![]() |
Sesja nagraniowa. |
Z czasem jednak panowie zatęsknili za sobą, czując ogromny głód nowej muzyki i pracy razem. Wiadomość o tej śmiertelnej chorobie wokalisty (nie podana do wiadomości publicznej, lecz tylko do wiadomości członków zespołu) był jednym z głównych powodów, dla których zespół od tej pory podpisywał wszystkie utwory jako Queen (choć prawdziwy fan bez trudu rozpozna kto jest autorem lub pomysłodawcą poszczególnych piosenek). To pierwszy w pełni demokratyczny album. Oddajmy głos w tej sprawie Brianowi: Chcieliśmy nagrać prawdziwie demokratyczny album i każdy z nas zaangażował się w proces pisania utworów. Stworzyliśmy poczucie prawdziwej jedności, bez żadnych egoistycznych ciągotek... To jeden z powodów, które sprawiły, że The Miracle okazał się dużo lepszym albumem, niż na przykład A Kind of Magic.
Najbardziej w tej kwestii rzucającą się w oczy jest ... okładka, której twarze członków zespołu „zlane” są w jedną za pomocą technik cyfrowych, a inspiracją była grafika singla Iron Maiden The Clairvoyant. Był to także ostatni album Queen z zdjęciem zespołu na okładce. Nagranie albumu zajęło zespołowi cały rok - od stycznia 1988 do stycznia roku 1989. Album pierwotnie miał się nazywać The Invisible Man, ale trzy tygodnie przed premierą, według Rogera Taylora, postanowiono zmienić nazwę na The Miracle. Oczekiwanie ze strony fanów było tak wielkie, że uruchomiono specjalny numer telefonu 0898, pod którym można było usłyszeć jak Brian May opowiada o nowym albumie i gra kilka utworów. Część nakładu ukazała się w formie boxu z CD, krótką biografią zespołu, notatkami prasowymi i zdjęciem. Wydano kompaktowy maksisingel The Miracle, zawierający trzy utwory: The Miracle, Stone Cold Crazy (live) i My Melancholy Blues. W listopadzie 1989 roku wytwórnia Baktabak wydała płytę kompaktową z nieautoryzowanym wywiadem z zespołem. Po wielu latach ten wywiad można usłyszeć na wydawnictwie On Air dla BBC.
Wkładamy do odtwarzacza płytę, naciskamy play i ... słyszymy pierwsze takty automatu perkusyjnego Rogera Taylora. To piosenka Party. Mówi się wszem i wobec, że to bardzo słabe wejście, niewyróżniające się niczym na albumie. Nie zgodzę się z tym. To świetna rozgrzewka i zapowiedź tego, czego możemy spodziewać się dalej. Słuchając tego utworu ma się wrażenie jakby Freddie chciał powiedzieć: wróciliśmy pełni sił i werwy do wspólnego tworzenia. Jest w nas wciąż ten rock'n'roll. Wciąż chcemy czerpać z życia to, co najlepsze i dobrze się razem bawić. Piosenka powstała podczas wspólnego jammowania Freddiego, Briana i Johna. Wokalista siedział przy pianinie i improwizował sekcję we had a good night, a dwójka przyjaciół dołączyła do niego dogrywając swoje partie. Słyszymy Freddiego pełnego werwy i mocy, choć jego wokal nieco się zmienił od czasu poprzedniej płyty. Jest mocny, silny, wysoki, ale jakby troszkę "zmatowiały" w wyższych rejestrach. Żegnajcie, żegnajcie, żegnajcie! Imprezy nastał kreeee....
es? .... ale hola, hola! Zaraz, zaraz! Kto powiedział, że moja impreza się skończyła? Pyta Freddie w zwinnie przechodzącym w drugi utwór na płycie, czyli Khashoggi's Ship. Bawimy się dalej! Tym razem na statku słynnego miliardera Adnana Khashoggi'ego, który był wówczas w posiadaniu jednego z największych prywatnych jachtów na świecie. Freddie - jak to Freddie - wciela się w jego postać. Był pomysłodawcą, ale tekst i muzykę pisali wszyscy członkowie. Świetny rockowy killer. Szkoda, że nie ukazał się na singlu i nie odniósł sukcesu.
![]() |
O takim zdjęciu można już tylko pomarzyć. |
Utwór tytułowy i ostatni z singli promujących album (ukazał się 27 października 1989 roku) pochodzi z głów Freddiego i Johna, którzy napisali podstawową strukturę akordową dla tej piosenki. Choć - jak już pisałem - nad piosenkami pracowali wszyscy, prawdziwy fan bez trudu odgadnie kto co wymyślił. The Miracle to cały Freddie. Tylko on mógł tak bardzo zachwycać się światem. Oczywiście pozwolił kolegom dopisywać własne wersy, muzykę i akordy. Ciekawostką jest fakt, że podczas gdy zarówno Mercury, jak i May uważali utwór za jeden z ich ulubionych, Taylor opowiedział w audio komentarzu do płyty Greatest Video Hits II, że chociaż nie był to jego ulubiony, szanował go i uważał za niezwykle skomplikowany utwór. Struktura piosenki jest piękna. Opisuje Boże Dzieła - duże i małe. Wszystkie opisane jako cuda. Jednak na ten jeden cud my ciągle czekamy - to pokój, miłość, dobro, zgoda między ludźmi i harmonia. Żadnych wojen. Żeby jednak nie było tak słodko ... cała ta liryczność zostaje na moment przerwana. Wchodzi John z basem, Brian z gitarą i Roger z perkusją, niczym dobosz bijący na alarm. Wojna! Bitwa! Zaczyna się ostra, rockowa jazda, która świetnie wpasowała się w całość utworu. Walczymy o swoje, walczymy o cud pokoju. Gdzieś tam nagle z otchłani pojawia się spokojny wokal Freddiego, który śpiewa: ten czas nadejdzie, jeden dzień i zobaczysz, że wszyscy będziemy mogli być przyjaciółmi. RATA TAM! (przejście perkusji do tempa z początku utworu) ... BE FRIENDS! Wszystko znowu wraca do normy i tak aż do wyciszenia. CUDNEJ URODY UTWÓR. Nadmienić należy, iż powstał bardzo oryginalny klip towarzyszący temu utworowi. Widać na nim czterech młodych chłopców występujących na scenie jako Queen: Paul Howard jako Brian May, James Currie jako John Deacon, Adam Gladdish jako Roger Taylor i Ross McCall jako Freddie Mercury. W całym filmie McCall pojawia się w czterech różnych wcieleniach Mercury'ego:
- 1976 i Hyde Park. Długie włosy z jednoczęściowym czarno-białym trykotem ze spandeksu,
- 1978 - 1979. Mundur policyjny ze skórzaną kurtką i chociaż jest przedstawiony z wąsami w tym klipie, w rzeczywistości Freddie nigdy nie nosił munduru policyjnego z wąsami,
- Live Aid 1985, biała koszulka na ramiączkach, adidasy i jeansy
- 1986. Magic Tour . Freddie w kultowej żółtej kurtce z dresami.
Queen sami pojawiają się dopiero pod koniec filmu. Teledysk został nakręcony w Elstree Studios w Londynie w listopadzie 1989 roku. Według Rogera, Freddie zażartował, że wysyła chłopców na tournee zamiast zespołu, bo świetnie zagrali w teledysku. Według opowieści z magazynu rockowego NME z 2011 r. Paul Howard, który grał rolę Briana Maya, jest obecnie kierownikiem ds. Obiektów w LegoLand w Windsor w Wielkiej Brytanii.
Idziemy dalej i mamy prawdziwy rockowy hicior. Pierwszy singiel promujący płytę, wydany 2 maja 1989 roku. Podpisany oczywiście jako Queen, ale nie ma wątpliwości kto jest głównym autorem. I Want It All. Piosenka była jedną z niewielu, jaka została napisana, zanim zespół ponownie wszedł do studia. Napisał ją oczywiście Brian May, a inspiracją były jego sprzeczne uczucia po zerwaniu z pierwszą żoną Christine Mullen i jego nowym związkiem z Anitą Dobson. Mimo potencjału przebojowości utwór sam w sobie porusza ciężkie tematy, związane z buntem i przewrotem społecznym. Brian twierdzi, że chodzi o ambicję i walkę o własne cele. Z tego też powodu utwór stał się hymnem przeciw apartheidowi w Republice Południowej Afryki, a także był wykorzystywany jako temat protestów w obronie praw gejów, a także ... hymnem rajdowym dla młodzieży afroamerykańskiej. Teledysk pokazuje zespół występujący w pomieszczeniu, w którym zastosowano oświetlenie halogenowe. Został wyreżyserowany przez Davida Malleta i nakręcony w Elstree Studios w Londynie w marcu 1989 r. W komentarzu audio DVD Greatest Video Hits 2, Brian May i Roger Taylor przypominają, że zdrowie Freddiego było już kiepskie. Po raz pierwszy wtedy mogliśmy zobaczyć Freddiego z brodą. Trzeba przyznać, że bardzo mu w niej dobrze, bardzo zadziornie, rockowo. Szkoda tylko, że była to konieczność, aby ukryć objawy postępującej, tej śmiertelnej, nieuleczalnej (wówczas) choroby - mięsaki Kaposiego. Istnieją trzy wersje utworu. Pierwsza (z singla, występująca też na Greatest Hits) rozpoczyna się od refrenu, jednak pozbawiono ją mocnego fragmentu w środku. Druga (z albumu The Miracle) rozpoczyna się inaczej (gitara i perkusja), ma wydłużony środek. Wersja umieszczona na albumie kompilacyjnym Queen Rocks stanowi połączenie dwóch poprzednich wersji.
