudnych i burzliwych czasach, które definiowały tę epokę.

The Boys Of Dungeon Lane jest dowodem na to, że ten dzisiejszy dostojny Jubilat wciąż zaskakuje i nie stracił ani grama talentu do tworzenia niezwykłych albumów pełnych pomysłowo skomponowanych i chwytliwych piosenek. To muzyczna podróż, do której fani Beatlesów będą mogli powracać wielokrotnie. W utworze Ripples In A Pond Macca stwierdza nieskromnie: I must be blessed. I myślę sobie, że rzeczywiście tak jest, ale my także. Sir Paul McCartney pozostaje narodowym i globalnym skarbem, a także jednym z najwybitniejszych autorów tekstów, mistrzów słowa i artystów muzycznych naszych czasów. Nie zdziwiłbym się, gdyby to najnowsze dzieło wzbogaciło jego - i tak już imponujące i znakomite dziedzictwo - o kolejne nagrody i wyróżnienia. Chyba już tak się dzieje. Wszystkiego najlepszego, Paul🎂. Graj nam i śpiewaj jeszcze długie lata!😍 Bartas✌☮

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czas, wspomnienia, nostalgiczne tęsknoty i trwała miłość. Paul McCartney i jego nostalgiczny album “The Boys Of Dungeon Lane”.

  Mamy osiemnasty dzień czerwca 2026 roku. Dziś urodziny swoje świętuje Sir Paul McCartney, który jest w doskonałej formie i nie zamierza od...