niedziela, 26 kwietnia 2026

Prosto w otchłań piekła. Immolation i ich nowy album "Descent".

 

Brzmienie piekła jest już blisko. Niektóre zespoły i albumy - zwłaszcza w gatunku death metalu - mają talent do tworzenia wibracji ognia i zniszczenia, a Immolation są w tym absolutnymi mistrzami. Przez całą swoją karierę wykazali się niezwykłą zdolnością do kreowania obrazów ognia i śmierci, jednocześnie krytykują religię, dzięki czemu ich muza brzmi tak demonicznie, jak to tylko możliwe. Klasyki takie jak Dawn Of Possession, Here In After czy Close To A World to jedne z najbardziej piekielnych albumów w historii nie tylko death metalu, ale i w ogólnie pojętej muzyce metalowej. Konsekwencja, jaką wykazywali się przez prawie czterdzieści lat, sama w sobie jest imponująca, więc fakt, że ich najnowszy (dwunasty już w dorobku) album zatytułowany Descent, jest jednym z najlepszych jak dotąd. Nie powinno to jednak nikogo dziwić. Został on wydany 10 kwietnia 2026 roku nakładem wytwórni Nuclear Beast, a za produkcję odpowiedzialny jest Zach Ohren.


Trzeba otwarcie przyznać, że Ross Dolan i Robert Vigna zawsze byli siłą napędową zespołu i ten album nie jest żadnym wyjątkiem. Styl grania riffów Roba można wręcz uznać za twórcę gatunku, który dziś znamy jako dysonansowy death metal. Już w otwierającym krążek These Vengeful Winds czujesz rosnącą temperaturę - jestem wręcz bombardowany dezorientującymi riffami i gardłowymi rykami, które brzmią, jakby pochodziły od samego demona oraz perkusją, która wbija Cię prosto w otchłań piekła. W Immolation nie chodziło nigdy o melodię. I chociaż z pewnością prezentują ogromne umiejętności techniczne to bardziej zależy im na stworzeniu atmosfery, która sprawia, jakby skóra topniała z kości. Harmonie, będące dziełem Roba, są podstawą zespołu od samego początku jego istnienia. Mogą się wydawać monotonne, ale nadają grupie charakterystyczne brzmienie, którego żadna inna grupa deathmetalowa nie będzie w stanie naśladować. Wielu próbowało, ale tylko Immolation się to udało, a Descent jest tego dobitnym przypomnieniem. Mimo tego, że zawsze otaczała ich przytłaczająca ciemność to jednak ten album jest jeszcze bardziej złowrogi, niż poprzednie dokonania Amerykanów. Każda bowiem kompozycja tworzy atmosferę czystej rozpaczy, a przez te czterdzieści minut słychać jeszcze więcej uczucia beznadziei i udręki. Takie numery jak God’s Last Breath, Attrition, Bend Towards The Dark, False Ascent czy też tytułowy naprawdę pokazują zespół w jego najbardziej niegodziwej i grzesznej odsłonie. Wybrali idealny tytuł dla konkretnego albumu, ponieważ podobnie jak w ich ponadczasowym klasyku Close To A World Below, sprawia że słuchacz czuje się, jakby naprawdę zmierzał prosto z zaświatów.

Po prawie czterech dekadach bycia na deathmetalowej scenie Immolation nie musi niczego udowadniać. Wciąż tworzy muzę, bo czuje, że ma coś do powiedzenie. Niektórzy mogą twierdzić, że stworzyli już albumy podobne do tego, to jednak nigdy nie zawodzą. Starają się wzbudzić w słuchaczu tę desperację i przygnębienie, którą nadają każdemu albumowi miejsca w ich dyskografii. Descent to jeden z moich ulubionych albumów Immolation i spokojnie dorównuje najlepszym dziełom ze względu na ogólny klimat, jaki tworzy. Krążek ten nie próbuje zachwycić słuchacza nadmierną szybkością czy techniką, ale wywołuje poczucie grozy. To uczucie nie znika przez cały czas trwania i po raz kolejny dowodzi, że Immolation to jeden z najlepszych death metalowców w historii. Chociaż wiele zespołów skopiowało to konkretne brzmienie od czasu powstania Immolation, nikt nie potrafi zrobić tego tak dobrze jak oni, a Descent to kolejny dowód na to, że po prawie czterech dekadach wciąż są na szczycie. Jazda obowiązkowa!😈








Bartas✌☮

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Prosto w otchłań piekła. Immolation i ich nowy album "Descent".

  Brzmienie piekła jest już blisko. Niektóre zespoły i albumy - zwłaszcza w gatunku death metalu - mają talent do tworzenia wibracji ognia i...