The Invisible Man. Tak początkowo miała nazywać się płyta, o czym już wspomniałem. Kto tym razem jest głównym pomysłodawcą? Oczywiście perkusista Roger Taylor. Historia lubi się powtarzać i pokazuje, że najlepsze rzeczy wychodzą spontanicznie i znikąd. Podobnie jak Freddie 10 lat wcześniej napisał hit numer jeden Crazy Little Thing Called Love podczas kąpieli, tak i Roger relaksując się w niej i czytając książkę prawdopodobnie o tym samym tytule, zaczął skrobać tekst, mając w głowie linię basu. Utwór szokuje bardzo pozytywnie aranżacją i produkcją. Utrzymany w klimatach muzyki funk, pop i elektroniki bardzo udolnie uzyskuje efekt końcowy rockowego pazura, co w latach 80-tych w twórczości Queen na płytach studyjnych było nieco zepchnięte na bok. Na uwagę zasługuje tu barwa głosu Freddiego. Chrypka. Miejscami jednak da się wyczuć feeling wokalny w stylu Elvisa Presleya. W utworze wymieniani są wszyscy czterej członkowie grupy. Najpierw Freddie Mercury wyszeptany przez Rogera, a potem John Deacon (przez Freddiego), dwukrotnie Brian May (także Freddie) i z bardzo charakterystycznym "r", takim naszym, niemalże polskim RRRRROGER TAYLOR. Jako wyraz dźwiękonaśladowczy perkusyjnego werbla, który wchodzi z niesamowitą siłą. Piosenka ukazała się na singlu 7 sierpnia 1989. Do piosenki nakręcono teledysk. Bardzo nowatorski, jak na tamte czasy. Widzimy na nim chłopca, który gra w grę o tej samej nazwie, co tytuł utworu. Bohaterami gry są członkowie zespołu, jako postacie negatywne, które gracz musi unicestwić za pomocą joysticka. Co jakiś czas Freddie wychodzi z ekranu i pojawia się w pokoju chłopca, po czym znika. Ten nieudolnie próbuje wokalistę "zastrzelić" (Boże, zastrzelić Freddiego i Queen? NIGDY! Dobrze, że to tylko gra). W końcu wpadają wszyscy. Chłopak jest zły, że nie udało mu się ich wszystkich pokonać! Ale jeśli się przyjrzymy dobrze twarzy chłopca, to szybko zorientujemy się, że ta złość jest pokazana przezeń bardzo nieudolnie. Chwyta się za głowę, a na jego ustach maluje się ... raczej uśmiech, niż wkurzenie! No, jak można być zły, gdy do Twojego pokoju wpada Freddie we własnej osobie i pozostała trójka. Ja bym chyba zszedł na zawał ze szczęścia. Potem jak gdyby nigdy nic chłopak sprawia wrażenie radosnego, szalejąc razem z zespołem. John Deacon nagle zdejmuje kowbojski kapelusz i rzuca go na podłogę. Być może bezowocna próba naśladowania go polega na tym, że chłopiec zdejmuje czapkę baseballową i robi drugą. Ekran ponownie pokazuje obraz zespołu w grze, Deacon bez kapelusza, a dzieciak idzie pod nimi.
