czwartek, 4 grudnia 2025

Przejście przez galaktyczny wir. Gazpacho i ich nowy album "Magic 8 Ball"

 

Być może Norwegia będzie zawsze kojarzyła się z black metalem. I słusznie zresztą, bo wiele znakomitych kapel z tego kraju się wywodzi. Niemniej jednak ja, jeśli chodzi o scenę norweską, bardziej chyba bardziej preferuję progresywną rockową muzykę połączoną z dramatyzmem, teatralnością, wychodzącą z głębi serca. Zespół Gazpacho jest w ścisłej awangardzie tej sceny, a ich album Demon z 2014 roku to już współczesny klasyk gatunku i jeden z arcydzieł Norwegów. Zapoczątkował ów krążek historię o istocie, która żyje w naszej zbiorowej podświadomości i popycha nas ku najgorszym impulsom, a jej kulminacją jest znakomity inny album z roku 2020 - Fireworker. Teraz zespół powraca z kolejnym dziełem zatytułowanym Magic 8 Ball. I co ciekawe, jest to pierwszy od jeden z niewielu albumów w katalogu Gazpacho, który nie jest albumem koncepcyjnym, choć jego warstwa liryczna porusza tematy losu i przeznaczenia. Jak wygląda zatem ta zmiana?


Zanim usłyszałem całość, utwór tytułowy jako pierwszy singiel dotarł do mych uszu i muszę powiedzieć, iż zrobił na mnie wrażenie. Gazpacho eksperymentuje z nowymi kierunkami - są bardziej chwytliwe i radiowe, niż te, które zespół tworzył na przestrzeni wielu lat, niemal zbliżając się do popowej wrażliwości. Byłem bardzo ciekaw jak będzie brzmiała całość. Odpaliłem w końcu płytę, a otwierająca ją kompozycja Starling rozpaliła moje oczekiwania, przywołując delikatną pogodę ducha z kojącym fortepianem i pięknym wokalem Ohmego. Let Us Be Reborn intonuje w marzycielskiej harmonii i rzeczywiście słychać, że Norwegowie wypływają na nowe wody, ale nie odchodząc także zbytnio od swojego melancholijnego mroku. We Are Strangers zmienia tempo i rytm, umieszczając frazy nim lub przerywając linię chóralną. Ceres pędzi z wirującym kanonicznym wokalem, a Immerwahr przybiera kształt uciekającego poematu w formie piosenki, stopniowo ewoluującego w miarę upływu czasu. Wspomniany już utwór tytułowy sprawia wrażenie, jakby zespół zabierał nas w przygodę, w której sam nie jest pewien celu. Sky King starannie szkicuje tajemniczą tęsknotę, a refreny eksplodują potężną i dramatyczną melancholią. Jest tu więcej syntezatorów, niż na poprzednich albumach, okazjonalnie odgrywających główną rolę, jak choćby w kulminacyjnym momencie The Unrisen. Ich najbardziej wyrazisty akcent pojawia się jednak w We Are Strangers, gdzie niekonwencjonalne kompozycje wypełniają się futurystyczną atmosferą i rozpalają sceny cyberpunkowej dystopii. Czy ten album posiada jakieś wady? Tak, nie do końca przekonuje mnie Gingerbread Men. Odnoszę wrażenie, że zbyt często poszukuje się bardziej dynamicznego podejścia w swoich teksturach, ale nie potrafi go uchwycić z powodu nieustającego mozolnego tempa. To jedyny minus na tym wydawnictwie. Jego produkcja jest niezwykle czysta i ciepła bez utraty ciężaru, gdy gitary zaczynają narzucać swoją wagę. Drobne detale pokazują, jak wiele czasu poświęcono Magic 8 Ball, takie jak delikatny glitch, gdy Ohme intonuje I’m scratching at an itch czy subtelne przestery w We Are Strangers. Wszystko kulminuje w The Unrisen, który zaczyna się równie delikatnie jak otwierający Starling, ale wybucha prawdziwie transcendentnym fragmentem mooga, który przypomina przejście przez galaktyczny wir. To naprawdę zapierający dech w piersiach sposób na zakończenie albumu. 


