Nie jest żadną tajemnicą, że zespoły zmieniają swoje style z albumu na album. Przechodzą przez różne etapy kariery, próbując odnaleźć to brzmienie, które najbardziej do nich pasuje. Szwedzcy metalowcy z zespołu SOEN są jednym z tych zespołów, który zaczynał jako typowy band grający metal progresywny z pewnymi wpływami takich grup jak Tool czy Opeth (posłuchaj choćby Cognitive z 2012 roku), by na kolejnych trzech albumach wypracować własne brzmienie. Od 2020 roku przechodzą kolejną rewolucję i zmianę, a także bardziej uproszczone podejście do utworów, ubogacając o melodyjność i hymniczność, a jednocześnie wyciszając elementy progresywne. 16 stycznia 2026 roku - nakładem wytwórni Silver Lining Music - ukazał się siódmy studyjny album Szwedów zatytułowany Reliance, który w dużej mierze podąża ścieżką wyznaczoną przez Imperial z roku 2021 i kontynuowaną na Memorial z 2023. Warto przy wstępie też nadmienić, że to po albumie Lotus z 2019 roku zespół SOEN stał się bardziej melodyjny i przystępny, z utworami o długości od czterech do pięciu minut i chwytliwymi refrenami, co może jeszcze bardziej rozczarować tych, którzy oczekują od grupy dłuższych i bardziej złożonych struktur. Jednocześnie fakt, że preferowana formuła kompozytorska jest znacznie widoczna w samych utworach, nie wpływa znacząco na ich jakość, ale sprawia, że wszystko staje się nieco bardziej przewidywalne i tyle. Mimo to, niektórzy mogą postrzegać Reliance jako krok w tył dla zespołu lub jako przerost formy nad treścią. Jednakże głębia tekstów jest nadal obecna. Wiele bowiem numerów brzmi jak krytyka społeczna, ale jest ona przykryta znacznie cięższym i bardziej szorstkim brzmieniem.
Szczerze mówiąc to można się było tego spodziewać, patrząc tylko na wydane wcześniej single promujące. Zarówno Primal jak i Mercenary to ciężkie i przesterowane numery z dudniącymi gitarowymi riffami, skocznymi melodiami i chropowatym wokalem, który łączy fragmenty melodii, atmosfery i delikatniejszego wokalu - pejzaż dźwiękowy, który jest znany każdemu, kto wcześniej miał styczność z grupą SOEN. Co więcej - większość tego, co słyszymy na Reliance, było już wcześniej w takiej czy innej formie. Nie ma tu nic nowego ani odświeżającego w porównaniu z tym, co SOEN robił przez ostatnie kilka lat. Niemniej jednak jest kilka kompozycji, które wyróżniają się bardziej, niż inne. Discordia (trzeci singiel) przykuł moją uwagę od dnia premiery swoimi niemal djentowymi gitarami, mocnymi melodiami, nastrojową atmosferą i oczywiście klasycznym wokalem Joela Ekelöfa. Kolejnym utworem, który mi się szczególnie podoba, jest idealny do zagrania na żywo Huntress. To piękny, nastrojowy i łagodny utwór z energicznym refrenem i zachwycającym solo będącym efektem mistrzowskiego wykonania Cody’ego Forda. Przypomina mi bardzo Illusion zarówno pod względem klimatu, jak i głębi tekstu. To bardzo ważne - moim zdaniem - aby utwory niosły przesłanie społeczne, dając słuchaczom więcej do myślenia. Mamy też obowiązkową balladę Indifferent. To minimalistyczna i orkiestrowa kompozycja, w której główną rolę grają fortepian i wokal, a która zadaje proste, ale bardzo istotne pytanie: How does somеone become so cold and indifferent? Nawet jeśli to pytanie pada w kontekście rozstania. Ta piosenka jest równie emocjonalna, co prosta, delikatna i stanowi wyraźny kontrast z resztą albumów. Majestatyczny utwór zamykający album, Vellichor, zachwyca chóralnym wokalem, efektami ambientowymi i powolnym narastaniem, które nieuchronnie prowadzi do epickiego, melodyjnego crescendo, zwieńczonego płomienną solówką gitarową Cody’ego Forda. Reszta numerów jest typowo w stylu SOEN, a grupa gra je na najwyższych obrotach. Od inspirujących i intrygujących rytmów Martina Lopeza (patrz wspomniana już wyżej Discordia) i gitarowych sztuczek Cody’ego Forda (solo w Axis), po podwójny styl wokalny Joela Ekelöfa (Drifter) i soczyste klawisze Larsa Åhlunda, które wyskakują, by nadać atmosfery, albo pozostają w tle (Draconian). Partie basowe Stefana Stenberga są zarówno solidne, jak potężne. Słychać to w kompozycji Unbound. A skoro już o tym mowa to sposób, w jaki Joel lawiruje między chropowatym, agresywnym wokalem a łagodniejszymi i delikatniejszymi nuceniami, jest szczytowym punktem tego albumu. Reliance to mocny, ale melodyjny album SOEN. Nawet jeśli nieco zbyt opiera się na przewidywanych schematach. Nie oznacza to jednak, że ten zespół działa na autopilocie, tworząc dziesięć rozpoznawalnych już brzmieniowo utworów, z których większość jest naprawdę bardzo dobra. Komu więc przeszkadza takie schematyczne podejście? Co więcej, wiele jest zespołów, którzy przeszli tę samą fazę, mając nadzieję na utrwalenie swojego brzmienia zamiast ciągłego odkrywania siebie na nowo. I myślę sobie, że pod tym względem Reliance należy postrzegać jako efekt końcowy zespołu, który wciąż buduje swoją metalową osobowość. Więcej, niż warto posłuchać! 😉 Bartas✌☮

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz