czwartek, 12 marca 2026

Waleczność i siła. Kreator i ich nowy album "Krushers Of The World".

 

Oj, trzeba troszkę nadgonić z tymi recenzjami płytowymi. Mamy marzec, a ja - póki co - nie napisałem jeszcze żadnej świeżej recenzji. Tylko same wspominki. No, więc postanowiłem, że na pierwszy ogień niech pójdzie zespół Kreator ze swoim szesnastym długogrającym albumem Krushers Of The World, wydanym 16 stycznia 2026 roku. Zachodzi pytanie czy jest to prawdziwy i bezkompromisowy thrash metal, czy może ten, co miesza tradycyjne metalowe brzmienia z oczekiwanym tempem, by uzyskać dopracowany efekt? Jak pokazują single promocyjne, muzycy nadaj wciskają metalowe tropy i triki do swojego thrashowego wozu, eksplorując nowe pomysły i brzmienia. Pomijając etapy ewolucyjne, Kreator rozpoczyna nowy krążek kilkoma wartymi uwagi numerami.


Otwierający utwór Seven Serpents zaczyna się od iście królewskiej i majestatycznej linii gitary, a wersja zespołu z lat osiemdziesiątych wyłania się, by zabić słuchacza thrashującym barbarzyństwem. W dzikim riffie wyczuwa się klimat Extreme Aggression, zwierzęca dzikość to przyjemność dla ucha, ale pojawia się też klimat power metalu. Skandująca kompozycja Shake In Human Form uderza w jakiś ośrodek przyjemności w mózgu, a refren jest płynny, epicki i efektowny. To właśnie dzięki temu utworowi ta niemiecka kultowa grupa pozostała aktualna pomimo wpływów i trendów. Wspaniałe jest słyszeć ich tak dynamiczną muzykę, a przecież nie są już pierwszej młodości. Satanic Anarchy jest równie imponujący, chociaż w inny sposób. Z początku to krzepki thrash metal, a później potężny, hymniczny i wpadający w ucho refren. Po pierwszym odsłuchu stał się moim faworytem z całego zestawu. Tränenpalast wraca do nastrojowych gotyckich brzmień z czasów Endoramy, gdy zespół rzuca się na oślep w okultystyczny klimat, a do Mile dołącza Britta Görtz z zespołu Hiraes w zajebiście zabójczym duecie. Świetny numer z kolejnym chwytliwym refrenem, a Görtz dodaje przyzwoity deathmetaowy wark jako kontrapunkt do thrashowego brzmienia Petrozzy. 


Inne mocne punkty tej płyty to choćby zaciekły thrashowy atak w Blood Of Our Blood, który wyrasta z klasycznych riffów Kreatora, potężnych hymnicznych fragmentów, partii gitar i porywającej solówki. Combatants także oferuje mocne riffy i mnóstwo klasycznej metalowej magii upchniętej w niezwykle zgrabnym opakowaniu. Loyal To The Grave również urzeka swoim motywem przewodnim - Your soul and mine, they are the same. I nawet dziwaczny utwór tytułowy z jego nietypowym klimatem łączącym Paradise Lost z Goldflesh sprawdza się lepiej, niż powinien. Barbarian czy Psychotic Imperator to solidne thrash metale, ale z nutą generyczności. Całość albumu to niecałe trzy kwadranse, ale nie wydaje się on jakoś przesadnie długi. Wszystkie numery są dość krótkie i zwięzłe, a refreny są tu dominujące. To właśnie wtedy styl Kreatora błyszczy najbardziej. Mille Petrozza i Sami Yli-Sirniö dostarczają nam mnóstwo mocnych trashowych riffów, nawiązując do różnego okresu w karierze grupy i ozdabiają bogactwem klasycznych heavy metalowych pomysłów, aby wygładzić i zaokrąglić brzmienie. Myślę, że Kreator robi to lepiej, niż większość zespołu w ich wieku. Partie gitar są tu głównym atutem, a większość utworów zawiera ciekawe pomysły, zapadające w pamięć refreny i prawdziwą dbałość o szczegóły, która sprawia, że muzyka porywa, szczególnie w solówkach. Wokal Mille’a jest wciąż potężny i jadowity, a jego siła brzmienia po tylu latach niszczenia gardła jest wciąż imponująca. Jürgen "Ventor" Reil wali w gary nieubłaganie jak zawsze, z potężną siłą, która wbija słuchacza niczym pocisk z działa elektromagnetycznego.


Krushers Of The World to naprawdę bardzo dobry album Kreatora z kilkoma mocnymi momentami. Jest o wiele bardziej thrash metalowy, niż poprzednie wydawnictwa. Znacznie lepszy, niż Hate Über Alles z 2022 roku. Pokazuje, że ci szaleńcy wciąż potrafią wzniecić w sobie waleczność i siłę w dużych dawkach. Nie przegap i pędź do sklepu!💣 Bartas✌☮



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Waleczność i siła. Kreator i ich nowy album "Krushers Of The World".

  Oj, trzeba troszkę nadgonić z tymi recenzjami płytowymi. Mamy marzec, a ja - póki co - nie napisałem jeszcze żadnej świeżej recenzji. Tylk...