Scandal. Absolutna perełka na albumie, choć muzycy - May i Taylor - za nim nie przepadają. Autorem głównym jest ten pierwszy. W tamtym czasie na tapecie dziennikarskich hien głównym tematem było pogarszające się zdrowie Freddiego oraz ... rozpad pierwszego małżeństwa Briana z Chrissie Mullen i początek związku (który trwa do dziś) z Anitą Dobson. Ten utwór jest komentarzem wystosowanym do tych wszystkich ciekawskich. Ciekawostką jest fakt, że Brian nagrał podkład klawiszowy i gitarę za pierwszym podejściem. Freddie także nagrał swój wokal za jednym podejście, wzniósłszy się tym samym na absolutne wyżyny! Piosenka ukazała się na singlu 9 października. Na stronie B singla umieszczono utwór Johna Deacona My Life Has Been Saved, jednakże w znacznie innej aranżacji, niż znamy ją z albumu Made In Heaven. Teledysk do piosenki zawierał występ zespołu na scenie zaprojektowanej tak, aby wyglądała jak gazeta. Został nakręcony w Pinewood Studios we wrześniu 1989 roku. Widzimy na nim już nieco wychudzonego Freddiego. Nie jest jeszcze cieniem siebie, ale ... zmiany mocno widać! Brian uznał klip za ... nudny! Mało tego: on i Roger nie lubią samego utworu.
Można przeczytać w kilku recenzjach, że przedostatni utwór na płycie My Baby Does Me to straszna miernota i zapchajdziura. Cóż, są gusta i guściki. Dla mnie to kolejny świetny utwór współpracy kompozytorskiej Mercury - Deacon, którzy bardzo się na gruncie nie tylko prywatnym, ale i zawodowym, muzycznym do siebie zbliżyli, lubując się w klimatach disco, funk czy soul. Charakteryzuje się mrocznym i tajemniczym klimatem. Bardzo udany utwór!
Album wieńczy utwór Was It All Worth It?. Został on skomponowany przez Freddiego. Piosenka nawiązuje do produkcji brzmienia zespołu w latach 70-tych. Chociaż większość utworu została opracowana przez Mercury'ego, wszyscy członkowie wnieśli pomysły i teksty. Na przykład: Roger napisał linię: kochamy Cię szaleńczo i użył gongu i kotłów. W środkowej części słyszymy bardzo charakterystyczne dla zespołu partie orkiestrowe. Pomimo tego, że nie został wydany jako singiel, pozostaje bardzo popularny wśród fanów Queen i często uważany za najlepszą piosenkę na albumie. także i dla Johna Deacona. Tekst to swoista taka forma spowiedzi zespołu z całej kariery. Ale to jeszcze nie koniec. Na ostatnie pożegnanie przyjdzie czas.
Na dodatkowych dyskach CD mamy dodatkowe, bardzo imponujące utwory! Pierwszy z nich to Hang On In There. Napisany przez wszystkich czterech członków zespołu. Brian tu gra zarówno na gitarze akustycznej, jak i elektrycznej, a także na klawiszach, Freddie na fortepianie, dwukrotnie uderzając w bardzo wysokie E5. Słyszymy te jego słynne zaśpiewy pira pa para papa pe, które do złudzenia przypominają jego solowy numer Living On My Own Piosenka pierwotnie pojawiła się jako strona B singla I Want It All. Robi wrażenie!!! Kolejny dodatek to Chinese Torture, czyli instrumentalna improwizacja gitarowa Briana Maya, inspirowana chińskimi torturami wodnymi, mającymi na celu ustawieniu więźnia w miejscu, w którym krople wody kapią mu na głowę w krótkich odstępach czasu. W zamierzeniu ma doprowadzić to ofiarę do obłędu. Utwór po raz pierwszy był zagrany ... na ostatniej trasie koncertowej Queen, gdy Brian na scenie miał swoje pięć minut. Jednak był pod zupełnie innym tytułem.
Są też takie utwory, które nie zmieściły się na płycie. Przykładem jest choćby Stealin, skomponowany głównie przez Mercury'ego. To żartobliwe przedstawienie mężczyzny, który spędza życie popełniając rabunek. Piosenka jest wykonywana głównie za pomocą wypowiadanych słów, ale czasami ma śpiewane wersety. Piosenka pojawiła się jako strona B singla Breakthru. Jest też utwór Hijack My Heart napisany przez Taylora. To z kolei historia mężczyzny, który zakochuje się w kobiecie pełnej fochów i złych manier. Utwór ukazał się na stronie B Singla The Invisible Man. No, i oczywiście wspomniany My Life Has Been Saved.
Album został wydany 22 maja 1989 roku i osiągnął numer jeden w Wielkiej Brytanii, Austrii, Niemczech, Holandii i Szwajcarii oraz numer 24 na amerykańskiej liście Billboard 200. AllMusic nazwał The Miracle najlepszym albumem Queen lat osiemdziesiątych, razem z The Game. Warto było czekać, mimo iż Freddiemu zostało już wtedy tak niewiele z życia. Pozycja obowiązkowa! Uaaaa! Ale się rozpisałem. No, ale to Queen, moi Drodzy. Nie można było inaczej 😍
Bartas✌