Magic 8 Ball to awangardowy i eklektyczny krążek, ale z rozpoznawalnym stylem kompozytorskim zespołu i z wokalem, który zapewnia spójność. Każdy numer ma swój klimat, swoją twarz i swoje niespodzianki. Oczywiście - nie jest to wydawnictwo dorównujące w jakikolwiek sposób szczytowym Demon, ale tak szczerze mówiąc to jest niewiele zespołów, które eksperymentują własną formułą, kunsztem oraz wdziękiem jak robi to Gazpacho. Polecam!👍 Bartas✌☮

poniedziałek, 1 grudnia 2025

Refleksja nad przyszłością. Katatonia i ich nowy album "Nightmares As Extensions Of The Waking State".

 

Nie jest żadną tajemnicą, że bardzo lubię Katatonię i to praktycznie od ich pierwszej płyty. Różnie z nimi bywało. Pamiętam, gdy w czasie studiów usłyszałem The Great Cold Distance, który bardzo mocno wrył mi się w banię, a sześć lat później Dead End Kings, który pozostaje moim ulubionym albumem w dorobku Katatonii. Praktycznie każde ich kolejne wydawnictwo, przepełnione eksperymentami muzycznymi, to jakiś krok naprzód w ich dalszej ewolucji. W czerwcu tego roku zespół powrócił z nowym krążkiem zatytułowanym Nightmares As Extensions Of The Waking State, który sięga w przeszłość, szukając przyszłość kierunku. Jest to kontynuacja Sky Void Of Stars z wrodzonym romantyzmem, nawet gdy muzyka i testy sugerują coś zupełnie innego. Jednak ten romantyzm skrywa mroczniejsze intencje, jakby Szwedzi mieli ukrytego asa w rękawie. 


Krążek rozpoczyna się od utworu Thrice, który startuje mocno od czystej gitary i linii wokalnej, która wprowadza słuchacza w nastrój, zanim Daniel Moilanen nie uderzy porządnie w gary, dając temu jeszcze większe poczucie ciężkości. Chociaż utwór nawiązuje do Sky Void Of Stars, zwłaszcza w melodii, to mniej więcej w połowie stopniowo odchodzi od tych motywów, stając się nastrojowy i złowieszczy, by następnie wrócić do refrenu. The Liquid Eye ma death-doomowy vibe, który potrzebuje czasu, by ukazać ich wciąż silny ciężar w solidnej strukturze, zarówno tej instrumentalnej, jak i wokalnej. Melodia jest czysta, muzyka chwytliwa, niemalże swingująca. Katatonia nie jest zespołem, którego można nazwać nieustępliwym w swojej muzyce, ale tutaj wyraźnie pokazują pazur. Ich ciężar i dynamika pozwalają na eksperymenty, a miks dźwiękowy pokazuje, że myślą o swojej przyszłości i o tym, jak daleko mogą posunąć swoją wersję progresywnego doomu. Jeśli chcesz spojrzeć na potencjalną przeszłość Katatonii, Wind Of No Change prezentuje coś, czego nie słyszałem w ich wykonaniu od dawna, a mianowicie partie chóralne. Uzupełnia zarówno instrumentarium zespołu, jak i atmosferę kompozycji, potęgując złowieszczy nastrój, do którego album zmierzał, a nawet nawiązując do przeszłości Katatonii, gdy tworzyli jeszcze muzę black metalową. Słysząc Jonasa śpiewającego …and sing Hail Satan… z chórem w tle, wzmacnia się warstwa, którą Nightmares As Extensions Of The Waking State buduje sam i słuchanie tego działa oczyszczająco. No, w końcu Katatonia to zespół z tradycją, istniejący ponad trzy dekady, który z entuzjazmem oddaje się swojej historii i wcieleniu.

Nightmares As Extensions Of The Waking State jest niezwykle autotematyczny. Chociaż można by się spodziewać, że będą kontynuować od miejsca, w którym zakończyli wspomniany Sky Void Of Stars. Ja jednak myślę, że jest to prawdziwa kontynuacja The Fall Of Hearts. Oba albumy wywodzą się z ambientowo-atmosferycznego wzorca mojej ulubionej Dead End Kings, ale Nightmares As Extensions Of The Waking State wpisuje się bardziej w linię tematyczną The Fall Of Hearts, zwłaszcza z takimi utworami jak Temporal, który do złudzenia przypomina Takeover. Oba albumy mają również mają również spokojny, refleksyjny charakter, bowiem powstały w trudnych dla zespołu czasach. Mimo że wyraźnie poszli do przodu, historia zatoczyła koło. W miarę rozwoju albumu muzyka nabiera bardziej surowego charakteru. Numer zatytułowany Departure Trails jest pauzą, działającą jak wytchnienie pośród intensywności. Jest bardziej powściągliwy: dynamika zmienia się nieznacznie, co wzmacnia nastrojowe tendencje, które zespół budował przez cały czas. Ta powściągliwość jest obecna w Warden oraz - w mniejszym stopniu - w The Light Which I Bleed. Nadal grają kontrastującymi tonami i dźwiękami, ale brakuje im tych podniosłych refrenów i melodii, które były widoczne wcześniej. Ta surowość w końcu ustępuje miejsca Efter Solen, kompozycji zaśpiewanej w całości w języku szwedzkim, która - być może - będzie zaskoczeniem. Jest to numer najbliższy czasom City Burials pod względem odmienności od reszty, ponieważ wykorzystuje bardziej elektroniczne, czy wręcz taneczne podejście do melodii. Brzmi też, jakby pochodził z pobocznego projektu Jonasa Renkse (tj. Kordy) przearanżowany i wykorzystany na tym albumie. Choć jest to mile widziany dodatek, może być postrzegany jako dziwny. Ja osobiście bardzo lubię wspomniany już Efter Solen i moim zdaniem to ta kompozycja wybija się na pierwszy plan. 


Album ma pewną… “wadę”. Pierwsza jego część składa się z zapadających w pamięć refrenów, melodii i przyjemnej dynamiki, które czynią go rozkosznym dla ucha. Druga wydaje się być stonowana. Może to był celowy zabieg, bowiem muza w pierwszej połowie pozostaje znajoma, zwłaszcza jeśli znasz numery z krążka Sky Void Of Stars. To właśnie w tej drugiej połowie Katatonia pokazuje nam swoją skłonność do eksperymentów, zdolność do zmiany i adaptacji. Udowadnia, że ostatecznie metal nie musi być ciężki i klasyczny, by miał swój przekaz czy głębię. Na całe szczęście Szwedzi nie próbują wyważać otwartych już drzwi. Jeśli muzyka rezonuje to tylko to się liczy. Nightmares As Extensions Of The Waking State to album refleksyjny, chwila wytchnienia w dynamice, którą zespół zbudował od czasu wydania art-rockowego City Burials. Skłania do refleksji nie tylko nad tym, co przyniesie przyszłość, ale także nad tym do czego doprowadziły go przeszłe decyzje. Pomimo ostatnich wydarzeń, przyszłość Katatonii rysuje się w jasnych barwach, a jej członkowie są świadomi faktu, że wciąż tworzą muzykę, która porusza serca, dusze i umysły. Muza może nie mieć ciężaru, którego szukają inni, ale dla mnie Nightmares As Extensions Of The Waking State to celebracja tego, jak daleko zaszli członkowie zespołu, doskonale wiedząc, że świat stoi przed nimi otworem. Pozycja bardzo mocno polecana! 👍

Bartas✌☮

Podsumowanie muzyczne roku 2025. Płyty zagraniczne.

Jest niedziela, 11 dzień Nowego Roku 2026, a u mnie  - jak do tej pory - cisza jeśli chodzi o jakiekolwiek podsumowania płytowe. Wybaczcie, ...